
Jednoosobowy duński projekt powstały w 1995 w Odense. Trzy demówki ("Nattetale" w 1997, "Doden" w 1998 i "Graven" 1999) pozwoliły podpisać kontrakt z niemiecką wytwórnią Sombre Records. Nortt na pierwszych dwóch wydawnictwach przedstawił black metal połączony z funeral doomem. Stworzył na nich prawdziwie grobową atmosferę niczym z przykościelnej krypty (Glemt, Hinsides, Nattetale) z intrygującymi melancholijnymi melodiami wygrywanych na fortepianie. Nortt z jednej strony smęcił w kanonie gatunku, ale jednocześnie nie nudził. Zwłaszcza [2] był niczym grobowiec kryjący w sobie najciemniej wyobrażalny funeral doom, estetycznie zapożyczając wiele z depresyjnego blacku. Styl wczesnego Nortt opierał się na gęstych partiach syntezatorów, tnącej jak brzytwa gitarze i niemal niesłyszalnym wokalu - wszystko spowolnione do odpowiednio żałobnego tempa. W rezultacie utwory wydawały się minimalistyczne, z niewielkim polem do jakiegokolwiek rozwinięcia i dla niektórych słuchaczy ta muzyka mogła brzmieć jałowo. Tak naprawdę jednak ten wszechogarniający ponury smutek pozostawiał słuchacza świadomie odrętwiałym i obojętnym na istotę bytu - jakby śmierć nie była już ucieczką, ale celem samym w sobie. Ten zimny minimalizm odróżniał Nortt od choćby fińskiego Skepticism. Nie było tu miejsca na żadną radość ani pozytywne odczucie, tylko przygnębiające osamotnienie.
[3] i [4] nie były już tak ciekawe, ukierunkowując się na drone/doom i długie wybrzmiewania gitar. Ograniczono złowrogo brzmiący funeral black/doom, zastępując go ambientowymi wstawkami klawiszy. W rezultacie tego zabiegu płytom zabrakło dusznej atmosfery i samej muzycznej treści. Prymitywne dźwięki rodem z garażu brnęły przede siebie, pozostawiając za sobą ślad beznadziei - o ile ktoś był w stanie wytrzymać do końca. Brak różnorodności szybko przynosił uczucie obcowania z materiałem stworzonym jakby na kolanie, gdyż taką muzykę mógłby skomponować po chwili siedzenia właściwie każdy, dorzucając pogłosy i dziwaczne dźwięki, mające niby zrekompensować to jaskiniowe granie. W kolejnych latach Nortt nagrywał rzadko - muzyk twierdził, że jego powrót w przyszłości był niepewny, gdyż w jego dotychczasowych kompozycjach zawarł pełnię swojej wizji. Jednakże wpierw w 2017, a następnie w 2025 ukazały się nowe albumy. Tak jak to miało miejsce w przeszłości, [6] był przesiąknięty tęsknotą za śmiercią, ucieleśniając satanizm o niemal gnostyckim charakterze. Już na wydanym osiem lat wcześniej [5], muzyk położył większy nacisk na fortepian, wysuwając na pierwszy plan mroczne harmonie. Nowy krążek również stanowił połączenie black metalu, depresyjnego black metalu, ambientu i funeral doomu. Przesterowane powtarzalne gitarowe zagrywki kontrastowały z tymi melodiami, dodając im jeszcze więcej ciężaru. Nortt osiągnął to dzięki czystszemu mixowi i bardziej przejrzystemu masteringowi. To odejście od blackmetalowej mglistości własnej wczesnej twórczości przejawiał się już od razu w zaprogramowanych rytmach, porównywalnych do nieustannego akompaniamentu marsza żałobnego, podczas gdy wokale oscylowały między upiornymi szeptami a gardłowymi lamentami cierpienia. O ile na [5] każda sekunda wypełniała w pełni przestrzeń, na [6] ta przestrzeń została opuszczona i wyziębiona. Partie chóralne i skrzypcowe dryfowały przez narastającą pustkę kosmicznego chaosu, w której psychodeliczne dźwięki wchodziły w rolę eksperymentalnych niuansów. Teksty na [6] skupiały się na rozpaczy po zmarłych i samej śmierci - te pogrzebowe hymny niosły ze sobą fundamentalną ideę, że prawdziwe wyzwolenie od wiecznego cierpienia egzystencji nie następuje wraz z końcem indywidualnego bytu, lecz wraz z końcem wszelkiego istnienia. Ta niepewność pozostała głównym tematem płyty i czymś z czym należało się zmierzyć i ostatecznie przekroczyć. Krążek kończył się modlitwą o śmierć Bon Til Doden, a utwór tonął w bezkresnym morzu spustoszenia wśród odgłosów wyjącej burzy, chóralnych pieśni i złowrogich recytowanych fragmentów przy dźwiękach gongów, zanim zaniknął w upiornym echu gotyckiej kaplicy, przywodzącej na myśl klasyczne horrory. W ideologii Nortta (wyrażonej zarówno poprzez muzykę, jak i teksty), jaśniała koncepcja, którą Eugene Thacker opisuje jako "świat bez nas" - ostateczny cel istnienia. Ludzkość jest kosmicznym ciałem obcym – anomalią entropii, która musi nieuchronnie zostać odrzucona przez rozszerzającą się pustkę niebytu. Nawet umarli nie zaznają spokoju, dopóki nie zapanuje absolutna pustka, gdy niebyt nie będzie już konfrontowany z istnieniem, a istnienie nie będzie już nawiedzane przez niebyt – jako zagrożenie, lęk lub miejsce tęsknoty. [6] ostatecznie nie był tylko płytą o śmierci i przemijaniu, ale kolejnym nieustępliwym krokiem w podróży wyjątkowego muzycznego projektu. W absolutnej ciemności Nortt osiągał w rezultacie zarówno estetyczną ekspresję, jak i metafizyczną konsekwencję - nie oferując jednocześnie żadnego ukojenia. Zamiast tego słuchacz miał do czynienia z muzycznym radykalnym chłodem i samotnością, które wykraczały poza samą śmierć.
| ALBUM | ŚPIEW, WSZYSTKIEINSTRUMENTY |
| [1-6] | Nortt |
| Rok wydania | Tytuł |
| 2002 | [1] Hedengang EP |
| 2003 | [2] Gudsforladt |
| 2005 | [3] Ligfaerd |
| 2007 | [4] Galgenfrist |
| 2017 | [5] Endeligt |
| 2025 | [6] Dodssang |
