
Amerykański zespół założony w 1988 w Tampa na Florydzie. Zadebiutowała serią demówek: "Brutality Version 1" i "Brutality Version 2" - obie w 1988, "Dimension Demented" w 1990 i "Metamorphosis" w 1991. Większość z nich zawierała przewidywalny crossover z wpływami grindcore. Następnie przyszedł singiel Sadistic / Spawned Illusion oraz EP-ka Hell On Earth - obie płytki wydane w 1992 pozwoliły podpisać kontrakt z wytwórnią Nuclear Blast. Pierwsze dźwięki otwierającego debiut These Walls Shall Be Your Grave nie pozostawiały wątpliwości, że formacja prezentowała soczysty, przemyślany i niebanalny death metal. Zwracało uwagę potężne brzmienie i wysoki poziom brutalności, stanowiący połączenie stylów Suffocation, Immolation i Gorefest. Duet Gates-Fernandez serwował interesujące solówki, wiele zmian tempa i łamane aranżacje, ale niewiele ustępowały im fenomenalne partie perkusji Jima Cokera. Powstał album niezwykle równy, chwytliwy i wystarczająco urozmaicony, a numery w rodzaju Crushed, Exposed To The Elements czy fenomenalny Cries For The Forsaken czyniły z płyty jedną z najbardziej niesłusznie zapomnianych pereł ekstremalnego grania. Znalazło się również miejsce dla dwóch kawałków instrumentalnych z wykorzystaniem partii akustycznych i klawiszy: Sympathy oraz Spirit World. Przełomowy charakter tej płyty polegał jednak na czymś innym - na przekroczeniu zwyczajnej percepcję grania ekstremy. Przy całej mocy uderzenia i młodzieńczym wigorze, te ponad 45 minut było intrygująco zakręcony, odważnie melodyjny, obfity w masywne zwolnienia i z wciągającym bagiennym klimatem. Scott Reigel ryczał nienawistnie niczym młody Glen Benton.
Po wymianie gitarzysty, ekipa weszła do studia, by kuć żelazo póki gorące. Płyta wywoływała ambiwalentne uczucia, żeby nie powiedzieć wręcz rozczarowujące. Grupa poepłniła kilka błędów, słyszalnie przewartościowując pewne aspekty swojej muzyki. Na 42 minut złożyło się dziesięć kompozycji, ale aż trzy z nich były instrumentalne, wrzucono także przeróbkę Black Sabbath Electric Funeral. Było to rozdymanie krążka wątpliwą pomysłowością, zakłócano w dodatku spójność całości. Pomimo zmniejszenia wybuchowości, pozostałe kawałki były wystarczająco intensywne, choć pozbawione tak zaskakujących zwrotów akcji jak rok wcześniej (Artistic Butchery, Race Defects, Shrine Of The Master). Kwintet nie wytrzymał presji i nie utrzymał nadzwyczaj wysokiego jakościowego poziomu w swoim death metalu. Tego materiału nie dało się zbytnio entuzjastycznie odebrać właśnie na skutek chaotycznie ułożonej playlisty i sporej liczby zapchajdziur.
Fani czekali na [3] z niepokojem - zwłaszcza, że z zespołu odeszli obaj gitarzyści i zastąpiono ich tylko jednym: Dana Walshem. W dodatku uproszczono logo, co zwykle w historii metalu często wiązało się ze złagodzeniem brzmienia. Na szczęście Brutality postanowił trzymać się swojego charakterystycznego stylu grania - intensywnego i wybuchowego, a zarazem niestroniącego od techniki, specyficznych melodii i solówkowego wymiatania. Co dziwne, basista Jeff Acres w wywiadzie wyjawił, że sami muzycy nie byli specjalnie zadowoleni z rezultatów osiągniętych w studio nagraniowym. Płyta miała istotną przewagę nad [2] - nie zawierała żadnych zbędnych wypełniaczy ani wrzuconego od czapy coveru, a także przebijał tamten materiał objętościowo. Owszem, niektóre numery kontynuowała tematy z drugiego krążka, ale utrzymała większą spójność i lepiej operowała sporą ilością zmian przypadającą na każdy kawałek. Energia i pomysłowość kipiała z większości kompozycji, brzmiąc w dodatku naturalnie i nie powielając zbyt znajomych rozwiązań (Calculated Bloodshed, Destroyed By Society, The Past). Rozwinięto pomysły z debiutu, a przy tym grupa prezentowała się ciekawie zarówno w średnich tempach, jak i tych stricte blastujących. Pomimo nie przyjających metalowi czasów, grupa nie ugięła się modnym wówczas trendom i nagrał solidny deathmetalowy kopniak. Muzykom jednak nie starczyło determinacji i jeszcze w 1996 formacja zawiesiła działalność.
Minęło 20 lat i formacja powróciła z nową płytą, ku uciesze dawnych fanów. Z oryginalnego składu pozostali Reigel i Acres, powrócił również gitarzysta Jay Fernandez. Tylko bębniarz Ruston Grosse był nowicjuszem. [4] brzmiał jakby został wydany zaraz po [3], nie zaś dwie dekady później. Od razu szarżowały jakby nienaruszone czasem charakterystyczne zagrywki, wysoka technika i brutalna jazda na najwyższych obrotach. Kwartet zamiast odgrzewanego kotleta przestawił odświeżony styl, emanujący niewymuszonym wigorem i niewpisujący się automatycznie w patenty znane. Barbarically Beheaded, Perpetual Resolution czy Tribute mogły niektórych oczarować dynamiką, nagłymi zmianami temp czy w końcu ikoniczną brutalnością. Gorzej miała się sprawa z końcówką krążka, ponieważ przeróbka Bathory Shores In Flames pasowała tu do niczego, tylko sztucznie wydłużając czas trwania longplaya. Zdecydowanie lepszym posunięciem byłoby tu dorzucenie na nowo nagranych numerów z EP-ki Ruins Of Humans. Cieszył fakt, że pomimo sporych przeciwności losu na przełomie lat, Brutality ostatecznie sfinalizował swój powrót, ale mógł z tego wykręcić tego nieco więcej, bez zbytecznego rozpychania go cudzą kompozycją.
Dyskografię uzupełniały: singiel Crushed / Artistic Butchery z października 2018 oraz składanka Sempiternity z maja 2022.
Dalsze losy muzyków Brutality:
| ALBUM | ŚPIEW | GITARA | GITARA | BAS, ŚPIEW | PERKUSJA |
| [1] | Scott Reigel | Donald Gates | Jay Fernandez | Jeff Acres | Jim Coker |
| [2] | Scott Reigel | Donald Gates | Bryan Hipp | Jeff Acres | Jim Coker |
| [3] | Scott Reigel | Dana Walsh | Jeff Acres | Jim Coker | |
| [4] | Scott Reigel | Jay Fernandez | Jeff Acres | Ruston Grosse | |
Bryan Hipp (ex-The Darkening), Dana Walsh (ex-Degradation)
| Rok wydania | Tytuł |
| 1993 | [1] Screams Of Anguish |
| 1994 | [2] When The Sky Turns Black |
| 1996 | [3] In Mourning |
| 2016 | [4] Sea Of Ignorance |
