Australijska grupa założona w 2003 w Melbourne jako Raid. Ekipa nagrała w 2007 EP-kę Terrors of Metal, a w 2008 zmieniła nazwę na Elm Street (nawiązująca do Ulicy Wiązów z serii horrorów o Freddy`m Kruegerze). Dzięki kontraktowi z wytwórnią Stormspell Records ukazał się pierwszy album, z okładką stylizowaną na thrashową. Sama muzyka stanowiła mieszankę tradycyjnego heavy i power/speedu z jedynie thrashowymi naleciałościami. Te ostatnie najbardziej słychać w częstych krzyczanych chórkach i te były dobre w stylu amerykańskim. Na wstępie Barbed Wire Metal ustawiał całość i w jakimś stopniu stanowił punkt odniesienia do następujących po nim kompozycji. Tyle że gdy to grali wolniej wypadali mniej interesująco (Elm St`s Children) i pospolicie. Europejskiego grania było więcej, bo muzycznie zespół sięgał w kierunku brytyjskich wpływów NWOBHM i takiego radiowego "młodzieżowego" heavy metalu jak w kosmopolitycznym The Devil`s Servants, który pewnie zagrałby i Bullet For My Valentine. Nieźle grali gitarzyści - wyczyniali sporo wygibasów w urozmaiconych solówkach, a ich współpraca układała się doskonale, nawet gdy muzyka lekko trącała niemieckim pubowym metalem w Heavy Metal Power. Ben Batres miał lekko zachrypnięty głos, pasujący do wykonywanej muzyki i ustawienia gitar. Nie był to z pewnością rasowy wokalista w żadnej kategorii, ale sam zespół nie pretendował do czołówki w żadnym z podgatunków. Elm Street grał po prostu niezbyt złożony i na swój prosty sposób przebojowy heavy metal. Ekipa zagrała dla szerokiej rzeszy młodzieży, zresztą wystylizowany image też chyba nie był przypadkowy. Nieco naiwne muzycznie wypadły za to King Of Kings oraz Merciless Soldier - mniej ugładzony melodyjny metal. Zupełnie niezły album z muzyką jakiej wiele, ale jakiej jednak było coraz mniej.
Na [3] zaproponowano metal ostrzejszy, nasycony krzykliwym wokalem Batresa i skonstruowany z misternej mieszanki riffów heavy, power i thrash metalu. W tym wszystkim nowa płyta upodabniała się do stylistyki amerykańskiej w takim nowocześniejszym wydaniu, ale też do kapel w rodzaju włoskiego Anguish Force, które thrashową motorykę łączono z czytelnymi melodiami. Te jednak nie były porywające i dlaetgo Face The Reaper, Kiss The Canvas czy Will It Take A Lifetime? to numery zagrane w średnio-szybkich tempach, na dwie gitary - choć te przytłaczał przerysowany w drapieżności śpiew Batresa. Czasem zespół grał metal w odmianie horror, ale ten efekt większość grup z tego nurtu osiągał jednak innymi środkami. Coś tam drgnęło w Sabbath, gdyż ta melodia była bliższa tradycyjnym heavy metalom schematom z nostalgiczną częścią instrumentalną typową dla Metalliki. Ten manewr powtórzonoł w zdecydowanie za długim Blood Diamond i kwartet nie był w stanie skupić uwagi słuchacza przez 12 minut. Słabo prezentował się Heart Racer, gdzieś tam nawiązujący do tradycji horror-rocka amerykańskiego, ale jeśli się to robi w konwencji przyjętej dla całej płyty to trudno, żeby to wyszło interesująco. Wyróżniał się heavy/thrashowy Heavy Mental, zbudowany na serii precyzyjnych riffów i co najmniej dobrym refrenie. Next In Line był w tym samym stylu, ale już znacznie mniej interesujący. Elm Street nieoczekiwanie stawał się łagodny w pół-balladzie Leave It All Behind z akcentami gitar akustycznych, ale melodia była ograna, a wokalnie z takich rzeczy w opcji chrypki to chyba raczej tylko Lemmy wychodził obronną ręką. Najmocniejszym punktem całości był mocne i krystaliczne brzmienie, z fenomenalnie ustawioną perkusją syczącą blachami, wbijającym w ziemię basem i rozdzierającymi eter gitarami o głębokim brzmieniu. Odpowiedzialny za to był Bośniak Ermin Hamidović, pracujący w studio w Melbourne. Poza tym płyta taka sobie, na której monotonia wkradała się w numery dosyć szybko i zaczynała męczyć. Na [4] trafiły m.in. covery We Will Rock You Queen i Metal Health Quiet Riot.
[5] startował 11-minutowym kolosem Seven Sirens z odpoowiednią dawką surowo potraktowanego heroizmu. Muzyka nadal opierała się na mocnym wokalu Batresa i natarciu dwóch twardych gitar z wielką zapalczywością i precyzją (niezależnie od jakości samych melodii). Album promowano słabymi Take The Night i The Price Of War, odpychającymi mało interesującym wykonaniem. Były to jednocześnie kawałki mało reprezentatywne dla tego co na tym krążku grupa faktycznie grała - czyli numery dłuższe z pewną wyrazistą brutalnością (If Provoked, Will Strike), a przede wszystkim bardziej klimatyczne, oparte na mrocznej osnowie jak kroczący bezwzględnie Behind The Eyes Of Evil z łagodniejszym gitarowym duetem. Ogólnie solówki zostały starannie zaplanowane i wykonane. Na właśnie takich wycyzelowanych w szczegółach zagrywkach opierał się instrumentalny The Last Judgement o cechach epickich bez słów. Zespół potrafił budować fragmenty balladowe i smutne w swej poetyce już wcześniej, tutaj tą rolę delikatniejszej kompozycji powierzono The Darker Side Of Blue z wykorzystaniem gitary akustycznej, pianina i dalekiego planu pseudo-symfonicznego. Jak zawsze jednak w przypadku Elm Street, album był nierówny i w związku z tym dla ogólnego odbioru duże znaczenie miał ostatni utwór A State Of Fear - twardy, surowo i bez wyrazistej melodii. Ekipa wróciła i dobrze, gdyż australijski metal był od zawsze swoisty i pewne rzeczy ekipy z tego kontynentu grały tak jak nigdzie indziej.
Brendan Farrugia dołączył do thrashowego Envenomed (Evil Unseen w 2014, EP-ka Reckoning w 2016 oraz The Walking Shred w 2019).

ALBUM ŚPIEW, GITARA GITARA BAS PERKUSJA
[1] Ben Batres Aaron Adie Brendan Farrugia Tomislav Perkovic
[2-4] Ben Batres Aaron Adie Anthony Longordo Tomislav Perkovic
[5] Ben Batres Aaron Adie Nick Ivkovic Tomislav Perkovic


Rok wydania Tytuł
2011 [1] Barbed Wire Metal
2015 [2] Heart Racer EP
2016 [3] Knock`Em Out...With A Metal Fist
2019 [4] Blood Diamond EP
2023 [5] The Great Tribulation

        

Powrót do spisu treści