Szwajcarska grupa powstała w 1998 w Büron niedaleko Lucerny. Zadebiutowała w czerwcu 2001 demówką "Destiny". Dwie EP-ki wydane własnym kosztem, a także gościnny wokalny występ Toma Englunda z Evergrey na [2] w utworze Art Of Payback pozwoliły na podpisanie kontraktu z niemiecką wytwórnią Metal Heaven. Zanim przystąpiono do nagrywania studyjnego albumu, gitarzysta Hans Berglas zagrał na płycie Secrets Crystal Ball w 2007. Jeśli szukać analogii, na [3] znalazł się melodyjny heavy stanowiący mix klasycznej rytmiki Gotthard i przebojowych refrenów w stylu Crystal Ball właśnie. The Calling kołysał na początek, ale bez specjalnych ekscytacji. Elegancki See You Rise miał pewne chłodne inklinacje neoklasyczno-progresywne. Heinz Mutner sprawiał dobre wrażenie, potrafiąc zaśpiewać w różny sposób i dołożyć uczuciu jak w znakomitym Inspiration z pełnym zadumy refrenem. Zarówno pianino jak i klawisze nieźle dopasowano do gitarowego planu pierwszego i Meier nie grał na tej płycie do radiowego kotleta. Ogólnie zespół starał się grać ambitniej niż Gotthard, choć nagrano mainstreamowy Mirror Mirror - ale i ten numer nie szedł drogą prostej rock`n`rollowej przebojowości. W spokojnym Icarus o rozległych przenikających się planach, słychać było jakie możliwości drzemały w tym zespole, gdyby grał melodyjny progresywny heavy. Ujmowało wejście gitary w Save Me - tą aktywnie zagraną kompozycję o cechach ballady zrobiono w stylu mocnych rockowych pieśni lat 80-tych w nowocześniejszej aranżacji. Zamiłowanie do bardziej rozbudowanych form pojawiało się w The Raven`s Flight i w The Lament Of The Wind na zakończenie, ale ten drugi nie był dobry i nie powinien się tu znaleźć. Ekipę stworzyli kompetentni muzycy, choć bez przodujących asów - w zamian stworzyli grupę zgraną, choć styl nie został do końca ukształtowany. Brzmienie dobre, aczkolwiek słychać ograniczenia budżetowe i być może rzeczywiście wysokiej klasy studio wydobyło by więcej niuansów z tej muzyki.
Kolejny krążek powstawał aż sześć lat - ponownie wypełnił go materiał bardziej finezyjny niż dokonania Shakra. Wrzucono również więcej smaczków, które można by określić jako progresywne, a jednocześnie przyjazne dla fana typowego melodyjnego heavy metalu bez radiowej przebojowości. Ta przebojowość była na albumie stonowana i okryta mgiełką melancholii, osadzona w tempach niezbyt szybkich, tak by nie umknęły przygotowane tu muzyczne inkrustacje w rodzaju żeńskich wokaliz w lekko dramatycznym Storm. Gitary pulsowały w niespiesznym tempie w The End Of The Line, gdzie wokale rozbrzmiewały podwójnie na tle chórków i modernistycznych klawiszy. Nienachalnie progresywnie i zwiewnie na klawiszach wchodził Saviour z melodią refrenu raczej fińską. Fanfary zwiastowały King For A Day i ta rycerskość była tutaj wysmakowana i dostojna. Podobna elegancja biła z Once, z rozmaitymi wpływami innych szwajcarskich kapel jak Emerald czy Pertness. Pastelowy Riddle dość niespodziewanie przechodził w udaną powermetalową galopadę, po czym muzucy znów stosowali klimatyczne zwolnienie tempa. Morpheus Dream posiadał specyficzny oniryczny klimat i niby oczywisty pomysł na refren, a jednak numer niesłychanie wciągał. Bane Of Our Existence był mniej wyrazisty, a klawiszowe wodze fantazji puszczały w House Of Cards - progresywnej wersji melodyjnego heavy a la Crown Of Glory. Masteringiem i mixem zajął się Dennis Ward.
Po kolejnej sześcioletniej przerwie wydano [5], zrealizowany z nowym klawiszowcem Oli Schumacherem. Tym razem grupa postawiła na melodyjny heavy/power w najlepszym stylu Shakra i Gotthard, z dodatkiem także nowoczesnych klimatów spod znaku The Ferrymen. Powstało granie może mniej skomplikowane niż na [4], jednak gra gitarzystów i sekcji rytmicznej wciąż była pełna werwy ze zmasowanymi klawiszami uzupełniającymi pierwszy. Festiwal pełnego elegancji grania trwał przez cała pierwszą część tego albumu od Emergency poprzez świetny Something (gościnnie zaśpiewał Seraina Telli, ex-Burning Witches), podchodzący pod groove Let`s Have A Blast aż po potężny i lekko progresywny Emporium Of Dreams. Pierwsze potknięcie następowało w mało wyrazistej balladzie AOR Surrender, ale już nagrany w podobnej stylistyce Infinity te emocje przekazano znakomicie, wzorując się na stylu duńskiego Cornerstone. Klasyczny melodyjny powermetal uderzał w potoczystym Glorious Nights (choć zbyteczna była brutalniejsza wstawk wokalna). Klimatycznie i nastrojowo, bez unikania metalowej dynamiki zagrano Make Me Believe (przebojowo zarówno w zwrotkach, jak i refrenie). Poruszająca atmosfera obejmowała słuchacza we władanie w lekko progresywnym w stylu włoskim What I`m Made Of i znów melodia zwrotek była lepsza od tych z refrenu. Until I`m Done wypadł banalniej, na wzór niemieckiego The Unity czy szwedzkiego Dynazty. Na koniec nośny kiler w eleganckiej oprawie Say My Name - ostatni rozdział tego trwająceg prawie godzinę krążka różnych inspiracji i bogactwa pomysłów. Brzmienie wyborne i bez zarzutu - doskonała nowoczesna robota, bez uciekania się do typowych chwytów mixu i masteringu szkoły modern-metalu.

ALBUM ŚPIEW GITARA GITARA KLAWISZE BAS PERKUSJA
[1] Heinz `Hene` Muther Markus `Kusi` Muther Hans `Hungi` Berglas Philipp Meier Ursula Dietrich Thomas Merz
[2-4] Heinz `Hene` Muther Markus `Kusi` Muther Hans `Hungi` Berglas Philipp Meier Jonas Lüscher Marcel Burgener
[5] Heinz `Hene` Muther Markus `Kusi` Muther Hans `Hungi` Berglas Oli Schumacher Jonas Lüscher Marcel Burgener


Rok wydania Tytuł
2005 [1] Spirit EP
2007 [2] Raven`s Flight EP
2008 [3] A Deep Breath Of Life
2014 [4] King For A Day
2020 [5] Ad Infinitum

        

Powrót do spisu treści