
Amerykański zespół założony w 1997 w Baton Rouge (Luizjana). Musiał rozprowadzić aż cztery demówki, by zainteresować jakąś wytwórnię, a byłą nią hiszpańska Heavencross Records. Były to: "1997 Demo", następnie "Exhibition MCMXCIX" w 1999, "Chiaroscuro" w 2000 oraz "The Surface Of All Things" w 2001. Muzycy przewrotnie określili swój pierwszy album jako "mercurial metal", a pytani o powody odpowiadali, że w ten sposób pragnęli się odciąć od "mainstreamowego prog-metalu" z Dream Theater na czele. Aż tak daleko duetowi nie udało się uciec od szufladki stylistycznej, choć ten metal progresywny był wyjątkowo chłodny, żonglował kontrastami i pełnym niepokoju klimatem. Jay Lemm swoim lekko zachrypniętym głosem śpiewał raz czysto (pod Ray`a Aldera), by zaraz skrzeczeć. Wszystko sowicie podlano samplami i to nie był krążek dla zwolenników maestrii perkusyjnej. Materiał opierał się głównie na 35-minutowej czteroczęściowej suicie The Surface Of All Things, która hipnotyzowała i uzależniała. Cała płyta mogła podejść fanom Vauxdivihl, Evergrey, Redemption, Fates Warning oraz Into Eternity.
Grupa przepadła na blisko dekadę i dość zaskakująco powróciła drugim albumem w 2014. [2] ciężko było ocenić, a sami muzycy we wkładce utrudniali to zadanie, wprost nazywając nowe dzieło albumem przejściowym i zapowiadając następne, posiadające już nawet tytuł. Na krążek trafiły odegrane na nowo kompozycje z przeszłości, a także nowsze. Lamm i Warman zapewne świetnie zdawali sobie sprawę, że rozróżnienie to będzie wyraźnie słyszalne. Album otwierały Holy Mother i The Illumination Mask - dwa utwory skomponowane pod koniec lat 90-tych, silnie nacechowane estetyką powermetalową, o pośpiesznym tempie. Wykorzystano w nich po części growling, po części czysty wokal. Słyszalne spowolnienie nadchodziło wraz z ciekawą interpretacją nastrojowej piosenki Ice - coveru Sarah McLachlan. Ten numer miał spełniać rolę pomostu pomiędzy starszymi kawałkami a tym co nowsze, bardziej dojrzałe i formalnie zróżnicowane. The Victim Cult wprowadzał elementy etniczne, a całość zamykała 20-tominutowa suita What Falls Away, ktora zamiast nawałnicy pomysłów i ataku gitar od samego początku, rozwijała się w sposób wyważony, by nie rzec – dość ostrożny. Podejmowała ona temat samobójstwa młodej dziewczyny oraz związanych z tym wydarzeniem odczuć i reakcji jej rodziny. Fakt istnienia różnic wynikających z odmiennego czasowo pochodzenia utworów nie utrudnił na szczęście odbioru całości, odegranej nienaganną techniką. Soczyste brzmienie talerzy i różnorakich perkusyjnych przeszkadzajek nieźle korelowało zarówno z klawiszowym klimatem, jak i gitarowymi galopadami. Na szczególną uwagę zasługiwały partie bezprogowego basu, który kilkukrotnie wskakiwał w rolę instrumentu solowego.
| ALBUM | ŚPIEW, KLAWISZE, BAS, PROGRAMMING | GITARA | PERKUSJA |
| [1] | Jay Lamm | Keith Warman | - |
| [2] | Jay Lamm | Keith Warman | Rory Faciane |
| [3] | Jay Lamm | Rory Faciane | |
| Rok wydania | Tytuł | TOP |
| 2004 | [1] Where Memories Combine | |
| 2014 | [2] The Vibrant Sound Of Bliss And Decay | #28 |
| 2025 | [3] The World Outside |
