Hiszpańska grupa powstała w katalońskim Sant Hilari Sacalm w 2005 po rozpdzie Lorien. Debiut ukazał się nakładem własnym. Tordera pozostał w kręgu muzyki powermetalowej i znacznie śmielej niż w Lorien sięgnął po motywy folkowe i stylizacje średniowieczne, przedstawiając płytę obrazującą niejako wędrówkę minstreli po słonecznych iberyjskich ziemiach. Była to muzyka pełna optymizmu, nie zawsze przeznaczona do słuchania przez damy dworu i rycerzy - raczej miejska, trafiająca do kupców i rzemieślników. Jednocześnie to muzyka wysmakowana i szlachetna, jakiej w karczmach pełnych pijanych rzezimieszków się nie słyszało. W sferze wokalnej główny ciężar wziął na siebie Tordera, zaś jego żona Diana Alieva wspierała go w duetach i wokalach pobocznych, wysuwając się na czoło jedynie w kilku kompozycjach, jak w otwierającym Snowy Laces (głos miły, przyjemny i dosyć wysoki). To płyta lekka i delikatna, czarująca łagodnymi melodiami typu Starkad. Zespół uroczo opowiadał swoje historie zgromadzonym słuchaczom w stylu Falconer. Tu zawarto więcej południowego temperamentu, choć nie była to muzyka ludowych pląsów. Nieco mroku w Gustrun, rozpędzonego natychmiast promiennym refrenem z duetem. Cały czas Nivaira grała powermetal bez tworzenia wrażenia typowego folk metalu i nie korzystając z żadnych tradycyjnych instrumentów folkorystycznych. Proste skromne gitarowe solówki i prosta perkusja w połączeniu z głosami nadawały utworom mnóstwo wdzięku. Od czasu do czasu mocniejsze gitary cichły i Nivaira wzruszał Endless Ice, gdzie wszystko dopracowano w każdej nucie, a fragmenty z gitarą akustyczną były po prostu poruszające. Nie mogło zabraknąć Fairytale - numeru bardziej typowego w riffach rycerskiego melodyjnego power, przypominającego w znacznej mierze Lorien. Przy niesamowitym For The King`s Advice mogli poderwać się ze swych tronów nawet magnaci przy podanym w cieplejszej formie stylistyki Falconer. Springless dumny i spokojnie wykonany z eleganckimi powermetalowymi galopadami na planie drugim to najchłodniejsza i najbardziej powściągliwa kompozycja z tego albumu, ale już w The City to znów pełna ciepła i otwarcia na świat kompozycja w klasycznym stylu powermetalowym z wysmakowanym wokalem Tordery. Narodowy element to zaśpiewany w języku ojczystym Bes De Llum, będący transpozycją znanej katalońskiej melodii ludowej. Dynamiczny King Wolf z wiodącym wokalem Diany kończył ta magiczną podróż - chyba za krótką i rozstanie przynosiło żal za utraconymi przyjaciółmi. krążek niestety nie był szczytem możliwości produkcyjnych, ale po części nadrabiał to wdziękiem i klimatem, a wszystko osiągnięto prostymi środkami i w nad wyraz prosty sposób - często tego rodzaju płyty wydawały się wymuszone i zrobione na siłę.
Na drugi krążek trzeba było czekać trzy lata. Małżeństwo nagrało go samo, z automatem perkusyjnym i wydało nakładem własnym. O ile debiut stanowił zwarty zestaw utwórów powermetalowych, zagranych z gracją hiszpańskich Sokolników, to tym razem stylu Falconer było mniej. Espiritu De Fuego to powermetal nieco cięższy, z wokalem naprzemiennym. God Of War to epicki power w wolniejszym tempie z przyspieszeniami - tutaj prowadził całość David, a Diana odpowiadała za operetkowy wokal w refrenie, niespecjalny zresztą. Mare uroczy i w stylu poprzedniej płyty - z Dianą śpiewającą w zwrotkach i Davidem w refrenach. Numer udany - tym bardziej, że solówki w części instrumentalnej solidne. The World I Gave To You to rozwinięcie klasycznych układów "akustycznie i w duecie", delikatnie i elegancko w prostej kompozycji. La Dama D'Arago rozpoczynał się ciężko, niemal heavy/powerowo, ale potem następował rozpoznawalny w graniu Nivairy skoczny folkowy motyw - potem kawałek zwalniał, poprowadzony w duecie w spokojnym tempie. Kapitalny Avalon miał wiele wdzięku i delikatnego rycerskiego klimatu, świetnie rozwijając niektóre pomysły z pierwszej płyty. Little Prince to ciąg dalszy udanego grania i refren po prostu killerski z wokalnym duetem i echami Falconer w zwrotkach. W Mortal Rock w ciekawy sposób ustawiono wokale z Dianą w duecie cofniętą na drugi plan. Potem sytuacja się odwracała i wyszło to niezwykle ciekawie. Równie elegancko wypadł na koniec Water Maid, z gotyckimi zaśpiewami operowymi i kolejną chwytliwą melodią. Wszystko zagrano bez symfonicznego rozmachu, nowoczesnego elektronicznego wsparcia czy agresji ówczesnego power/folku. Para minstreli wędruje po słonecznych krainach, niosąc radość i ciche wzruszenia słuchaczom.

ALBUM ŚPIEW MĘSKI, GITARA, BAS, ORKIESTRACJE ŚPIEW ŻEŃSKI, KLAWISZE PERKUSJA
[1] David Tordera Diana Alieva Dani Ruiz
[2] David Tordera Diana Alieva -


Rok wydania Tytuł
2006 [1] The City
2009 [2] Desert Child

  

Powrót do spisu treści