
Włoski kwintet powstały w 2005 w Brescii. Zadebiutował dwiema promocyjnymi CD ("Demo 2007" i "Prodigal Sons 2009"), zanim podpisał kontrakt z prężną wytwórnią My Graveyard Productions. Neotradycyjny materiał na płycie ogniskował w sobie pomysły brytyjskie, niemieckie i amerykańskie. Długie gitarowe intro 1.9.8.4. z włoskim tekstem wprowadzało klimat smutny i uroczysty, który nagle zamieniał się w V w melodyjny tradycyjny heavy na wzór debiutu Tarchon Fist. Numer zabrzmiał klasycznie z dynamicznymi zwrotkami, nieco słabszym refrenem oraz dosyć wysokim wokalem Gabriele Tury. Ciekawa gra gitarzystów nosiła ślady obycia z różnymi podgatunkami metalu, ale wszystko podporządkowano neo-tradycyjnej formule - melodyjnej i bez modernistycznych zapędów. Tych na płycie na szczęście nie było wcale i rozpoczynający się perkusyjnie Banquet To The Gods od razu chwytał za serce doskonałym motywem bojowym i melodią na poziomie Twisted Tower Dire - ten świetny true metal z chórkami eksplodował w środkowej części dumnymi solówkami. W Let Us Speak pojawiło się więcej akcentów hard rocka i rocka w ogóle, ale nadal w rycerskim wymiarze fantasy z dominującym refrenem, choć nacisk gitarowy był mniejszy. W aranżację wpleciono również dobrą część instrumentalną, niby przy wykorzystaniu prostych środków, ale inteligentnie rozplanowaną. Deception From Heaven zabrzmiał wolniej z akcentami rycersko-folkowymi i bardzo udanym epickim refrenem, zaśpiewany lekko dramatycznym głosem. Miły dramatyzm panował w Zeus - zagranym w średnim tempie i z dużą dawką przebojowości cechującą raczej nagrania kapel z USA i Kanady. W ciągu 7 minut przewijały się dosyć optymistyczne solówki, długie dostojne wybrzmiewania, mały monumentalizm przez moment oraz true manowarowe zwieńczenie. Tytułowy On Our Last Day został delikatnie zaśpiewany pełnym emocji (może nawet za bardzo) głosem, przez co powstała kompozycja wzniosła i smutna zarazem, z pianinem i gitarą akustyczną w tle, na swój sposób szczera i poruszająca. Nie zabrakło też modnych starożytnych motywów w ostrzejszym The Sacred Land o lekko połamanych riffach i budowaniu klimatu przez wokale drugiego planu oraz dodanie mało spotykanej na albumie dawce surowości amerykańskiego heavy. Na koniec pozostawał ponad 8-minutowy I Dream Of Hope - rozpoczynający się łagodnie i emocjonalnie, rozkręcający się w ozdobiony smutnymi wstawkami solowymi utwór, w zasadzie powermetalowy z elementami melodyjnego heavy (wpływy Iron Maiden). Wszystko wieńczył cover Crimson Glory Red Sharks. Prodigal Sons okazali się grupą wyjątkowo zgraną i mającą swój własny styl, choć zbudowany naturalnie na solidnych i dawno określonych klasycznych fundamentach. Atrakcyjna płyta przykuwała uwagę od początku do końca, potrafiąca grać lekko i zwiewnie, ale gdy trzeba surowiej i ostrzej, bezproblemowo budując klimaty szarości i podrywając do boju. Wyważone brzmienie reprezentatywne było dla bardziej wypolerowanych bandów neotradycyjnych, nie chcących uchodzić za świeżo wypuszczonych z garażowego studio (chwilami jedynie perkusja była odrobinę za głośna).
| ALBUM | ŚPIEW | GITARA | GITARA | BAS | PERKUSJA |
| [1] | Gabriele Tura | Andrea Folli | Daniele Galante | Massimo Luterotti | Matteo Tura |
| Rok wydania | Tytuł |
| 2012 | [1] On Our Last Day |
