Kanadyjski zespół thrashowy powstały w 1983 w Guelph. Pierwsze dwa wydawnictwa wypełnił heavy/speed z thrashowymi tendencjami i pojawiającymi się niekiedy motörheadowymi tempami. Słyszalne były poszukiwania własnego stylu. Dużą satysfakcję dawała gra Carlo, choć w przyszłości miała ona brzmieć jeszcze lepiej. Przy dobrym warsztacie wypłynął jednakże zarzut, iż niektóre kawałki brzmiały podobnie do siebie i lekko się zlewały. Ważnym elementem powoli stawały się charakterystyczne załamania sekcji rytmicznej połączone z uderzaniem w talerz i stopę. Do jaśniejszych punktów krążka należały niewątpliwie:y otwierający czadowy Take This Torch (refren przypominał Hit The Lights Metalliki), oparty na skocznym riffowaniu Fast And Loud oraz The End - klimatyczna melorecytacja na tle nieco wolniejszych riffów. Kilka miesięcy później nagrano [3] i od razu było słychać ewolucję jaką przechodził styl grupy. Tym razem panowie jasno postawili sprawę, stawiając na thrash. Muzykę oczyszczono z archaicznych motywów, napełniono ją większą dawką drapieżności i dodano nieco z melodii. Kompozycje nadal posiadały proste struktury, a produkcja nie oferowała soczystości brzmienia. Stace McLaren krzyczał pewniej i solidniej, a Dave Carlo przez te kilkaset dni wspiął się na wyższy poziom thrashowego wymiatania. Jednym z najlepszych utworów wczesnego Razora był tytułowy Evil Invaders, którego motywem przewodnim był luzacki heavymetalowy riff. Iron Hammer z przepuszczonym przez efekt basem nasuwał na myśl twórczość Motörhead, do której dodano thrashowe sterydy. Tortured Skull rozpędzały gitara i perkusja, a McLaren wyskakiwał z rozdzierającym krzykiem. To było wreszcie granie treściwe, które niektórzy krytycy nazwali "motocyklowym thrashem".
[4] składał się z kompozycji bardziej urozmaiconych, pojawiło się jeszcze więcej melodii. Wokalista stoował więcej rozrywających krzyków w wyższych rejestrach, lecz wciąż dominowało szorstkie śpiewanie. Zabójczego tempa nie prezentował Tear Me To Pieces, ale i tak był ostrą petardą przede wszystkim w wykonaniu mózgu Razor - Davida Carlo. Night Attack to z kolei lekki krok wstecz, ze stosowanym w przeszłości skocznym basowym wstępem, choć w drugiej części kompozycja nabierała więcej mocy. Od heavy/thrashowego riffu zaczynał się przysparzający miłych dla ucha wrażeń Rebel Onslaught z nieco przepitym wokalem. Stand Before The Kings składał się z dwóch części - w pierwszej Razor grał typową łupaninę z ostrym riffem i złowrogim wokalem, a w drugiej następowało załamanie tempa z zapadającym w pamięć wolniejszym riffem. Sporym kopem był również kończący całość Kick My Ass, pełen jadowitych riffów, granych z zacięciem szaleńca. Reedycja z 2002 zawierała ponadto zabawny półtoraminutowy bonus Mosh, w którym ktoś nucił zniewieściałą wersję "Jeepers Creepers", kiedy wówczas Kanadyjczycy wbijali się ze swoją galopadą, a Stace krzyczał coś o niszczeniu pozerów. Całość jawiła się jako więcej niż dobry album thrashowy.
[5] nie był tak mocny, a wielu fanów uznało nowy materiał za znaczny spadek formy. Muzyka Razor straciła na agresywności i sprawiała wrażenie nierównej. Zastrzeżenia budziła również mało wyrazista produkcja. David Carlo użył zdecydowanie mniej szatkujących tremolowych riffów, dając sobie czas na wykonanie mniej intensywnych zagrywek opartych na dłuższym wybrzmiewaniu strun. Survival Of The Fittest trwał ponad 11 minut co było sporym zaskoczeniem, gdyż dotychczasowa twórczość Kanadyjczyków oscylowała wokół trzech minut. pomimo swej długości, kompozycja nie była specjalnie skomplikowana. Podobnym tworem był Last Rites z atmosferycznym początkiem i oryginalnymi rozwiązaniami riffowo-rytmicznymi. Kiedy kawałek wkraczał w fazę szybszej jazdy, słuchacz chłonął kapitalne melodie, udane zespojenie wokali z ciągle zmieniającymi się riffami. Szkoda, że cały krążek nie był w tym klimacie. Nie przynosił wstydu White Noise z energetycznym i pozbawiony udawanej przebojowości refrenem. W Russian Ballet Razor przez 34 sekundy skocznie wygrywali motyw rodem z rosyjskiego baletu. Z płyty można było czerpać miejscami sporo przyjemności, ale nie było to dokonanie na miarę poprzedników.
Jak tylko ostatnie dzieło okazało się zbyt mało mordercze dla fanów i krytyków, Dave Carlo niezwykle szybko postanowił zamknąć usta malkontentom. [6] ukazał się w zaledwie siedmiu miesięcy od poprzedniej płyty - do Razor dołączył jego brat Adam na basie oraz bębniarz Rob Milis. W brzmieniu od razu znikło "lekkie drewniactwo" propagowane przez byłego perkusistę, tym razem sekcji rytmicznej słuchało się ze sporą przyjemnością. Robiła wrażenie intensywna praca rytmiczna gitary oraz złożone riffy będące nową jakością zbudowaną na fundamentach znanych z poprzednich nagrań. Wokalnie McLaren wspiął się na wyżyny, który zrezygnował z rozwrzeszczanego zawodzenia na rzecz dość brutalnego śpiewu z odchyłami ku wysokim rejestrom. Kawałki wróciły do swojego "normalnego" czasu trwania i jedynie Edge Of The Razor miał więcej niż cztery minuty. Instrumentalna rzeźnia Marshall Arts rozpoczynała słuchowisko przechodzące w kąsliwy Hypertension. Tytułowy Violent Restitution po krótkiej serii perkusyjnego ataku, Dave Carlo wjeżdżał z dziwacznym jazgotliwym motywem gitarowym. Reszcie materiału również należała się cała seria pochwał, a specyficzna dla Kanadyjczyków thrashowa rozróba została wzbogacona o nowe pierwiastki. To był stary dobry Razor, a jednocześnie Razor jakiego jeszcze nikt nie słyszał.
W 1989 wydalono z zespołu Stace`a McLarena, który miał spore grono "wyznawców". Całe szczęście przyjęcie Boba Reida okazało się strzałem w dziesiatkę. Poza unikalną chrypkę potrafił on znakomicie operować swym głosem. Sama muzyka z [7] też nabrała większego pazura, a Razor wydobył kwintesencję swej wściekłości. Skomponowane muzyka była co prawda prostsza niż dotychczas, w zamian uderzała większą agresją. Całości dopełniły dosadnie napisane teksty, w głównej mierze dotyczące przestępczości, gniewu i frustracji. Słychać, że znaleziono tu ujście dla głęboko drzemiącej złości. Violence Condoned stanowił ilustrację dla autentycznej historii z koncertowego życia Razor - pewnego wieczoru, gdy kwartet szykował się do wyjścia na scenę, właściciel stwierdził, że nie zapłaci im za koncert. Muzycy nie zagrali, a głodni thrashu fani zdemolowali cały lokal. Reszta albumu także orbitowała wokól zniszczenia, prezycji i chwytliwości. To była jedna wielka thrashowa inwzja, choć raziła zbytnia jednowymiarowość utwórów. [8] nie był niczym specjalnym, w dodatku muzycy zastosowali automat perkusyjny. W 1992 muzycy zdecydowali się zawiesić działalność, a Reid, Armstrong i Oosterbosch powołali do życia projekt SFH (nazwa oznaczała SamFuckingHaim i nawiązywała do święta samhain), który wydał dwa heavymetalowe albumy (One Of Those Days w 1992 i All You Can Eat w 1994). W 1994 wydano podwójną kompilację Razor Exhumed. Carlo wskrzesił Razor w 1997, nagrywając wkrótce [9].
Mike Campagnolo grał potem w progresywno-folkowym Adrian Raso (Electric Medusa w 2004 i Black Mamba w 2005). Mike Embro zmarł 5 stycznia 2026 w wieku 63 lat z powodu zapalenia płuc.

ALBUM ŚPIEW GITARA BAS PERKUSJA
[1-5] Stace McLaren David Carlo Mike Campagnolo Mike Embro
[6] Stace McLaren David Carlo Adam Carlo Rob Mills
[7] Bob Reid David Carlo Adam Carlo Rob Mills
[8] Bob Reid David Carlo John Armstrong -
[9] Bob Reid David Carlo John Armstrong Richard Oosterbosch
[10] Bob Reid David Carlo Mike Campagnolo Rider Johnson

Richard Oosterbosch (ex-S.F.H.), Rider Johnson (ex-Burning Caskets)

Rok wydania Tytuł
1984 [1] Armed And Dangerous EP
1985 [2] Executioners Song
1985 [3] Evil Invaders
1986 [4] Malicious Intent
1987 [5] Custom Killing
1988 [6] Violent Restitution
1990 [7] Shotgun Justice
1991 [8] Open Hostility
1997 [9] Decibels
2022 [10] Cycle Of Contempt

          

      

Powrót do spisu treści