Amerykański duet założony w 2024 w Minneapolis. Ekipa grała miażdżący funeral doom odziany w egzystencjalny strach i rozdzierającą duszę słuchacza rozpacz. Odpowiednie elementy dobrano z twórczości Evoken, Mournful Congregation i Ataraxie w celu stworzenia kompozycji z poruszającymi ziemię riffami równoważonymi przez grobową nostalgię i prawdziwie niski growling. Na płycie melancholijna atmosfera opuszczonego grobowca przenikała się z odorem mauzoleum zapomnianych cywilizacji. Harmonie gitarowe w stylu Candlemass dobrze zazębiały się ze śmiercionośnym wokalem, przynosząc jedynie wieczną ciemność. Ponury Shadows Of Despair zawierał zaskakująco zwiewne syntezatory i smyczki, co tworzyło dziwną dychotomię nastrojów, podczas gdy elementy symfoniczne dodawały muzyce wzniosłości i rozmachu. Zamykający Withering In Sorrow miał dziwne brzmienie i mastering był gorszy niż w reszcie kawałków, co cuchnęło piwnicznymi nagraniami demo. Mimo to ostatnie kilka minut numeru przynosiło wpływy Celtic Frost/Triptykon w warstwie riffów. Anthony Copertino zagrał na wszystkich instrumentach, ale na uznanie zasługiwała jego świetna gitarowa robota, z dwutonowymi riffami schodzącymi i żałobnymi melodyjnymi akordami, na przemian oddalającymi się i przybliżającymi. Oferujący wyraźniejszą strukturę Desolation przywodził na myśl epicki rozmach Solitude Aeternus. Gitara prowadząca snuła pełne tragizmu zagrywki, momentami recytowane i bulgoczące wokale, odzwierciedlały pragnienie zobrazowani pewnego rodzaju emocjonalnego starzenia. Album nasuwał skojarzenia z niekończącym się zaćmieniem słońca podczas nuklearnej zimy, gdzie w duszącej ciemności pozostawały tylko słabe cienie. W tym graniu sporo dla siebie mogli odnaleźć maniacy argentyńskiego Funeris, holenderskiego Officium Triste czy fińskiego Shape of Despair. W porównaniu z innymi projektami Johna McGoverna, An Tóramh był bardziej bezpretensjonalny, przywołując wspomnienia zespołów z pierwszej połowy lat 2000 i nostalgii za czasami jednoosobowych zespołów i ambientowego funeral doomu. Brzmienie było monotonne i surowe, a jednocześnie podejście pozostało tak klasyczne, że łatwo było w tej płycie rozpoznać celowy puryzm. Zaprogramowana perkusja brzmiała po prostu jak zestaw perkusyjny grany wieloma talerzami. Twarde monotonne riffy były wielokrotnie przerywane przez żałosnie grającą gitarę prowadzącą, która nigdy nie wysuwała się na pierwszy plan, jakby wahając się pomiędzy obecnością a tłem. Fanfary klawiszowe, chóry i smyczki tylko potęgowały przytłaczające uczucie bolesnej straty. Muzykom udało się przedstawić niemal namacalny ból straty - estetykę, którą można powiązać z myślami Friedricha Nietzschego zawartymi w "Narodzinach Tragedii". Nietzsche postrzegał tragedię i muzykę jako formy sztuki, które nie upiększają życia, lecz kształtują je i uwznioślają w jego chaosie, okrucieństwie i przemijaniu. Nazywał do "dionizyjskośćią (rozpuszczeniem ego, upojeniem, ekstatycznym cierpieniem), która staje się nosicielem piękna. Jedyne zastrzeżenia dotyczyły braku oryginalności - ten album nie miał innowacyjnej mocy, który nadałaby funeral doomowi nowy impuls.

ALBUM ŚPIEW WSZYSTKIE INSTRUMENTY
[1] John 'Suffering' McGovern Anthony Copertino

John McGovern (ex-Chalice Of Suffering, ex-Solemn Echoes, Forever Falling, Sweatpants Boner, ex-Utter Failure, Fecal Incubation), Anthony Copertino (ex-Unecstacy)

Rok wydania Tytuł
2025 [1] Echoes Of Eternal Night

Powrót do spisu treści