Australijska grupa założona w 2014 w Perth. Duet zadebiutował w grudniu tego samego roku dwuutworową demówką "Desquamate". Nazwa nawiązywała do postaci z opowiadania H.P.Lovecrafta "Widmo Nad Innsmouth" (opublikowanego w 1936). Obed Marsh był kapitanem, który nawiązał współpracę ze sługami podwodnych bóstw i założył Ezoteryczny Zakon Dagona, który był źródłem zarówno dobrobytu Innsmouth, jak i jego ostatecznego potępienia. Sześć przytłaczających utworów snuło serię naprawdę wstrząsających muzycznych funeral doomowych wizji, które zaciągały słuchacza w mroczne głębiny oceanu. Począwszy od miażdżącego powolnego Innsmouth Ritual, poprzez monotonną wspaniałość Usurpers i oniryczną grozę Deficient, aż po czarny niczym smoła pomnik zepsucia w postaci kulminacyjnego Seeping Wombs - z każdym gardłowym nieludzkim wokalem i dysharmonijnym halucynogennym riffem, ekipa sączyła odpowiednią dozę szaleństwa. To granie przygniatało ponurą czernią i cyklopową zagładą, przenosząc jednocześnie w inną czasoprzestrzeń, gdzie złowrogie szaleństwo było powszechne jak woda, a Starsze Istoty pełzały po swoim podwodnym królestwie. W swej opowieści Obed Marsh czerpał wiele z faktu, że nawet za czasów starożytnych morze budziło w ludziach straszliwą fascynację, z wszystkimi organizmami całkowicie pozbawionymi rozumu i wyższych zdolności. Grupa posunęła się wręcz do metaforycznych wyżyn w Desquamate, w którym przedstawiono proces zdzierania warstwy skóry, w tym przypadku linienia Głębinowców. Wszystko bowiem co rozmnaża się bez opamiętania, będzie czymś niezwykle niepokojącym. Wokale Samuela Forda sadowiły się gdziś między próba śpiewania pod wodą a świszczącym kaszlem, niczym kapłan Starszych Istot wykrzykujący bluźnierczą parodię religijnego kazania. Perkusja brzmiała w osobliwy sposób - werbel świadomie rozstrojono, tak by wybrzmiewał ponad ciężkimi gitarami złowieszczą intonacją., odnosząc się do czegoś niewypowiedzianie pierwotnego i plemiennego. Gitary płynnie poruszały się wśród aranżacji niczym fale uderzające o brzeg, przechodząc niekiedy w żałobny śpiew. Riffy pełniły przede wszystkim funkcję nastrojową, tworząc fundamenty na których rozgrywał się ten muzyczny horror. Akordy rozwijały się powoli, dyskretnie przechodząc od jednego dysonansu do drugiego, czasami generując fale sprzężeń zwrotnych. W kilku fragmentach to granie przypominało legendarny fiński Thergothon, ale główna róznica polegała na rezygnacji z "melancholijnie uroczych" zagrywek. W zamian z każdej nuty wyglądał sam Lovecraft, ze swoją atmosferą i narastającym napięciem. W końcu słuchacz docierał do finałowegoEpilogue, w którym dziwny kaszel towarzyszący dźwiękom otoczenia oznaczał ostateczne pożegnanie ze zdrowym rozsądkiem. Obed Marsh kapitalnie uchwycił na tej płycie klimat opowiadania mistrza i emanował niewytłumaczalnym przekonaniem, że tuż pod powierzchnią naszej rzeczywistości dzieje się coś bardzo złowrogiego.
[2] ukazał się w styczniu 2019, a autorem intrygującej okładki ponownie był Mark Cooper. Znów przyszło słuchaczowi zanurzyc się w bulgoczącym kotle nieziemskiego brudu i furii. Tym razem za odnośnik posłużyło inne opowiadanie Lovecrafta "Koszmar W Dunwich" (opublikowane w 1929). Ten album prezentował subtelniejsze podejście do ucieleśnienia koherentnej grozy. Muzyka co prawda nadal opierała się na ponurej makabrze i przytłaczających akordach i przenikającym do kości chrapliwym wokali (Ford brzmiał jakby był dzieckiem samego Yog Sothotha), ale zespół słyszalnie poświęcił część surowości debiutu na rzecz bardziej wyrafinowanego brzmienia, kładąc nacisk na niedopowiedziane przyciemnione melodie i zatrważające ambientowe wstawki. Strukturalnie krążek podzielono na trzy odrębne rozdziały, z których każdy nosił podtytuł nawiązujący do jakiejś kluczowej postaci z opowiadania. Pod względem ciężaru, album był równie ciężki i przerażający jak poprzedni, a częstsze użycie dziwacznych i pełnych dysonansów melodii przenikało się z narastającymi złowrogimi instrumentalnymi interludiami. Obok walcowatego ciężaru, specyficzna atmosfera w dużej mierze wynikał z powolnych temp i chłodnej prezentacji. Niczym ofiary niewidzialnego brata Wilbura Whately'a, słuchacz za każdym razem musiał czekać, aby kolejne riffy nieuchronnie nadeszły i powoli miażdżyły go. Utwory Lavinia stawiały na przytłaczającą brutalność gitar(zwłaszcza Wretched Duo, za to numery Wilbur były najbardziej złowieszcze i introspektywne, stawiając na krótkie szarpiące riffy (wybuchowy Wreathed In Ivy). W fnałowym Hieronymus kompozycje stawały się powtarzalne do tego stopnia, że zaczynały przypominać drone. Każdy rozdział kończy się instrumentalnym utworem, który dawał chwilę wytchnienia, ale nie pozwalał w pełni opuścić tego niegodziwego krajobrazu.

ALBUM ŚPIEW, GITARA, PERKUSJA GITARA, BAS
[1-2] Samuel Ford Drew Griffiths

Samuel Ford (ex-Cauldron Of Shit, Corpsebitch), Drew Griffiths (ex-Cauldron Of Shit, ex-Morphica, Corpsebitch, Ur Draugr, Deadspace, The Ritual Aura)

Rok wydania Tytuł
2016 [1] Innsmouth
2019 [2] Dunwich

  

Powrót do spisu treści