
Duński zespół kobiecy założony w 2015 w Kopenhadze. Panie zaprezentowały doom/death potrafiący przytłoczyć ciężarem, ale też zaskoczyć przystępnością formy. Mimo kruszącego obiekty growlingu Rikke List, maksymalnie nisko zestrojonego basu i sunących z gracją buldożera temp, kwarter zachował w swoich kawałkach zaskakującą grację wczesnego Black Sabbath i kompozycyjną czytelność, dzięki której płyty zostawały w głowie na dłużej. Oprócz rasowych doomowych kawałków (Puritan Masochism, Trust, Ropes 2), na debiut trafiły również utwory o nostalgicznym klimacie (Bridge, World Of Gone, Ropes 1), co dodatkowo urozmaicało ten materiał. Zdarzały się momenty, w których ekipa bawiła się tempami i ciężarem różnorodnych wpływów, utrzymując odpowiednią dynamikę. Dziewczyny wciągały słuchacza w ciemną otchłań karzących riffów, złowrogich melodii i gardłowych wokali. Sara Norregaard okazała się utalentowaną gitarzystkę, której zagrywki sprawiały duże wrażenie i udowadniały, że można było tasować zgraną talią i w dośc ograniczonym gatunku jak doom/death, wycisnąć z niego wiele dobrego. Na okładkę trafił rysunek Madsa Berga, przedstawiający wodospad i wir wodny – wizję dzikiego nieokiełznanego żywiołu, nad którym nie da się zapanować i który symbolizował potęgę natury.
Konvent poszedł za ciosem na [2], na którym spotęgowano apokaliptyczny nastrój muzyki. Doomowy walec Into The Distance stanowił bezbłędne połączeniem mocy i ciężkości, a wszystko przykryto dywanem gęstem przytłaczającej atmosfery. Krążek wyróżniała też znakomita produkcja i ten pełen przestrzeni dźwięk nadawał muzyce dodatkowego kopa. Perfekcyjnie zdawało to egzamin w mniej oczywistych utworach, album miał bowiem do zaoferowania pewne niespodzianki. Za przykład służył fenomenalny Fatamorgana, gdzie przybrudzone brzmienie gitar kreowało złowrogą aurę z ulicznymi gang-chórkami, z których panie wcześniej nie korzystały. Inną ciekawostką był tekst Grains, napisany częściowo po duńsku - z kolei w Harena do hipnotyzujących rytmów dołączono partie skrzypiec. Te nowe elementy nie pozwalały się nudzić, choć styl składniał się teraz bardziej ku doomowi ( a nawet funeral doomowi), niż doom/deathowi. Stąd też wolne i średnie tempa, wpisujące się idealnie w konwencję gatunku, a z drugiej strony oferując pełną świeżości moc i trudną do podrobienia energię. Never Rest i In The Soot dawały porządną dawkę wczesnych klimatów Cathedral i Pallbearer z nutką Sleep. Rikke List wciąż stosowała głębokie gardłowe ryki wprost z krypty i ten żwirowy wokal szedł nieraz w parze z wstrząsającym krzykiem.
| ALBUM | ŚPIEW | GITARA | BAS | PERKUSJA |
| [1-2] | Rikke List | Sara Norregaard | Heidi Brink | Julie Simonsen |
| Rok wydania | Tytuł |
| 2020 | [1] Puritan Masochism |
| 2022 | [2] Call Down The Sun |
