Niemiecki zespół powstały w 1998 w Monachium. Z początku tworzyli go tylko niemiecki multiinstrumentalista Daniel Pharos i francuski wokalista Maximilien Varnier, nagrywając w kwietniu 1999 demówkę "Last Tape Before Doomsday". Nieokiełznana żądza metodycznego komponowania Pharosa stała w sprzeczności do pragnienia Varniera dążenia do undergroundowej autentyczności. Te kontrastujące ze sobą osobowości doprowadzały dp dziwnych sytuacji - przykładowo "Szalony Max" którego dnia zupełnie niespodziewanie oznajmił, że chce założyć kilka zespołów. Ostatecznie Varnier mamrotał coś do utworów stworzonych przez Pharosa. Ten pierwszy wnosił wściekłość i charakter, a ten drugi - odpowiednio doomowy smutek. Jesienią 2000 rozpoczęto nagrania na debiutancki album. Na przełomie 2000 i 2001 jednak Varnier coraz częściej tracił panowanie nad sobą. Był zatwardziałym nihilistą z autentyczną pasją do metalu, ale podczas dłuższej wizyty w Kanadzie, zaszokował przyjaciół obciętymi do skóry włosami. Był coraz bardziej niezrównoważony, co ostatecznie doprowadziło do tragedii. 23 czerwca 2001 podczas podróży do kanadyjskiego miasta Alberta, Varnier wspiął się na most w Edmonton, wznoszący się 87 metrów nad rzeką Saskatchewan Północny. Towarzyszący mu przyjaciel próbował go powstrzymać, ale otrzymał od Varniera cios w głowę. Po czym Maximilien skoczył do wody, której głębokość nie przekraczała trzech metrów. Jego ciało odnaleziono dopiero po tygodniu.
Daniel Pharos przez kilka lat nie mógł się otrząsnąć po tym wydarzeniu. Dopiero w 2004 rozpoczął proces dokończenia debiutanckiego albumu, który był kontynuacją demówki. Udało mu się odzyskać część wcześniej nagranych wokali Varniera, które następnie wykorzystał w trzech kompozycjach: The Altar And The Choir Of The Moonkult, I Am The End oraz przeróbce Solitude Aeturnus Mirror Of Sorrow. Krążek był zagadkowy i opowiadał historię mężczyzny, który budzi się na kamiennym ołtarzu i odkrywa, że znajduje się na post apokaliptycznym pustkowiu, a znany mu świat legł w gruzach. Pozornie ostatni człowiek na Ziemi, błąka się przez chwilę pogrążony w lęku, zanim natknie się na bezimienny kult, który wierzy, że Ziemia została oczyszczona z grzechów. Bohater wyrywa się ze szponów członów kultu i pogrąża w rozpaczy, zanim poddaje się kultowi, godząc się na swój los i witając śmierć w chwili ukrzyżowania. Płyta poszerza granice funeral doomu tak daleko jak to było możliwe, nie wchodząc jednocześnie na dronowe terytorium. Stylistycznie Pharos wzorował się na dokonaniach Mournful Congregation i Thergothon, ale przemycał również motywy Sunn O))) w takich numerach jak All I Ever Knew Lie Dead czy Graveyard Horizon. Riffów było niewiele, a utwory bazowały na brzęczących akordach, przerywanych rzadką perkusją w tle i żałobnymi gitarowymi solówkami, które unosiły się gdzieś w oddali. Bas był słyszalnie "suchy", co mogło być efektem zamierzonym, podczas gdy klawisze naśladowały kościelne organy. W tej muzyce czuć było intencjonalny zastój, nic jakby nie "szło do przodu" (przykładowo za pomocą progresji akordów czy spójnych uderzeń perkusji). Stwarzało to wrażenie, że utwory stanowiły nieprzeniknione ściany dźwięku, wypełniając lukę między tradycyjnie skonstruowaną muzyką a dronami. Niczym na złotej tacy, podano tu w oczywisty sposób udrękę i przytłaczające myśli samobójcze. Słuchacz musiał stawić czoła osobistym demonom, wewnętrznym zmaganiom i stawał przed decyzją czy w ogóle warto dalej żyć, kwestionując wybory jakich dokonał do momentu włączenia płyty. Płyta spotkała się nieoczekiwanie z dużą krytyką, tak jakby tragiczna historia Varniera rzeczywiście przyniosła zespołowi pewną makabryczną wiarygodność. Zarzucono krążkowi, że przy nieustannym dźwiękowym bólu, nikt nie był w stanie zapamiętać ani jednego riffu - po prostu przez wzgląd na niezwykle złożoną i chaotyczną naturę.
Pięć lat później, Pharos powrócił z Worship, a w studio wspomógł go bębniarz Claus Legarth. [2] oddalał się od prymitywnej przeszłości i zapuszczał się w eksperymentalny funeral doom o lekko progresywnym charakterze. Worship zaprezentował wyższy poziom melodii i złożoności, był jednak równie rozdrobniony jak debiut. To było ponownie granie pełne koszmarów, bezlitosne i mroczne, ale nasycone niezaprzeczalną melodyjnością. Cztery długie utwory trwały łącznie niemal 56 minut. Funeralowe tempa sunęły w ślimaczym tempie, przy okazji zatrzymując się, robiąc trzy kroki do tyłu, potem jeden naprzód, by zaraz skręcić w tę i z powrotem. Emocjonalny wymiar muzyki służył jako przeszkoda, celowo zakłócająca liniowy ruch tego kolosa i te nielinearne aranżacje niosły ze sobą nieprzewidywalność, jakby były wymyślane ad hoc. Daniel Pharos nie trzymał się tradycyjnych dogmatów kompozytorskich, przez co muzyka pozbawiona była stałych temp i struktur, będąc niemal improwizowaną i fragmentaryczną. Zawodząca płaczliwa gitara generowała melodie na tle szarego rozpadającego się wszechświata zdegenerowanych muzycznych krajobrazów, reprezentowanych przez monstrualne wokale i potężna perkusję. Słuchanie [2] stanowiło nie lada wyzwanie, gdyż słuchacz zderzał się z niezliczonymi pokładami bólu i w rezultacie tylko wybrani byli w stanie docenić atonalne treści, które niosły ze sobą emocjonalny ciężar. To była definicja funeral doomu, a zarazem odosobniony manifest tego stylu, jakby zespół zamykał się w swojej własnej odosobnionej kabinie.

ALBUM ŚPIEW, GITARA, BAS, PERKUSJA, FORTEPIAN GITARA ŚPIEW PERKUSJA
[1] Daniel Pharos Martin Tapparo (Maximilien Varnier)
[2] Daniel Pharos Claus 'Sepulchralis' Legarth

Daniel Pharos (ex-Somber Serenity), Maximilien Varnier (ex-Beer Vomit)

Rok wydania Tytu
2007 [1] Dooom
2012 [2] Terranean Wake

  

Powr t do spisu tre ci