Angielski projekt jednoosobowy powstały w 2013 w Ryde na północno-wschodnim wybrzeżu wyspy Wight. Ethereal Shroud zadebiutował w październiku 2013 40-minutową demówką "Absolution Emptiness". Wydany w lutym 2015 zawierał atmosferyczny black metal porównywalny z przedzieraniem się przez śnieżycę w mroźną noc dzięki intrygującym zagrywkom tremolo. Ta muzyka nie była zróznicowana pod względem temp i melodii, ale stawiała na wszechogarniąjący depresyjny klimat wprawiający słuchacza niemal w trans. Jednocześnie Joe Hawker postawił na spora ilośc relaksacyjnych dźwięków, że ta muzyka nadawała się idealnie do zaśnięcia. Trzy utwory trwały niemal aż godzinę. Syntezatory pełniły niezwykle ważna rolę w tej muzyce na wzór twórczości Spectral Lore czy Lustre, kreśląc nie tylko ujmujące tła, ale wielokrotnie nadając utworom własny melodyjny szlif. W 24-minutowym Look Upon The Light minimalzim stanowił środek w dążeniu do celu, gdyż aranżacje oparto na elektronicznym rytmie perkusji uderzającej prosto gdzieś w tle, podczas gdy gitary atakowały tremolo w towrzystwie czystych jak łza klawiszowych zagrywek. Melodie przemieszczały się niczym galaktyczne lodowce. Jedynym zarzutem był brak większej kompleksowości i choć prostota stanowiła tutaj słowo-klucz, to jednak Hawker mógł te lementy lepiej zbalansować.
W grudniu 2021 ukazał się drugi album - jeszcze lepszy od poprzedniego, dojrzalszy i bardziej dopieszczony brzmieniowo. Ponownie trafiły tutaj utwory-giganty jak blisko 28-minutowy Chasmal Fires i 22-minutowy Astral Mariner, przedzielone "zaledwie" 14-minutowym Discarnate 13:54. Płytę zbudowano niczym mikrokosmos z eteryczną atmosferą (ambient, folkowe wstawki, orkiestralne fragmenty, gosćinny śpiew Shannon Greaves, a nawet motywy doomowe), którą przerywano umiejętnie black metalem. Podczas gdy poprzedni krążek był niczym nurkowanie w morzu czarnego strachu, nowy materiał zrzucał wszelkie porzucone dusze z krawędzi ziemi ku nieskończonej otchłani kosmicznej samotności. Riffy tremolo siekły niczym dziesiątki strzał wystrzelonych prosto w ucho słuchacza, a intensywność powtarzalnych zagrywek miała efekt niemal hipnotyczny. Pośród tych ekstremalnych zagrywek przemykały ulotne interludia, które snuły scenariusz niemal porzuconego statku kosmicznego, który walczył o przetrwanie w deszczu meteorów. Muzycznego krajobrazu dopełniały małe smaczki o subtelnym niemal wydźwięku, dzięki którym atmosfera gęstniała i nie można było doczekać się następnego rozdziału tej metalowej krucjaty. Na samym końcu na wędrowca czekała nadzieja, pomimo obezwładniającej potęgi zimnego i beznamiętnego kosmosu. Pośród tej pustki każdy musiał znaleźć w sobie wystarczająco sił, aby wykonać jeszcze jeden krok, który mógł przybliżyc do niewidocznego jeszcze schronienia lub drogowskazu. Tam, wśród nieskończonej pustki, można było znaleźć bratnie dusze i związać z nim swoje losy, choćby na krótki moment. W ten sposób Joe Hawker stawiał kropkę i napełniał słuchacza uczuciem ulgi, że gdzieś tam jest sens tego wydawałoby się bezsensowanego cierpienia. To właśnie uczyniło [2] tak wspaniałym i na wiele odsłuchów - analogia czy też portret naszej własnej egzystencji do głebokiej refleksji nad naszym człowieczeństwem. Na sam koniec delikatne skrzypce, perkusja zwalniająca do tempa bicia serca i łagodny fortepian zlewały się w wachlarz dysonansów. W ten sposób ta niezwykła wędrówka kończyła się, ale pamięć o niej rozbrzmiewała w pustce kosmosu dla kolejnych pokoleń zaginionych dusz.

ALBUM ŚPIEW, WSZYSTKIE INSTRUMENTY
[1-2] Joe Hawker


Rok wydania Tytuł
2015 [1] They Became The Falling Ash
2021 [2] Trisagion

  

Powrót do spisu treści