Amerykańska grupa założona w 1991 w Chicago. Karierę rozpoczęła dwiema demówkami: "World Abomination" w 1991 oraz "As Blood Flows" w 1993. Rok 1994 oznaczał powolny spadek popularności death metalu i Oppressor nie załapał się na nią, pozostawając znany tylko nielicznym. Wydany dla wytwórni Red Light Records debiut, prezentował dość osobliwe brzmienie. Muzycy przez kilka ostatnich lat czerpali z największych gwiazd gatunku, ale w niektórych kwestiach zdecydowali się wyjść naprzeciw ustalonym standardom i nie zdecydowali się tylko na ślepe naśladownictwo. Płyta zadowalała fanatyków brutalności z pod znaku Cannibal Corpse, Suffocation, Morbid Angel czy wczesnego Gorguts, ale jednocześnie robiła podchody pod progresywne granie Cynic czy nawet dziwności fińskiego Demilich. Rozpiętość środków stylistycznych była spora, ale za ekstrawaganckim warsztatem kryły się ciekawe pomysły. Miażdżący wokal Kinga nasuwał na myśl niskie bulgoty Chrisa Barnesa, a lekkość w przeskakiwaniu między skrajnymi motywami ukazano już w otwierającym Seasons (wymieszanie brzmień akustycznych z growlingiem, a następnie brutalna miazga). Riffy Stoppera i Zadela były pełne finezji, pomysłowości, różnych ozdobników, zawijasów, ale też rasowego charakteru (Genocide, Eclipse Into Eternity, Rotted Paradise). Tom Schofield nie szczędził blastów, ale wiedział kiedy zagrać prościej z sensem i dać pole do popisu gitarzystom. Przestrzenne gitary bez przesteru nie należały jednak do najłatwiejszych do przełknięcia, ale pasowały do całości - większe problemy z akceptacją przyniosły natomiast momenty pianinem (głównie w miniaturkach). Oppressor na pierwszej płycie ukazał ostatecznie duży potencjał i udowadniał, że z deathmetalowej klasyki w tamtych czasach dało się wycisnąć coś nowego, bez zapuszczania się w blackmetalowe klimaty.
Po przejściu do duńskiej wytwórni Diehard Music przystąpiono do nagrywania materiału na [2]. Na nim zespół z jednej strony kontynuował znajome patenty z poprzednika, ale poczynił starania, by zaskarbić do siebie nieco inną publiczność niż wcześniej. Na jednym biegunie uchował się elektryzujący feeling gitar, sprawność w przeskakiwaniu między zróżnicowanymi motywami oraz imponująca dynamika - na drugim, w kilku utworach wysunęło się granie niezbyt powiązane z zakręconym brutalnym death metalem. Pierwsze wątpliwości wzbudzał wokal Timothy'ego Kinga - wcześniejszy bulgot uchował się fragmentarycznie (Sea Of Tears i I Am Darkness), zamiast tego frontman skręcił w recytowane czy też zaciągane urozmaicenia w guście Davida Vincenta z czasów Covenant i Domination. Do takiego śpiewu szło się przyzwyczaić, ale muzyka na takim osobliwym pomyśle straciła sporo z poprzedniej mocy. Znacznie gorsze były nowinki groovemetalowe, jak mechaniczne riffowanie w stylu Fear Factory, które jednak słabo zazębiało się one z deathmetalową stroną muzyki. Z tego względu, obok sensownie finezyjnych i brutalnych kawałków w typie Valley Of Thorns czy Carnal Voyage, przewijały się toporne i kiepsko urozmaicone odmieńce pokroju In Exile lub Redefine. Płyta rezygnowała z aspiracji do jakiejkolwiek oryginalności i pod kątem kreatywności mocno ustępowała debiutowi.
[3] domykał dość pechową trylogię Oppressor. Pomimo predyspozycji do wybicia się całkiem oryginalnym spojrzeniem na death metal, ekipa musiała mierzyć się z brakiem zainteresowania i mizerną promocją. Muzykom pozostało więc tylko zacisnąć zęby i robić swoje dalej - wszak w ogólnym rozrachunku. [2] miał przecież dobre momenty, bez względu na jej przesadzone próby przemycania dziwnych nowinek. Nowy album od pierwszych chwil jakby wracał na właściwe tory pod względem deathmetalowej łupanki bez opamiętania. Formacja słyszalnie zagęściła tempa, upchała więcej technicznego wywijania i właśnie w tych fragmentach przyłożyła się najbardziej. To akurat spory atut, bo co rusz słychać było nawiązania do pomysłowości i brutalności z debiutu, a jednocześnie przy całym tym natłoku nie zapomniano o chwytliwości, wyrazistości i konstrukcji motywów tak, by potrafiły zaleźć za skórę (Corrosion, Upon The Uncreation, Kingdom Of The Dead). Krążek dowodził, iż bez odkrywania siebie na nowo, ale z odpowiednim zaangażowaniem, można było naturalnie trzaskać mocno zakręconymi i rasowymi kompozycjami, wciągając na kilka porządnych seansów. W kwestii minusów nadal doskwierały zbyt czytelny growling Kinga, nie do końca klejący się z ogólnie szalonym graniem. Groovemetalowe wtręty wciąż denerwowały, chybionym pomysłem były smęty na pianinie. Kompletnie rozczarowywała produkcja - o ile jeszcze perkusja i wokal dawały radę, to mocno raziły bzyczące na modłę thrashowe gitary. Jednak w roku 1998 Oppressor okazał się już grupą, która nie znalazła swojej niszy i ostatecznie muzycy zawiesili działalność w 1999.
Wydany przez holenderską wytwórnię Hammerheart Records składankowy [4] zawierał zremasterowane obie demówki z początków kariery.

Późniejsze losy muzyków Oppressor:

ALBUM ŚPIEW, KLAWISZE, BAS GITARA GITARA PERKUSJA
[1-4] Timothy King Jim Stopper Adam Zadel Tom Schofield


Rok wydania Tytuł
1994 [1] Solstice Of Oppression
1996 [2] Agony
1998 [3] Elements Of Corrosion
2024 [4] The Demos (kompilacja)

      

Powrót do spisu treści