
Włoski kwartet powstały w 2010 w Mediolanie. Na debiutanckiej płycie przedstawił tradycyjny heavy, czerpiący inspiracje z amerykańskiego heavy lat 80-tych (bezbarwne Evil Nightmares czy No Hope), a także z NWOBHM i wpływy Iron Maiden przeważały w Mayday oraz solówce w We Rule The Night. Ogólnie popisy Mattia Baldoniego były dynamiczne, ale zawierały w sobie sporo bałaganu i nerwowości skrywanej pod pozornym metalowym luzem. Miało się wrażenie, że zespoł grał mocno przekształcone covery, głośne i przerysowane. Limpieza De Sangre przyjmował oblicze mixu stylów Lizzy Borden i znów Iron Maiden, choć pojawiający się tutaj łagodny fragment dawał chwilę oddechu od nachalnego heavymetalowego natarcia. Pół-balladowy Alone można było wysłuchać bez zniecierpliwienia, w końcu Włosi zaprezentowali godną uwagi melancholię, dumną epickość i dramatyczne solo gitarowe. Wreszcie Valentini dobrze wypadł za mikrofonem, rezygnując z męczącego wysokiego wokalu. Trochę zabawy hard`n`heavy w prymitywnym Highway Blues nie robiło pozytywnego wrażenia i wypadało blado na tle wojenno-powermetalowego Sutjeska, dotyczącego historii bitwy partyzantów jugosłowiańskich z Niemcami w czasie II wojny światowej (znów maidenowe zagrywki). Z całej ekipy najlepiej wypadł basista Paolo Pontiggia. Brzmienie płyty dobre, a w realizacji sekcji rytmicznej nawet bardzo dobre. Zapewne masywniejsza gitara w tym kontekście robiłaby lepsze wrażenie. Spośród zespołów wchodzących na scenę z neotradycyjnym metalem, najtrudniejsze zadanie stało przed tymi, które mocno wzorowały się na najsłynniejszych i najbardziej rozpoznawalnych kapelach. Ruler zaprezentował się jednak mało przekonująco w obranej przez siebie maideno-podobnej konwencji.
Sześć lat muzycznych przemyśleń i nowa sekcja rytmiczna wywodząca się z kapeli thrashowej - tak nadszedł [3], nie prezentujący niczego nowego, poza faktem przenosin poza stylistycznymi wpływami amerykańskiego metalu. Maidenowe wtręty nie zanikły całkowicie - Black Hand stanowił mix grania NWOBHM i ekspresji wokalnej typowej dla US Power. Valentini czuł się w takim sposobie dość swobodnie i jego wysokie zaśpiewy wypadły wiarygodnie. Ruler grał heavy metal jakiego powstało zbyt dużo, zwłaszcza we Włoszech. Granie energiczne i dobrze zagrane, ale całkowicie nierozpoznawalne - niby przebojowo i zawadiacko, ale bez własnej tożsamości (Queen of Danger, Prisoners In Hell, The Shunt). Znalazło się miejsce na trochę flirtu z radiem w piosenkowym w złym słowa znaczeniu w Melanie, który mocno kontrastował z ponurym i niepokojącym instrumentalnym Descent Into Hades. Ten pseudo-okultystyczny kawałek po dobrym początku rozmywał się niezrozumiałych aranżacjach i zmianach klimatu. Ruler poważył się nawet na 8-minutowy Airstrip 1 z dobrymi dramatycznymi partiami wolniejszymi, ale całościowo to był po raz kolejny mało wyrazisty heavy metal o ambicjach poniekąd epickich. Pewien błysk nadziei pojawiał się na początku Alibi, ale szybko popadał w heavymetalowe średniactwo z niepotrzebnie łagodnym refrenem. Płytę cechowało selektywne brzmienie wszystkich instrumentów w tym fantastycznie ustawionego basu, ale z drugiej strony ujawniało małe zaangażowanie perkusji.
| ALBUM | ŚPIEW | GITARA | BAS | PERKUSJA |
| [1-2] | Daniele `DFV` Valentini | Mattia Baldoni | Paolo Pontiggia | Rosario Alcaro |
| [3] | Daniele `DFV` Valentini | Mattia Baldoni | Mirko Negrino | Steve Bianco |
Paolo Pontiggia (ex-Rapid Fire), Mirko Negrino / Steve Bianco (obaj ex-Endovein)
| Rok wydania | Tytuł |
| 2012 | [1] Evil Nightmares |
| 2013 | [2] Rise To Power |
| 2019 | [3] Descent Into Hades |
