Amerykański zespół powstały w 1984 w Sacramento pod nazwą City Kidd. Nazwę zmieniono podczas nagrywania debiutu - była hołdem dla Nicoli Tesli, genialnego serbskiego inżyniera i wynalazcy. Już na debiucie ekipa przedstawiła dynamiczną muzykę łączącą hard rock i glam metal z zastosowaniem zabarwienia bluesowego, a publiczności spodobały się przede wszystkim: vanhalenowy Cumin' Atcha Live, Gettin' Better z przesterowanymi gitarami (wykorzystany po latach w grze komputerowej "Grand Theft Auto: Vice City") i ballada We're No Good Together. Wielu krytyków powszechnie wychwalało płytę jako dorównującą pod względem ustanawiania nowych standardów pierwszej płycie Montrose. Dodatkowy wymiar nagrał materiałowi śpiew Jeffa Keitha, idealnie brzmiący w stylistyce amerykańskiego hard rocka jak w Love Me w konwencji Kiss. Promowany videoklipem Modern Day Cowboy startował dynamicznie, potem budowano nastrój czystymi gitarami i głosem Jeffa, by nagle zaatakować zestawem ostrych dźwięków dopełnianych mocnym rytmem perkusji. Ekipa ogrywała ten schemat kilkakrotnie aż do solówki będącej prawdziwym majstersztykiem (wpierw neoklasyczne zagrywki, potem najeżony flażoletami i nawiązujący do bluesa hard rock). Solidna dawka rock'n'rolla (znów nieco w stylistyce Van Halen) to Cover Queen - muzycy mieli kilka bardzo dobrych pomysłów, niestety ich połączenie w jeden numer nie okazało się zbyt fortunne - wstęp, zwrotki i refreny są jakby z zupełnie innych bajek. Na koniec trafił dość intrygujący Before My Eyes - numer rozpoczynał się złowieszczymi dźwiękami, potem kilka zagrywek zapożyczonych od wczesnego Scorpions i kilka rozwlekłych riffów narzucało zbyt senną atmosferę. Tesla nagrało krążek dobry, którego ogólny obraz psuło niestety niedopracowane brzmienie - dziwiło to w czasach, kiedy w tym 1986 roku ukazała się cała masa albumów brzmieniowo wręcz wypieszczonych. Płyta ostatecznie doszła do 32 miejsca na liście Billboardu i zwróciła na Teslę uwagę szerszej publiczności.
[2] świadczył o szybkim dojrzewaniu formacji, czego dowodem był zestaw nagrań bardziej dopracowanych, nasyconych zaraźliwymi riffami i subtelnymi frazami. Kompozycje zwracały na siebie uwagę wzajemnymi pojedynkami duetu Hannon-Skeoch (elektrycznych i akustycznych). MTV często emitowało teledyski do Love Song, blues-rockowego Heaven's Trail (No Way Out) oraz The Way It Is. Płytę (także jej tytuł i okładkę) poświęcono pamięci Nikoli Tesli, którego we wkładce określono jako wynalazcę odbiornika radiowego, a nie Guglielmo Marconiego. Sympatię fanów zdobył ponadto zaczynający się tajemniczo Flight To Nowhere, rozwijający się powoli, głównie dzięki genialnej partii gitary we wstępie. Zespół udowodnił, że potrafił magnetyzować swoją muzyką bardziej niż jakakolwiek indukcja odkryta przez uczonego. 23 czerwca 1998 (dziewięć lat później) album osiągnął status podwójnej platyny. Utwory promowano na trasie z Def Leppard i Poison, podczas której Jeff Keith nosił ubrania w stylu Stevena Tylera z Aerosmith, a Hannon upodabniał się do Joe Perry'ego.
Niezwykłym osiągnięciem był zagrany akustycznie na żywo [3] w "Trocadero Theatre" w Filadelfii. Nagrano go bez poprawek, a wypełniły go kompozycje innych zespołów. Płyta podkreśliła poczucie humoru muzyków, niemalże ich techniczną doskonałość i zdolność łatwego nawiązywania kontaktu z widownią. Największą popularność zyskała przeróbka Signs Five Man Electrical Band (nowa wersja zawierała kilkakrotnie słyszalne słowo "fuck"), jak również Mother's Little Helper The Rolling Stones, Lodi Creedence Clearwater Revival oraz We Can Work It Out The Beatles. Z kolei [4] ukazał z jaką łatwością Tesla potrafiła wrócić do energetycznych hard rockowych numerów, po raz kolejny wychodząc poza ustalone ramy i sprawiając trudności fachowcom od szufladkowania. W listopadzie 1993 płyta zyskała status platynowy. [5] także był dobry, nie zyskał jednak popularności poprzedników, okrywając się "jedynie" złotym kruszcem. Była to opinia niesłuszna, gdyż grupa po raz kolejny przedstawiła swoje zamiłowanie do produkcyjnego przepychu. Nie chodziło w tym przypadku o szerokie instrumentarium, raczej o brzmienie i pomysłowe aranżacje utworów. Krążek wydawał się ostrzejszy niż poprzednie, jednak założenia przyjęte od początku kariery pozostały. Bogato brzmiące akordy oznajmiały nadejście Invited, nasuwający pewne skojarzenia z Images And Words Dream Theater, choć bez zaawansowanych kombinacji. Dziwną hybrydą był Shine Away, mieszający w sobie wpływy Queensryche i Alice In Chains. Długi wstęp do She Want, She Want nieco irytował, ale zaraz po nim kapela rekompensowała to klasycznym brzmieniem, wprowadzającym trochę światła. Kolejne kontrowersje wiązały się z Earthmover, w którym po raz drugi nawiązywano romans ze stylem Alice In Chains w zwrotce. Spokojne momenty kontrastowały z drapieżniejszym rockowym graniem w Rubberband, z wyczuwalnymi ukłonami w stronę Queensryche z delikatna nutą a la Santana w refrenie. Tesla w większości pokazała klasę i to w czasach, kiedy inni zawodzili lub przestawiali się na młodzieżowe granie. To nie był czas hard rockowych herosów i Tesla po wydaniu tego krążka zawiesiła działalność na długie lata, a Tommy Skeoch udał się na długotrwały odwyk narkotykowy.
Nagrany po dekadzie przerwy [6] przeszedł zupełnie bez echa. Po dołączeniu Dave'a Rude'a zrealizowano dwa krążki z rockowo-bluesowymi coverami z lat 60-tych i wczesnych 70-tych, m.in. Space Truckin' Deep Purple, Bad Reputation Thin Lizzy, Thank You Led Zeppelin, Rock Bottom UFO i Dear Mr.Fantasy Traffic na [7] oraz All The Young Dudes Mott The Hoople, Make It Last Montrose, Not Fragile Bachman-Turner Overdrive, I Want To Take You Higher Sly & The Family Stone i Saturday Night Special Lynyrd Skynyrd na [8]. W skład minialbumu [9] weszły unowocześnione wersje starych klasyków Tesli oraz przeróbki (I Love You Climax Blues Band, Everything I Own Bread, I'd Love To Change The World Ten Years After), jak również kolędy Silent Night. Na [10] też postawiono na pewnie zagrane i odśpiewane refreny na tle nienagannej techniki i selektywnej produkcji. Tesla zaprezentowali pół-akustyczną balladę Just In Case, łagodny Fallin' Apart, nieco melancholijny Breakin' Free i nowocześniej brzmiący In A Hole Again w stylistyce alternatywnego amerykańskiego rocka. Mocniejsze zakończenie w postaci The Game złagodzono delikatniejszymi refrenami. Po raz kolejny zespół udowodnił, że nie grał dla mas, tworząc wysublimowany bluesowy hard rock, w którym przebojowość nie zawsze wynikała z prostoty. Brak czytelnego czadu i podanej na tacy chwytliwości odróżniało formację od dziesiątek innych epigonów, których dokonania często zlewały się w jedno.
[10] już od kompozycji tytułowej zwracał uwagę soczystym brzmieniem i szorstkim głosem Keitha. Nijaki I Wanna Live nie wiedzieć czemu wybrano na singiel promujący tą płytę. To dziwiło, gdyż znalazło się to wiele znacznie bardziej interesujących kawałków, jak chociażby żywiołowy One Day At Time. Grupa nie zapomniała jak grać ciekawe ballady, których przykładem były Just In Case oraz Falling Apart. Nie była to płyta wybitna, a zespół jakby osiadł na laurach dawnej sławy. [12] startował MP3 - kompozycja wyrażała pogardę wobec popularnego formatu zapisu muzyki. Od strony melodycznej numer rozpoczynał się przednio od wpadających w ucho melodii i solówek (te przypominały zakończenie słynnego Hotel California The Eagles). Dalej niestety początkowy optymizm wygasał, bo formacja stawiała na pozbawione energii riffy, którym wtórował pozbawiony życia głos Keitha. To już nie były te czasy co na pierwszych krążkach i słuchacz musiał się tą myślą oswoić. Ricochet z balladowym wstępem przypominał za bardzo dokonania Tyketto, a wraz z Rise And Fall zaliczano powrót do stylistyki z numeru pierwszego, choć było łagodniej. Ballada So Divine mogła przypaść do gustu fanom Pull Winger czy też Dysfunctional Dokken. Southernowe elementy pojawiały się w Cross My Heart, ale w takim repertuarze Tesla nigdy nie prezentowała się najlepiej. Bardziej rockowo, choć zarazem z dodatkiem country-bluesa w środku, było w Flip Side i temu podobnych utworów na tej płycie było po prostu za mało. Break Of Dawn słaby w modern rockowym podejściu, a Burnout To Fade przelatywał beznamiętnie jako kolejna ballada w stylu modern rock/country. Dużym potknięciem był również Time Bomb - kawałek mało melodyjny, rozwlekły i odegrany na siłę. W efekcie grupa zafundowała fanom album wypełniony w 70% balladami.
Dyskografię uzupełniają składanki Times Makin' Changes - The Best Of Tesla z 1995 oraz The Millennium Collection: The Best Of Tesla z 2001, podwójna koncertówka Replugged Live z 2001 oraz zapis pojedynczego koncertu Standing Room Only z 2002.

Późniejsze losy muzyków Tesla:

ALBUM ŚPIEW GITARA GITARA BAS PERKUSJA
[1-6] Jeff Keith Frank Hannon Tommy Skeoch Brian Wheat Troy Luccketta
[7-13] Jeff Keith Frank Hannon Dave Rude Brian Wheat Troy Luccketta

Troy Luccketta (ex-Eric Martin Band)

Rok wydania Tytuł
1986 [1] Mechanical Resonance
1989 [2] The Great Radio Controversy
1990 [3] Five Man Acoustical Jam (live)
1991 [4] Psychotic Supper
1994 [5] Bust A Nut
2004 [6] Into The Now
2007 [7] Real To Reel
2007 [8] Real To Reel 2
2007 [9] A Peace Of Time EP
2008 [10] Forever More
2011 [11] Twisted Wires & The Acoustic Sessions...
2014 [12] Simplicity
2019 [13] Shock

          

          

Powrót do spisu treści