
Szwedzka grupa powstała w 2004 w Arvika - oryginalnie jako jednoosobowy projekt Olofa Wikstranda. Facet nagrał w 2005 dwie demówki ("Enforcer" i "Evil Attacker"). Dopiero w 2007 Olof dobrał do składu brata-perkusistę oraz basistę Josepha Tholla. Trio nagrało winylowy singiel Evil Attacker / Mistress From Hell - oba numery w kilka miesięcy później pojawiły się na splicie "Speed Kills...Again" obok nagrań Hatred, Merciless Death, Toxic Holocaust, Warbringer i Avenger Of Blood. Tak rozpoczął się krotki epizod współpracy z amerykańską wytwórnią Heavy Artillery Records. Ona właśnie wydała debiut hołdujący latom 80-tym - przede wszystkim NWOBHM, ale również speedmetalowemu Exciter. Głos Olofa przypominał skrzyżowanie tonacji wokalistów Riot - Guy`a Speranzy i Tony`ego Moore`a. Enforcer nie silił się na oryginalność i grał rozpoznawalne riffy, tworzące znakomite melodie w krótkich zwartych kawałkach, odegranych z fenomenalną energią. Paradoksalnie najdłuższy City Lights był instrumentalny, ale w żadnym wypadku nie odstaje poziomem od reszty. Znalazło się również sporo odniesień do Iron Maiden w przejściach gitarowych oraz basowych natarciach (Black Angel), a także do krajowych legend spod znaku Heavy Load (On The Loose) czy Overdrive (Scream Of The Savage, Curse The Light). Na cichy killer płyty wyrastał jednak osadzony w NWOBHM Mistress From Hell. Każdy numer okraszała zazwyczaj wybuchowa lub apokaliptyczna gitarowa solówka, jak również wokal Wikstranda - archetypowy dla klasyki lat 80-tych (trochę wysokich zaśpiewów, trochę chuligańskiego krzyczenia i fenomenalne wyczucie konwencji). Nie przesadzono z wykorzystaniem cudów stołu mixerskiego i całości nadano brzmienie w stylu lat 80-tych, ale staranne i czytelne. Autentyzm i pasja wykonania to ogromny atut tej muzyki. Ostatecznie album zjednoczył trzy pokolenia słuchaczy heavy metalu i stał się symbolem tego, że w metalowej muzyce nic nie ulega przedawnieniu i nic nie znika raz na zawsze.
Na [2] zdecydowano się na więcej Nowej Fali z Wielkiej Brytanii, a mniej speed metalu rodem z USA. Zabrakło nieco bardziej zapadających w pamięć melodii i czytelniejszych solówek gitarowych. Faworytem był High Roller, wypakowany energią i z bardzo dobrym refrenem - niby tradycyjnym, ale jednak o podniesionym poziomie chwytliwości w nowszej konwencji metalowej. Ogólnie jednak kompozycje były słabsze niż te z debiutu. Promujący krążek Roll The Dice to tylko średni numer na poziomie singli z lat 80-tych mniej znanych lub zapomnianych zespołów NWOBHM - w dodatku lekki i w znacznej mierze po prostu rockowy i bez błysku. Podobnie najdłuższy Katana i to taka próba pokazania wolniejszego grania bez amerykańskich podtekstów. Jakby tego prawdziwego epickiego szlifu tu zabrakło i zespół w tych rejonach prezentował się trochę niepewnie. Okazale wypadł za to tytułowy instrumentalny Diamonds, lecz do pełni szczęścia zabrakło lepszej końcówki, bo to wyhamowanie maidenowych natarć nie było najlepszym wyborem podobnie jak żeńskie wokalizy. Ociężały Running In MenaceNightmares z najlepszym gitarowym pojedynkiem na płycie czy też wczesno-maidenowym w riffach Midnight Vice. Najszybszy power/speedowy Walk With Me najbardziej oddawał ducha nagrań z poprzedniego krążka, ale nawet tutaj znalazł się łagodny fragment przypominający wyszlifowane kompozycje rock/metalowych ekip szwedzkich z lat 80-tych. Wysokie tempo utrzymywał także na koniec solidny Take Me To Hell - kompozycja bardziej uniwersalna, bo w latach 80-tych mógałby zostać nagrana przez zespół amerykański, któremu nieobcy był nurt NWOBHM czy kanadyjski melodyjny speed metal. Przyjemnie brzmiały basowe szarże Tobiasa Lindqvista, a gitarowo ustawiono to specyficznie - blisko Iron Maiden ery Di'Anno, ale naturalnie nowocześniej. Wokalnie znakomicie i bez wątpienia Wikstrand dysponował odpowiednim głosem do śpiewania staroszkolnego metalu i wyczuciem konwencji, potrafiąc wokalnie oddać ducha tamtej epoki potrafi. To granie było szczere i prawdziwe, ale przy braku imponujących hitów nie pozwalało uznać płytę za bardzo dobrą. Wchodząc w rejony Żelaznej Dziewicy potrzebna jest zawsze odrobina polotu i rockowego szlifu, a tego Enforcer nie miał.
[3] przygotowano już bez Adama Zaarsa, który pożegnał się z kolegami w 2011. Jego obowiązki przejął sam Olof Wikstrand. Płytę wydała w lutym 2013 wytwórnia Nuclear Blast, a zespół powrócił do speedmetalowej stylistyki debiutu.
O ile jednak riffy były absolutnie klasycznymi dla lat 80-tych, to jednak melodie poniekąd stanowiły odpowiedź na współczesne zapotrzebowanie na metalowy przebój. To najbardziej słychać w wolniejszym Take Me Out Of This Nightmare - typowym neotradycyjnym numerze szwedzkim, choć niebezpiecznie zbliżającym się do stylu Steelwing. W zadziornym i ostrym jak brzytwa Death Rides This Night rock/metalowe były słyszalne szczególnie w refrenie. Wikstrand jako utalentowany gitarzysta pokazywał się w szybkim Run For Your Life. Ekipa odchodziła tym razem od obszarów Iron Maiden ( poza instrumentalnym Crystal Suite), pojawiły się natomiast inspiracje melodyjnym speed metalem niemieckim z przełomu lat 80-tych i 90-tych jak w Mesmerized By Fire i Sacrificed w stylu najstarszych Grave Digger, Atlain czy Not Fragile. Więcej ducha amerykańskiego w Silent Hour / The Conjugation. W utworach przewijała się charakterystyczna nerwowość, zamaskowana zasadniczym nastawieniem na ekspozycję melodii. Gdyby szukać słabszych punktów to pewnie tylko Take Me Out Of This Nightmare. Na zakończenie zdecydowany ukłon w stronę debiutu w postaci morderczego Satan - bezwzględnego, melodyjnego speedowego ataku opartego na najprostszych schematach - w tym ekstatycznych okrzykach. Produkcja znakomita, bardzo klarowna i z doskonałą słyszalnością każdego instrumentu z osobna, a jednocześnie ze specyficzną surowością w gitarach.

Od lewej: Jonathan Nordwall, Olof Wikstrand, Jonas Wikstrand, Tobias Lindqvist
W lutym 2015 rynek ujrzał znakomity [4] i Destroyer rozpoczynał ten album niczym klasyka heavy/speedu z lat 80-tych, z prostym refrenem i ultraklasycznym apokaliptycznym zwieńczeniem. Wikstrand był w wybornej formie wokalnej, a wszystkim po prostu chciało się grać. Ten sam patent zastosowano także w wolniejszym przebojowym Undying Evil, chociaż tu zbytnio postawiono na flirt z niewybrednymi fanami tworzywa sztucznego spod znaku Steelwing (poza genialną neoklasyczną częścią instrumentalną). Specyficzna romantyczność wspaniale wypadła w połączeniu z rycerskim heroicznym motywem głównym w tytułowym From Beyond z nieskomplikowanym patosem i autentycznym true graniem. Kwartet nie potrzebowali nawet trzech minut, żeby zdewastować w szybkim One With Fire, osadzonym w stylistyce niektórych kapel NWOBHM. Równocześnie sześć minut poświęcono na tworzenie klimatu w refleksyjnym Below The Slumber - numeru pełnego zwolnień i przyspieszeń, przy jednoczesnym wysokim drapieżnym wokalu Olofa. W tym towarzystwie Banshee prezentował się jako tuzinkowy heavy metal w tradycji brytyjskiej, jednak rehabilitowali się w pełni w Farewell ze świetnym wstępem i zagranym na nieprawdopodobnym luzie melodyjnym speedem. Hell Will FollowMask Of Red Death - co najmniej dobry przykład spokojnego budowania epickiego metalowego klimatu grozy. W tym sposobie narracji było sporo z twórczości Portrait i trochę szkoda, że ten klimat rozwiewały zbyt skoczne solówki. Do ciekawostek należał fakt, że na gitarze akustycznej zagrał na tej płycie jeden z kuzynów Olofa, Johan Hjalmar Wikstrand. Produkcyjnie ostro i klarownie, z potężnie brzmiącą perkusją. Wikstrandowie zmontowali to wszystko sami i nadali ostateczny kształt w Hvergelmer Studios, nie korzystając z pomocy żadnego z wielkich inżynierów dźwięku. Powstała precyzyjna kreatywna metalowa maszyna czasu, dzięki której Enforcer po raz kolejny cofał słuchacza w złote lata metalu z wdziękiem i klasą. [5] rejestrował koncert z 24 stycznia 2013 z "Kyttaro Club" w Atenach.
Na [6] pojawił się nowy gitarzysta Jonathan Nordwall. Zespół zawsze był synonimem wierności melodyjnej metalowej tradycji lat 80-tych, tradycji NWOBHM i grania rycerskiego lub do niego zbliżonego. Na nowej płycie znalazły się zaledwie dwa speedowe killery w postaci mało ciekawych Searching For You i Thunder And Hell, a przecież podobne kompozycje z przeszłości niszczyły obiekty z mocą torpedy. Reszta płyty to niby klasyczny heavy metal, ale zarazem taki sztuczny jak granie zespołów, których Enforcer był do tej pory antytezą. Radio, cekiny, moc świateł i wszechobecne "łoooo" w Die For The Devil, Zenith Of The Black Sun oraz One Thousand Years Of Darkness - to wszystko odrzucało dotychczasowych fanów i sprawiało wrażenie power/rockowego śmietnika. Prawdziwa tragedia nadchodziła w romantycznej piosence Regrets, zapewne celującym w nastolatek mających w swoich pokoijach wszystko na różowo. Do tego dochodziły jakieś modern-rockowe jęki w Sail On - kolejnym utworze, którego nie dało się słuchać. Heroiczny The End Of A Universe zbytnio wypolerowano i znów na myśl przychodziły dokonania Steelwing. Dobra melodia Forever We Worship The Dark zagrana została zbyt lekko i to wszystko zahaczało o ugrzeczniony heavy metal. Na zakończenie prawie siedem minut męki w pseudo-epickim Ode To Death, a apokaliptyczne zwieńczenie sięgało do Manowar co tutaj było zupełnie nie na miejscu. Melodyjny heavy/power z wykorzystaniem hard rockowego fundamentu w tamtych czasach stał się bardzo popularny, ale jeśli zespół chciał zaprezentować właśnie coś takiego, to była to próba kompletnie nieudana.
[8] to płyta niby w założeniu podobna stylistycznie do poprzedniej, ale bardziej przemyślana i słuchało się tego znacznie lepiej. Gdzieś tam nad wszystkim wciąż polatywał amerykański glam i szwedzki rock/metal lat 80-tych. Jednakże przy tych wszystkich zagrywkach z repertuaru rockowych ekip stadionowych, to przewijał się fragmentami sympatyczny autentyzm. Wyłącznie z tego powodu to granie aż tak nie drażniło i nie sprawiało wrażenia tandety jak poprzedni krążek. Najlepiej formacja wypadła w momentach szybkich jak Unshackle Me i to była esencja poglądów muzycznych Olofa na restytucję szwedzkiego NWOBHM w nowej oprawie dźwiękowej. Zaraz dodawano jeszcze speedowego tuningu w żywiołowym Coming Alive z old schoolową grą sekcji rytmicznej i kąśliwymi gitarowymi ozdobnikami (moc w granych naprzemiennie solówkach). Czekało się na proste i zaopatrzone w rozpoznawalne riffy tradycyjnego metalu utwory jak At The End Of The Rainbow, choć przydałby się bardziej bojowy refren. Jeszcze bardziej grupa zaskakiwała w stylizowanym na Metalucifer Metal Supremacia, zaśpiewanym niepotrzebnie po hiszpańsku. Zaraz jednak w No Tomorrow album zbliżał się do rock arena z USA i przypominały się Mötley Crüe, Skid Row i Ratt. W ciekawie zbudowanym Heartbeats sporo manierycznych zwrotek z delikatnym wysokim wokalem i zadziornymi rockowymi refrenami. Tytułowy Nostalgia faktycznie nostalgiczny, radiowy w dobrym stylu, przy czym ostatecznie moc wzrastała do hymnu dla wielkich amerykańskich stadionów. Zwarty Demon może nie był jakoś nadzwyczajnie oryginalny, ale w ramach konwencji klasycznego heavy metalu prezentował się nieźle w starannym odwzorowaniu epoki lat 80-tych. White Lights In The USA i przy tym tytule wszystko było jasne, a te podchodzy pod we. Kapitalny numer w ramach podgatunku heavy/speed były tylko mirażem. Keep The Flame Alive zaczynał się rockowo, ale potem to już energiczny gitarowy atak, porywający do rock`n`rollowej zabawy. Wszystko kończył poniekąd przebojowy When The Thunder Roars, ale melodia całkowicie nieoryginalna. Jak zwykle staranna realizacja, czytelność każdego instrumentu i przemyślany mix. Ostatecznie płyta jakby próbowała coś udowodnić, że poprzedni krążek był tylko pomyłką. Tak nie było, a podchody pod lekką muzykę starano się zakamuflowac jak można. Czasem gorsze płyty zdarzają nawet najlepszym, lecz Enforcer zdarzyły się dwie pod rząd.
Joseph Tholl i Jonas Wikstrand grali również w interesującym hard rockowym Black Trip.
| ALBUM | ŚPIEW | GITARA | GITARA | BAS | PERKUSJA |
| [1] | Olof Wikstrand | Adam Zaars | Joseph Tholl | Jonas Wikstrand | |
| [2] | Olof Wikstrand | Adam Zaars | Joseph Tholl | Tobias Lindqvist | Jonas Wikstrand |
| [3-5] | Olof Wikstrand | Joseph Tholl | Tobias Lindqvist | Jonas Wikstrand | |
| [6-7] | Olof Wikstrand | Jonathan Nordwall | Tobias Lindqvist | Jonas Wikstrand | |
| [8] | Olof Wikstrand | Jonathan Nordwall | Garth Condit | Jonas Wikstrand | |
Jonathan Nordwall (Lethal Steel)
| Rok wydania | Tytuł | TOP |
| 2008 | [1] Into The Night | #12 |
| 2010 | [2] Diamonds | #25 |
| 2013 | [3] Death By Fire | |
| 2015 | [4] From Beyond | #10 |
| 2015 | [5] Live By Fire (live) | |
| 2019 | [6] Zenith | |
| 2021 | [7] Live By Fire 2 (live) | |
| 2023 | [8] Nostalgia |

