Jednoosobowy amerykański projekt powstały w Portland w 2012 jako Slow. Pod tym szyldem w kwietniu 2014 ukazał się album Unsleep, który później ukazał się jako [1]. Soroce udało się połączyć stałe tempo i dziwne aranżacje, by stworzyć intrygujący funeral doom. Wpływ fińskiego Thergothon był niewątpliwy i płyta w zasadzie zaczynała się dokładnie tam, gdzie skończył się Streams From The Heaven's w 1994. Nie oznaczało to, że Drown był tylko klonem Thergothon, gdyż jaskiniowy growling dominował nad powolnymi tempami, a efektowna gitara brzmiała niezwykle bestialsko. Czysta gitarowe partie przypominały z kolei dokonania Evoken i diSembowelment. Nad tym wszystkim unosił się przerażający nieziemski klimat, jakby testament dźwięków końca świata. Miażdżąca natura muzyki w połączeniu z zniekształconymi nutami i powtarzającymi się konstrukcjami tworzyła ponurą i beznadziejną atmosferę. Tematem przewodnim było zagłębianie się w morską otchłań bez realnej szansy na wynurzenie się. Obraz człowieka powoli tonącego był przygnębiający, ale teksty oddawały tę postać jako kogoś kto również zyskiwał większe poczucie samorealizacji. Ta koncepcja była przenoszona przez wznoszące się "bąbelki" nut gitary prowadzącej, niczym promienie słońca próbujące przebić się przez rozległe głębiny, aby dotrzeć do udręczonej duszy. W tych emocjonalnie wyczerpujących dźwiękach była jakaś surrealistyczna warstwa piękna - polegała ona na tym, iż istniał słaby promyk nadziei, gdy protagonista osiągał zarówno swoje samouświadomienie, jak i dno głębin. Te pogrzebowe motywy doprawiono miękkimi ambientowymi efektami i gotyckimi tonami.
[2] kontynuował tragiczną historię celowego utonięcia bohatera pierwszego albumu. Na krążek trafiły tylko dwa kawałki, ale każdy z nich był ponad 20-minutowym gigantem. Mother Cetacean rozpoczynał podróż delikatną atmosferą: odległe erupcje podwodnych wulkanów powoli przeplatały się z płynnymi kojącymi dźwiękami gitary. Słuchacz od razu miał wrażenie delikatnego wciągania w bezcielesną głębię oceanu. W pewnym momencie gitara wprowadzała przepełniony żalem riff i na tym funeralowym fundamencie pojawiał się potężny growling, snując historię dwojga bohaterów: kobiety i walenia, którzy mierzyli się z utratą potomstwa z rąk oceanu. To wspólne cierpienie tworzy przejmującą paralelę między nimi, jednocząc je w smutku. Monotonne i przesiąknięte emocjami riffy doskonale podkreślały przytłaczający smutek, nie tracąc jednak nic ze swojej surowości. Perkusja była minimalistyczna, ale nadawała utworowi niezachwiany kręgosłup, wzmacniając ceremonialne tempo całości. W kawałka muzyka nabierała niemal medytacyjnego charakteru, kiedy spokojna melodia gitary wysuwała się na pierwszy plan, obok podwodnych dźwięków otoczenia. Kiedy żałobny nastrój powracał, matka i waleń zostają porwane i rzucone w apokaliptyczną ciemność przez podwodny przypływ. Intensywność kompozycji rosła, odzwierciedlając coraz bardziej nieznośne ciśnienie oceanu na ciała ofiar. Wszystko wieńczyło crescendo z przejmującą grą na gitarze i narastającą grą perkusji. Finałowa linia wokalna - uświadomienie sobie nieuchronnego utonięcia - przesuwała kawałek w kierunku ostatecznego wyciszenia, wraz kojącą grą na skrzypcach gościnnie grającej Giny Eygenhuysen. W złowieszczym bulgocie, muzyka płynnie przechodziła w Father Subaqueous. Wybuchał on ciężkimi gitarowymi riffami od samego początku. Wokal był bardziej wyrazisty, kładąc nacisk na chaotyczny, wręcz paniczny ton utworu. Po grzmiącym wstępie tempo znacznie zwalniało, ustępując miejsca harmonicznej melodii gitarowej, podczas gdy perkusja powraca do roli kręgosłupa obok śpiewu. Około siódmej minuty ponownie pojawiały się smyczki, wywołując wrażenie tragedii, zanim zanikają w nastrojowej ciszy. Podczas gdy czysta gitara grała z ostentacyjną obojętnością, wokal zmieniał się w szept, oferując chwilę kruchego spokoju przed powrotem burzy. Pod koniec znów wszystkie instrumenty przenikały się wzajemnie w chaotycznym finale nadchodziło klimatyczne outro, w którym smyczki ponownie przejmowały prowadzenie. Muzyka powoli cichła, przywołując obraz ciał wynurzających się na powierzchnię, jednocześnie zniszczonych i pogodzonych z nieuniknionym. [2] okazał się bogatym emocjonalnie albumem, przypominającym pejzaż dźwiękowy, który był jednocześnie duszący i piękny. Mógł on być dla niektórych trudny do zniesienia, a to z powodu bezkompromisowego spojrzenia na przytłaczającą moc żałoby, a tym samym zapraszał słuchacza do zmierzenia się z własną emocjonalną otchłanią lub do poddania się jej ciężarowi. Jedynym zastrzeżeniem była produkcja, którą zajął się Greg Chandler z Esoteric. Stworzył on brzmienie co prawda mętne niczym woda, ale różne elementy wydawały się nazbyt zmixowane razem.
Dyskografię uzupełniała opublikowana w internecie płyta Utoplienija z maja 2021, na którą trafiły ambientowe wersje znane z debiutu.

ALBUM ŚPIEW, WSZYSTKIE INSTRUMENTY
[1-2] Markov Soroka

Markov Soroka (ex-Eternium, Aureole, Tchornobog, Krukh)

Rok wydania Tytuł
2019 [1] Unsleep
2020 [2] Subaqueous

  

Powrót do spisu treści