
Amerykańska grupa powstała w 2010 w Filadelfii. Na [3] znalazły się dwa utwory z wypuszczonej wcześniej EP-ki. Kwintet zaserwował sabbathowe riffy o przyjemnym przesterze i stonerowym ciężarze. Otwierający [4] Heavy Blanket od razu wchodził mocnym gitarowym riffem świetnie podbijanym organami. Ekipa nigdzie nie pędziła, grając dostojnie i umiejętnie dawkując elementy twórczości Blood Ceremony, Jex Thoth i Danava. Nałożone na siebie ścieżki wokalne Jillian Taylor sprawdzały się w takiej stylistyce fantastycznie - frontmenka nie wyrywała się do drapieżnych krzyków i nie forsowała głosu, ale też nie pozwalała się zepchnąć instrumentalistom na dalszy plan. Pomimo walcowatych riffów, numery były bardzo melodyjne, a okraszono je ścianą soczystego dźwięku. W zbliżonym tempie do pierwszego kawałka utrzymano Vast Acid - fani Black Sabbath, Kadavar czy Uncle Acid & The Deadbeats byli wniebowzięci. Gitara Scarperii serwowała tony klasycznie przyjemne - było trochę fuzzu, ale z głebokim dołem. W niemal 9-minutowym Tomorrow Never Comes zaskakiwało delikatne wejście, ale daleko było od jakiegokolwiek elektro-folku. Po niespełna minucie wchodził ciężkawy riff i całość natychmiast nabierała mocy. Niedługo przed końcem czwartej minuty ten dotychczas sunący powoli walec, nagle zaczynał lekko przyspieszać. W The Unholy Behemoth ponownie główną rolę grała jazgocząca gitara, doskonale uzupełniana przez organy na tle nieco psychodelicznych klimatów, dzięki różnym efektom wyczarowanym w tle. W Demons szybko i dynamicznie nie było cały czas, ale pierwsze dwie i pół minuty wystarczało, by nieco przewietrzyć tę duszną piwnicę i wprowadzić nieco ożywienia. Istną rewolucję natomiast wnosił tytułowy Valley Of The Snake, niesiony przez większość czasu brzmieniami akustycznymi. Przy tym pozornym spokoju był to wciąż pełen mocy numer (na ostatnie trzy minuty wchodziła pełna moc elektryków). Ruby The Hatchet znakomicie połączyli doom-rockową głębię, ślady stonerowego ciężaru, wpływy blues-rocka i psychodeliczny sos. Łatwo było krytykować zespół zarzucając mu odgrzewanie starych patentów - wszystko jednak zagrano bardzo przyjemnie, a głos Taylor idealnie wpisywał się w całokształt muzyki.
[5] brzmiał bardziej kosmicznie, ale mniej walcowato. O ile wcześniejsze płyty w dużej mierze wypełniły ciężkie powolne numery wgniatające w ziemię klimatem i mocą gitar, o tyle tutaj kwintet zagrał dynamiczniej, szybciej i bardziej hard rockowo. Killer czy Pagan Ritual miały niemal radiowy status - oczywiście w rozgłośniach grającym muzykę niszową. Nadal zaletę stanowiły pojedynki gitarowo-organowe i głos Taylor, nie usiłujący za wszelką cenę wychodzić na pierwszy plan, raczej wtapiając się w aranżacje i uzupełniający muzyczne tło. Oprócz tych nieco prostszych numerów, wrzucono klimatyczną psychodelię (otwierający Planetary Space Child). Interesująco wypadłThe Fool, umiejetnie łączący ciężar i pewną zamierzoną powtarzalność motywów z interesującym tłem klawiszowym i wielościeżkowym tajemniczym wokalem. Zdecydowaną zmianę przynosił Symphony Of The Night z przyjemnym motywem basowym na początek i stylistycznie łączącym Tool z The Doors. W połowie drugiej minuty zespół zwiększał ciężar, ale nie zmieniało się leniwe tempo, dzięki czemu całość zaczynała stopniowo wciągać i skłaniać do rytmicznego bujania się. Do spokojniejszych nawiedzonych brzmień zespół powracał w zamykającym całość Lightning Strikes Again z delikatnym gitarowym wstępem i obłędnymi organami w tle. Jedyną wadą krążka była produkcja ze zbyt rozmytym dźwiękiem, dochodzącym jakby przez ścianę.
| ALBUM | ŚPIEW | GITARA | ORGANY | BAS | PERKUSJA |
| [1-6] | Jillian Taylor | John Scarperia | Sean Hur | Mike Parise | Owen Stewart |
| Rok wydania | Tytuł |
| 2012 | [1] Ouroboros |
| 2014 | [2] Eliminator EP |
| 2015 | [3] Aurum EP |
| 2015 | [4] Valley Of The Snake |
| 2017 | [5] Planetary Space Child |
| 2022 | [6] Fear Is A Cruel Master |
