
Australijska grupa założona w 1987 w Canberze. Na początku kariery okrzyknięto Alchemist jako ekipę przecierającą szlaki, imponującą oryginalnością i mającą swój styl. Pierwsze trzy demówki z lat 1987-1991 wypełnił tradycyjny death metal, ale już na debiutanckim albumie muzycy zerwali z tą stylistyką, zbrutalizowali ją i wykręcili, przedstawiając dość unikalną miksturę. Gitary nastawiono na tworzenie surrealistycznego klimatu (róznego rodzaju efekty), który oparto jednocześnie na wielu kontrastach. Progresywne łamańce przenikały się z pokręconym podkładem muzycznym, skontrastowanym brzmieniami rodem z przestrzennością rocka lat 70-tych. Niektóry eksperymenty wydawały się nawet wpłynąć na wydany pięć lat później Obscura Gorguts. Płyta sięgała dop najróżniejszych form wyrazu, a jednocześnie brzmiała zaskakująco spójnie, nie męczyła szeroką gamą środków wyrazu, podtrzymując podstawowy metalowy ciężar (Abstraction, Wandering And Wondering). Nie mniejsze wrażenie wywołały również te najbardziej bezlitosne numery w rodzaju Enhancing Enigma czy Worlds Within Worlds, brzmiące jak gdyby powstawały na kwasie, łącząc najwięcej skrajności w brutalne i przestrzenne kompozycje. Pozytywne wrażenie potęgowała też produkcja, która mimo sporej ilości dołów i brudu, brzmiała naturalnie i nie rozmywała ogólnego ciężaru. Już na tak wczesnym etapie, ekipa pokazała się jako zespół unikalny, pewny swego oraz podążający własną drogą. To nie było granie dla każdego, gdyż poziom oraz jakość eksperymentów mogła przygnieść, lecz nawet w tak zakręconej niszy Australijczykom udało się stworzyć wiele wciągających, obfitych w zwroty akcji oraz zapadających w pamięć utworów.
Z tak zakręconym materiałem jak debiut na próżno było oczekiwać cudów na jakiś poklask, ale grupa nie zamierzała na tym poprzestawać. [2] wprowadził niemało nowinek oraz ponownie utwierdził o wyjątkowości formacji. Jeszcze bardziej pokręcono kalejdoskop różnorakich efektów, narkotycznego klimatu. psychodelicznych wstawek gitarowych, finezyjnej perkusji i rozbudowanych struktur. Nadal był to death metal, gdzie ciężko ciosanym riffom towarzyszyły czyste i przestrzenne wstawki gitar (zalatujące rockiem lat 70-tych), zaś grupa nie trzymała się ściśle określonych reguł, często zaskakując by było zarówno brutalnie, jak i klimatycznie. Nowość stanowiły liczne orientalno-plemienne brzmienia (w tym te z Bliskiego Wschodu w Yoni Kunda). Wokal Adama Agiusa orbitował wokół growlingu, choć dorzucał sporo przeraźliwych pisków. Muzyka w pewnych momentach mogła wprawiać w stan hipnozy, ale styl Alchemist był na tyle pojemny, iż każdy z utworów posiadał swój osobny pomysł i miał swoją niezwykłą aurę. Uwagę zwracały przede wszystkim Clot z szalejącymi gitarami, Unfocused oraz Garden Of Eroticism. Ekipa kontynuowała swoją awangardową krucjatę w jeszcze bardziej szalonej formie, rozwijając ją o orientalne brzmienia i przywdziewając całość w profesjonalną produkcję. Alchemicy po raz drugi stworzyli dzieło odważne i trudne do porównania kimkolwiek innym.
Niektórzy wróżyli zespołowi dojście do ściany na polu progresywno-deathmetalowej awangardy. [3] przekonywał, że sięganie ku niemożliwemu i wznoszenie się na absurdalnie wysoki poziom przychodziło Alchemist w pełni naturalnie. Ze stałych składowych zrezygnowano z blastów i jaskiniowego growlingu - pozostało wcześniejsze szaleństwo i eksperymentowanie na różnych (nieraz skrajnych) płaszczyznach. Grupa wkroczyła tym krążkiem w bardzo osobliwy i klimatyczny metal progresywny o mocno zapiaszczonym brzmieniu i stopniem wizjonerstwa kilkukrotnie przekraczającym wcześniejsze delirium. Zróżnicowane formy, nieprzewidywalność, odloty w kosmos, orientalne smaczki, a jednocześnie spory czad, niemała chwytliwość i spójność tak wielu środków współgrały tu ze sobą na każdym kroku. Album wypełniła dawka muzyki do rozpracowywania i rozkoszowania się na długie lata, niczym receptura na najlepszy alkohol. Jakby tego było mało, zmienił się wokal Adama, stawiającego tutaj przeważnie na skandowanie i piski. Na pierwszy plan wysunęły się klawiszowe wstawki wprowadzające fragmenty dużo spokojniejsze i stopniowo budujące napięcie. Tak było choćby w Dancing To Life, Staying Conscious czy Road To Ubar, w których pomimo większej ilości umiarkowanych temp, nadal obficie występowały przeróżne zwroty akcji i dziwna rytualna wręcz atmosfera. Muzycy znowu dowiedli, że mieli specyficzny pomysł na swoją twórczość, wiedzieli w którą stronę chcieli podążać i to wszystko przy porzuceniu ekstremalnego pierwiastka.
[5] kontynuował styl poprzednika, aczkolwiek o zjadaniu własnego ogona czy braku nowych pomysłów nie mogło być mowy. Wspólny łącznik tyczył się głównie tej trochę ospałej, choć wciąż tajemniczej kosmicznej atmosfery, licznych orientalnie brzmiących dźwięków i odjechanych efektów gitarowych. Na szczęście pomimo znajomej koncepcji, nowy album nie powiela bezmyślnie wcześniejszych rozwiązań. Nowością były porozsiewane czyste wokalizy (podniosłe i dodające chwytliwości), częstsze partie klawiszy, elektroniczne wstawki oraz stonerowy feeling gitar. Chwytliwość refrenu Surreality, skoczność New Beginning czy rockowy kosmiczny pazur w Single Sided miały wielki potencjał, a przy tym nie dublowały tych samych struktur czy melodii z wcześniejszych nagrań. Grupa ukazała nieco przystępniejsze oblicze, choć te kwasowe motywy pojawiały się nawet w bardziej poukładanych aranżacjach. Zwłaszcza trzyczęściowy Evolution Trilogy wystrzeliwał w inną galaktykę i pochłaniał umysł słuchacza zagadkowym klimatem. Dało się jednak wychwycić w tym wszystkim mniej szaleństwa i lekkie ograniczenie dziwnych motywów. Pod względem produkcji zaliczono potknięcie w brzmieniu perkusji, gdyż werbel brzmiał po prostu plastikowo To był wciąż jakościowy i oryginalny kawał progresywnego death metalu, ale odstający jakościowo od pierwszych trzech genialnych krążków.
[6] ukazał się w barwach wytwórni Relapse Records, dzięki czemu zyskano większy budżet na realizację nagrań. Płyta przynosi złagodzenie formy, co jednak nie równało się z jej drastycznym uproszczeniem. Dodano sporo sampli i klawiszowych wstawek, a także przesunięto akcenty w stronę space rocka. Zmiany te przeprowadzono sensownie, gdyż muzyka nabrała powietrza, refleksyjnego klimatu oraz chwytliwości, a przy tym wciąż pozostała progresywna i metalowa po prostu. Niektórych mógł jednak drażnić nieco piosenkowy charakter numerów i zbyt czytelne podkreślenie melodii i refrenów. Grupa dokonała wolty poprzez nasycenie swoją zakręconą stylistykę pewną ilość mini-hitów: zadziorny Grief Barrier, orientalny Epsilon oraz głęboko sięgający ku innym wymiarom Backward Journey. Gitarzyści udanie łączyli prostsze riffy z tymi bardziej szalonymi i wykorzystującymi mniej przyjemne dźwięki a la Voivod. Adam Agius głosowo śmiga między czystymi wokalizami a krzykiem, a Rodney Holder sensownie dorzucał klasycznie rockowe standardy do ogólnej rytmiki. Alchemist wyszedł do szerszej grupy słuchaczy, nie porzucając jednak w pełni nietuzinkowych, prog-metalowych i dziwacznych rejonów.
Ze wszystkich płyt zespołu, [7] robił najmniejsze wrażenie, powtarzając zbiorcze założenia albumu poprzedniego. Po raz pierwszy Australijczykom przydarzyło się kopiowanie samych siebie, przy niższej kreatywności przy tworzeniu utworów. Częściej pojawiały się krzykliwe wokale, cięższe gitary w stylu sludge/groove i gęściej pracująca perkusja. Produkcja była dosyć płaskie i cierpiała na przypadłość rejestracji instrumentów zbyt głośno, co tłumiło czytelność wokalu. W dodatku riffy bywały nieczytelne, a z basu nie uchowało się praktycznie nic. Sporo obiekcji wysuwano pod adresem zwyczajnie przeciętnych Grasp The Air i CommunicHate. Ekipa postawiła na bezpieczniejszy kierunek co do ogólnego rozwoju i w rezultacie zespół stworzył repertuar mniej ciekawy, odarty z nietypowych pomysłów. Artystycznie niepowodzenie skutkowało rozpadek zespołu w 2010.
Adam Agius utworzył podobny stylistycznie The Levitation Hex (The Levitation Hex w 2012 i Cohesion w 2016).
| ALBUM | ŚPIEW, GITARA, KLAWISZE | GITARA | BAS, KLAWISZE | PERKUSJA |
| [1-7] | Adam Agius | Roy Torkington | John Bray | Rodney Holder |
John Bray (ex-Exceed)
| Rok wydania | Tytuł |
| 1993 | [1] Jar Of Kingdom |
| 1995 | [2] Lunasphere |
| 1997 | [3] Spiritech |
| 1998 | [4] Eve Of The War EP |
| 2000 | [5] Organasm |
| 2003 | [6] Austral Alien |
| 2007 | [7] Tripsis |

