
Ukraiński zespół założony w 2007 w Kijowie. Nazwą nawiązał do Vindemiatrix, gwiazdy Epsilon Virginis w gwiazdozbiorze Panny. Jej wschód na porannym niebie w czasach starożytnych był sygnałem do rozpoczęcia winobrania. [2] łączył w sobie doomowe riffy, deathmetalowy wokal, melodyjne solówki, fortepianowe interludia i eklektyczne tekstami obejmujące język angielski, francuski i sanskryt. Krążek próbował sięgać do spuścizny Saturnus i My Dying Bride, ale to wszystko muzykom słyszalnie się nie kleiło. Grupa skoczyła na zbyt głęboką wodę, próbując mało umiejętnie jednocześnie stworzyć odpowiedni ciężar i klimat - to byłą droga donikąd. Zbyt wiele tu było treści i eksperymentów (psychodeliczno-jazzowe improwizacje), kompozycje były nazbyt skomplikowane i złożone. Stylistycznie materiał sięgał ku zbyt rozległym horyzontom, a post-metalowe aranżacje nie harmonizowały z tymi stricte metalowymi. Ta muzyka nie wciągała także emocjonalnie, nawet podczas kolejnych przesłuchów. Formacja zbyt szybko chciała odróżnić się od konkurencji, próbując stworzyć coś autentycznie własnego. W rezultacie powstała skierowana do nie wiadomo kogo hybryda funeral doomu, doom/deathu, ekstrawaganckiego dark metalu i post metalu.
W ciągu kolejnych kilku lat w składzie doszło do przetasowań. Siergiej Pochwala został jedynym gitarzystą, przyjęto także utalentowanego bębniarza Igora Babajewa. Na [4] trafiły zaledwie cztery kompozycje, ale trwające razem 97 minut. Tekstowo eksplorował mityczne archetypy poświęcenia i odrodzenia, zyskując uznanie w kręgach undergroundowego doomu dzięki zaprezentowaniu wciągających i letargicznych pejzaży dźwiękowych. To była zupełnie inna płyta niż poprzednia: jakościowo, gatunkowo i wykonawczo. W końcu udało się przekuć niepohamowane ambicje muzyków w artystyczny sukces, a pełna zaskoczeń muzyka oddawała mroczną atmosferę pełną faktur i niuansów. Znalazło siętu niemal wszystko, lecz tym razem kapitalnie poukładane i zaaranżowane: akustyczna lekkość, zróżnicowane instrumentarium i monolityczne funeralowe kawałki. W niektórych utworach zawarto skandynawski oldschoolowy klimat, choć z pewnością nie definiował on tego albumu całościowo. Kwartet zbalansował niemal idealnie doom/death, atmosferyczny doom i podejście do rocka progresywnego - wszystkie te elementy były obecne na tej płycie w różnych nasyceniach i na różne sposoby, tworząc coś więcej niż suma poszczególnych części. Szczególne uznanie należało się basowi, który wnosił do utworów o wiele więcej, niż można by się spodziewać. Growling Tkaczenki był składową absolutnie niezbędną, dodając numerom odpowiedniego zarysu lirycznego, ale to jego czyste partie naprawdę przyciągały uwagę słuchacza. Dodatkowo w Matarisvan gościnnie zaśpiewała Diana Larionowa z gotycko-metalowego Inferno. Ukraińcy stworzyli wielowymiarowy monolit, bogaty w głębię i treść. Każdy aspekt tego wydawnictwa sprawiał wrażenie, jakby został starannie przeanalizowany, aby upewnić się, że wszystko zostanie przedstawione jak w sugestywnym przekazie samych muzyków.
Na kolejny album trzeba było czekać aż osiem lat i [6] ukazał się w grudniu 2025. Ponownie nagrano cztery kawałki - tym razem krótsze niż poprzednio i trwające razem ponad 47 minut. Zespół był już wówczas kwintetem, gdyż w międzyczasie dołączył drugi gitarzysta Jurij Sirienko. Było to granie, którego fundamentem był miażdżący ciężar funeral doomu z żywą, pełną melancholii melodyjną urodą i filozoficznymi rozważaniami na temat wpływu człowieka na środowisko. Smutne, nastrojowe i bogate w emocje utwory pozostawiały po sobie progresywny ślad, otaczając potężnymi doomowymi przestrzeniami, jednocześnie uwodząc rozległością. Utwory nie były jednolicie mroczne i ponure, akcentując raczej grę między rozproszonych światłem a potęgą cienia. Każdy numer posiadał swój własny charakter w ramach dobrze sformułowanej całości i krążek wydawał się po raz kolejny kompletny i dopracowany, dając wystarczająco miejsca grupie do wyrażenia wszystkich aspektów ich wielobarwnego brzmienia. Od tradycyjnego doom metalu po współczesny doom/death, od lodowych gór zagłady po przemyślane progresywne wędrówki, od krzyków i growlingu po emocjonalny czysty śpiew – Vin de Mia Trix nigdy nie pozwalał, by poziom jakości spadł poniżej wyjątkowego. Było to o tyle fascynujące, że płyta powstała przecież w kraju ogarniętym wojną. 13-minutowy Exit Glacier zaczynał się od przesterowanych akordów, powoli włączających prostą, ale przejmująco piękną gitarę prowadzącą. Kiedy Andrij Tkaczenko wchodził swoim growlem, struktura utworu pozostawała ta sama w przyjemnie hipnotyzujący sposób, choć systematycznie budowała więcej dynamiki. Aranżacja przekształcała się w melodyjną drugą część stanowiącą podstawę dla czystej partii śpiewu, przesiąkniętej nostalgią Bliskiego Wschodu. Przez ostatnie trzy minuty epickie wrażenie przerywała świadomie zagrywka gitary podobna do Forest Of Equilibrium Cathedral, podczas gdy wokal brzmiał ostrzej (lekko blackmetalowo). W rezultacie utwór z jednej strony brzmiał niczym tradycyjny doom/death, a z drugiej ociekał post-metalowymi klimatami w najlepszym wydaniu. Ferissian Void startował energiczniej, z niemal jazzową linią basu, uzupełnioną gitarowymi zagrywkami na wzór The Wounded Kings. Po progresywnym instrumentalnym łączniku, następowała niemal technicznie-deathmetalowa część, po której wchodziło funeral doomowe zakończenie. Automonument był nieco słabszy i osadzony w stylu oldschoolowego doom/death, z kilkoma standardowymi partiami doomowymi - generalnie zabrakło tutaj majestatycznej aury dwóch poprzednich utworów. Na koniec The Arnheim Domain, przywracający bardziej nastrojowy styl, choć z nutą dysonansu. Produkcja była wystarczająco zrównoważona, by dać każdemu instrumentowi przestrzeń, jednocześnie brzmiąc naturalnie i nieprzesadnie dopracowanie - korzystnie wpływając na całość brzmienia i jednocześnie poświęcając wystarczającą uwagę szczegółom. Płyty słuchało się z przyjemnością, gdyż komfortowo oscylowała na granicy tradycyjnego doom/deathu i funeral doomu z progresywnymi fragmentami i post-metalowymi ozdobnikami.
Andrij Tkaczenko śpiewał w doom/deathowym Human Collapse (Darkness To Fall w 2014) i w post-blackowym N-O (Adrestia w 2017, EP-ka Isolates w 2019 oraz Fallen w 2021).
| ALBUM | ŚPIEW | GITARA | GITARA | BAS | PERKUSJA |
| [1] | Andrij Tkaczenko | Siergiej Pochwala | Siergiej 'Sathor' | Oleksandr Winogradow | Wiktor Samyłkin |
| [2-4] | Andrij Tkaczenko | Siergiej Pochwala | Oleksandr Winogradow | Igor Babajew | |
| [5-6] | Andrij Tkaczenko | Siergiej Pochwala | Jurij Sirienko | Oleksandr Winogradow | Igor Babajew |
| Rok wydania | Tytuł |
| 2009 | [1] El Sueno De La Razón Produce Monstruos EP |
| 2013 | [2] Once Hidden From Sight |
| 2015 | [3] Live In Kharkiv (live) |
| 2017 | [4] Palimpsests (2 CD) |
| 2022 | [5] Waves / Stars EP |
| 2025 | [6] This Landscape Is Alive |
