Tajemnicza grupa założona w islandzkim Ólafsvík w 2017 przez czterech anonimowych muzyków. Nazwa w rodzimym języku oznaczał "zjawę". Jedyny album wydała armeńska (!) wytwórnia Funere - trafiły na niego trzy ponad 12-minutowe numery, ponumerowane po rzymsku. Ten funeral doom przybrał postać majestatycznego requiem, opartego na grobowych szeptach martwych demonów. Rytmy rozpadały się, przy okazji przechodząc jeden w drugi - nie poprzez stopniowe zmniejszanie tempa do zera, lecz operując w jazzującej przestrzeni wypełnionej przez pozbawione znaczenia sekwencje odizolowanych rytmów. Gra gitary momentami przypominała funeralowe zagrywki grup z Finlandii, przede wszystkim z kultowym Thergothon, ale również z Profetus i Skepticism. Przy okazji ekipa sięgała do motywów znanych z depresyjnego black metalu i sludge: tu krzyk, tam dręczące zawodzenie, melodia zalana sprzężeniem zwrotnym, potem długie fragmenty powolnych pulsujących linii basowych, przerywanych archaicznymi efektami o archetypowej gracji. Trzy kompozycje sprawiały wrażenie rozpadających się kosmicznych mgławic, w których każdy akord, każde uderzenie i każdy drone oznaczały ślad istnienia wyłaniającego się z niebytu. To nie była tęsknota za śmiercią jak w Nortt, ale sam ostatni oddech i zanikająca świadomość, która następnie kiełkowała z nicości w nowe "ja". Zespół porzucał zarówno romantyczne spojrzenie na sprawę, jak i przerażający los każdego istnienia - w zamian stawiając na muzyczne zobrazowanie samej pustki. Zazębiające się riffy wraz z głosami, które ledwie można było ludzkimi – wszystko to zmierzało do rozpadu pulsującej tkanki intensywności, która opierała się wszelkiej formie - tak jakby album miał być echem wrażeń po zakończeniu wrażeń. W tym schrödingerowym bycie/niebycie kryła się prawda, którą niemiecki socjolog/filozof Theodor Adorno nazwał w XX wieku "prawdą brzydoty" - była to estetyczna negacja, w której piękno jawiło się jedynie jako wspomnienie tego co utracone. U Vofy materializowało się to jako nieuchwytne poczucie utraty i zapomnienia. Płyta Islandczyków brzmiała jak metapogrzeb samego funeralnego doomu, który po zasłużonym odpoczynku rozbrzmiewa z niebytu i odnajduje swoją godność właśnie w nicości.

ALBUM ŚPIEW GITARA BAS, ŚPIEW PERKUSJA
[1] ? ? ? ?


Rok wydania Tytuł
2019 [1] Vofa

Powrót do spisu treści