Szwajcarska grupa założona w 1996 w Koppigen niedaleko Berna. Muzycy postanowili tworzyć dziwną muzykę, stanowiącą połączenie porywających patetycznych zaśpiewów oraz mroczniejszej strony folkloru brytyjskiego. Na debiucie niemal wszystkie utwory nawiązywały do "Władcy Pierścieni" Tolkiena. Tą fantastyczną muzykę krytycy nazwali "helvetic folk powermetal". Faktycznie, Excelsis stworzyli zalążki własnego stylu opartego na charakterystycznym wokalu Münggu (skrzyżowanie manier Hansiego Kürscha z Blind Guardian i Chrisa Boltendahla z Grave Digger), którego łamany angielski ze szwajcarskim akcentem dodawał kawałkom specyficznego uroku. Korzystając z intrygujących wstawek i podkładów klawiszowych, Excelsis zaproponowali długie zajmujące słuchacza kompozycje mające charakter epickich opowieści o lekko ponurym klimacie. Krążek był bardzo spójny i składał się z nie powiązanych ze sobą opowieści z krainy Śródziemia. Łagodnie "płynący" Houses Of The Healing opowiadał o Domu Uzdrowień w Minas Tirith. Szaleńcza gitara witała słuchacza w Beneath The Hills, w którym Szara Kompania rozbijała obóz u wrót Ereboru. Urzekała recytowana ballada w stylu Blind Guardian Princess Of The Trees dotycząca Galadrieli, a następujący po niej typowy dla Excelsis melodyjny kawałek tytułowy ze świetnymi chórami opisywał pogrzeb Boromira na Anduinie. Mroczny Mordor Speaks był litanią Froda podczas przeprawy przez królestwo Saurona, a najlepszy na albumie przebojowy Gwaihir: The Name Of A Bird snuł opowieść o królu orłów. Od literatury tolkienowskiej odbiegały jedynie bardziej rozbudowany Maiden In Forbidden Garden oraz wzruszająca pieśń o Szkocji In The Highlands. W klamrę spinał wszystko kończący całość nieco rozwlekły Back Into the Deepest Night. Pewną wadą albumu była brak jednoznacznego stylistycznego określenia, kulała także produkcja o głuchym i suchym brzmieniu. Nikt nie miał jednak wątpliwości, że na granicy Alp wyrósł nowy obiecujący zespół.
[2] zrywał z tematyką fantasy i brał za cel historię Szwajcarii. Krążek był gorszy od poprzednika pod względem chwytliwości, ale tym razem nacechowano go konsekwencją. Po intro formacja uderzała melodyjnym Before The Storm, któremu nadano zdecydowany powermetalowy charakter. Z kolei tytułowy Kurt Of Koppigen przypominał w swoim wyważeniu numery z płyty poprzedniej, cechujące się podobnie dopasowanymi chórkami. Zamkowa ballada Grimhilde wypadła nieźle od strony muzycznej, a sympatycznej akustyce nie potrafił dorównać fałszujący wokal Münggu. W The Dragonslayer wpleciono lekki rozmach symfoniczny, na przemian partie szybkie i epickie - kawałek udowadniał, że pod względem komponowania dłuższych numerów Excelsis zrobili duży postęp. The Lord Of Halten posiadał doskonały rycerski zarys i stylizację, ale znów wokal nieco psuł wrażenie całości. Ballada Song Of Agnes urzekała średniowieczną melodyjnością, a najbardziej ponury na albumie The Lost Chapter sprawiał wrażenie wymęczonego. Płytę zamykał monumentalny Baphomet`s Oath Or Just A Dream i te ponad 10 minut rozpoczęto w sposób mistrzowski, później z tymi pomysłami było różnie, lecz wolniejsze partie zawsze zachowywały doskonały klimat, czemu pomagały dobre klawisze w tle, udane partie basu, świetne rozpędzenie około 8 minuty oraz znakomite akustyczne zakończenie. Przestrzenna realizacja i nieźle ustawiona sekcja rytmiczna kontrastowały z mogącym zniechęcać wokalem. Głos Beyelera nie zawsze się komponował z delikatniejszymi fragmentami, a jego surowość i miejscami podejrzana barwa rozpraszały atmosferę instrumentalnie ciekawie zrobionych kompozycji.
Najbardziej trudną do oceny pozycją w dyskografii Excelsis był [3]. Już otwierający rozbudowany The Tombstone wskazywał na pewne wahania między powermetalem, a folkowymi inklinacjami i epickim zadęciem. Kolejny Tell jakby utrzymywał wiarę, że styl z poprzedniej płyty mimo wszystko zostanie utrzymany, a to oznaczało niepewne solówki i specyficzne użycie gitary akustycznej. Od niej właśnie rozpoczynał się The Tomorrow Song, a sam kawałek wpisywał się zręcznie w wachlarz ballad ogniskowych - tutaj pełną zadumy, rozkręcającą się jednak w części drugiej. Nieudanym zlepkiem wcześniejszych pomysłów był Forgotten Hymn, zupełnym natomiast nieporozumieniem był wykonany po niemiecku wymęczony Täu Grosse Kämpfer. Także Out Of Rain potęgował efekt znużenia, powielając konwencję nawet z tego samego albumu. Pewne odświeżenie wnosił folkowy Hillflames On High. Krążek był zdecydowanie za długi i monotony, irytował szczególnie nieoszlifowany wokal. Brzmienie poszczególnych instrumentów zlewało się ze sobą i pod tym względem to najgorzej wyprodukowany album Szwajcarów. Generalnie wykonanie przeciętne, po prostu średnie pomysły w średnim opakowaniu.
Także [4] nie zdobył większej popularności. W warstwie lirycznej była to w poetyckiej formie ujęta opowieść o wojnie Trzech Kantonów o niepodległość w XIV wieku. Ta saga jednak nudziła - oparto ją na długich kompozycjach w średnich tempach, częściowo w języku niemieckim, a nawet w dialekcie szwajcarskim. Muzycy nie potrafili tutaj wykrzesać z siebie porywających motywów i prawdziwie bitewnego nastroju. Jedynie naprawdę udany numer to spokojny i podniosły The Warrior z refrenem w stylu Manowar przy dźwięku dzwonów. Liczne interesujące akustyczne wstępy przeradzały się w przeciętne kawałki. Granie uległo pewnym przeobrażeniom na wydanym 29 sierpnia 2008 [5]. Utwory wzbogaciły flet i dudy, postawiono mocniej na wydźwięk epicki kosztem rasowego power/folku. Po smakowitej introdukcji Yleitig pokaźną porcją energii emanował Soldiers Of Heaven. Zespół wyciągnął wnioski z zamulania na dwóch poprzednich krążkach i 9-minutowy rozbudowany The March zabrzmiał tym razem świeżo i intrygująco. Lost Chamber stanowił kolejną "leśną pieśń", do gustu mogła przypaść także oryginalność ponurego walca The Siege. Soczyste i selektywne brzmienie potęgowały klimat całości, wokalnie tym razem wszystko dopasowano odpowiednio do charakteru muzyki. Szorstkość i specyficzna średniowieczna atmosfera wpłynęły na pozytywny wizerunek całości. [6] zawierał 7 kawałków akustycznych zaśpiewanych w rodzimym języku.
Münggu Beyeler założył jednoosobowy folk/deathowy Minhyriath (dwie płyty: Gondolyn w 2008 i Grohnd w 2010). Jego śladem podążył Simon Müller, który pod szyldem Sunuthar nagrał krążek Us Auter Zyt w 2010.

ALBUM ŚPIEW GITARA GITARA KLAWISZE BAS PERKUSJA
[1-2] Mario `Münggu` Beyeler Simon `Samson` Müller Roland `Rölu` Schwab Daniel `Dane` Beleyer Geige Gygax Markus `Küsu` Herrmann
[3-4] Mario `Münggu` Beyeler Simon `Samson` Müller Daniel `Dane` Beleyer Geige Gygax Markus `Küsu` Herrmann
[5-9] Mario `Münggu` Beyeler Roland `Rölu` Schwab Adrian `Ädu` Binggeli Mark `Mäk` Binggeli Markus `Küsu` Herrmann


Rok wydania Tytuł
1997 [1] Anduin The River
1998 [2] Kurt Of Koppigen
2002 [3] Tales Of Tell
2004 [4] The Legacy Of Sempach
2008 [5] The Standing Stone
2009 [6] E Chly Angeri Lieder EP
2013 [7] Vo Chrieger U Drache
2015 [8] Tod u Vergäutig
2020 [9] Bluetmond

          

    

Powrót do spisu treści