
Norweski jednoosobowy projekt założony w Trondheim w 2004. Dwie pierwsze demówki ("Her Withering Petals" z 2004 i "Neglected's Motif" z 2005) zapewniły Markusowi kontrakt z rodzimą wytwórnią Aftermath Music. Na debiutancki album trafiły trzy dłuższe numery (trwające od 11 do 15 minut) oraz dwa krótsze (stanowiące rolę pomostów pomiędzy kompozycjami "właściwymi"). Był to nasycony melancholijną doom/death, ale wydobyty z najciemniejszej depresyjnej otchłani, w której powietrze przybierało nieświeży smak, a słuchacz zostawał odarty z wszelkiej nadziei. Album niósł ze sobą mroczną chmurę zasłaniająca słońce, podczas gdy świat momentalnie stawał się wolniejszy i bardziej ponury. Nisko nastrojona monotonna gitara i narastające rytmy perkusji zapowiadały długą podróż. Podczas niej w dźwiękach mieszały się równomiernie relaks i niepokój, każdy akord wydawał się być ostatnim , a jakikolwiek komfort zastępował brak jakiegokolwiek optymizmu. To poczucie pustki nie pojawia się przypadkiem - chwilami wydawało się jakby gitara miała własny głos. Temu instrumentowi Markus nadawał nieraz spokojne wysokie tony, które wydawały się zawodzić w swojej własnej jałowej otchłani. Piękno gitary (elektrycznej lub akustycznej) było niezaprzeczalne, ale ważną rolę ogrywały także bębny. Perkusja utrzymywała stały powolny rytm, ale tworzyła o wiele silniejsze wrażenie niż gdyby była szybka i złożona. Uderzenie w talerz perkusyjny lub werbel trwało wieczność, jak przyjmowanie jakiegoś rytualnego uderzenia. Tu i ówdzie pojawiał się fortepian, serwujący narastające złowieszcze dźwięki. Na ten kapitalny instrumentalny nachodziły teksty opisujące syna rodziny dręczonej śmiercią i tragediami. W ten sposób ramy tej muzyki kształtowały dźwięki, ale to teksty wypełniły jej wnętrze. Jeśli chodzi o nostalgiczny doom/death, to na tej płycie po prostu niczego nie brakowało. Nie dało się tego wszystkiego odpowiednio wyjaśnić, trzeba było tego albumu doświadczyć samemu.
Po sześcioletniej przerwie Markus powrócił z [2], który zawierał kompletnie inne stylistycznie granie. Markus tym razem podryfował w kierunku progresywnego death metalu (i wokalu) spod znaku Opeth, a także subtelnego akustycznego podejścia Agalloch. Sama muzyka była bardzo melodyjna i zachowywała ciężkość dzięki deathowemu growlingowi, oddając budowanie nastroju częstym partiom. Norweg umiejętnie oddał dynamiczny kontrast pomiędzy tymi dwoma stylami wokalnymi. Najbardziej angażującym utworem był Sole Passenger, płynnie przechodząc przez ciche akustyczne i basowe sekcje z różnorodnymi stylami wokalnymi. Aurelia z kolei stanowił zwrot o 180 stopni pod względem tematu, nie wspominając o dojrzałości w umiejętnościach kompozytorskich Stranda. Fortepian połączono tutaj z delikatnymi melodiami, które brzmiały zaskakująco jasno i ciepło dzięki wykorzystaniu pierwiastków post-metalowych. Finałowy Come Waves niczym w soczewce zbierał wszelkie elementy w jedno podsumowanie. W nowym obliczu The Fall Of Every Season było wiele do odkrycia i przyswojenia, ale magii debiutu już nie udało się powtórzyć.
| ALBUM | ŚPIEW, WSZYSTKIE INSTRUMENTY |
| [1-2] | Marius Wangen Strand |
Marius Wangen Strand (ex-Nyctanthous)
| Rok wydania | Tytuł |
| 2007 | [1] From Below |
| 2013 | [2] Amends |
