Ukraińska grupa założona w 2002 w Charkowie z inicjatywy muzyków Hate Forest - Sajenki i Blagicha. Drudkh nie tylko doskonale czerpał ze spuścizny Burzum w sferze atmosferycznego black metalu, ale wzbogacił ją o porządną dawkę melodyjności oraz pierwiastka ludowego. Zwłaszcza pierwsze cztery płyty emanowały unikalnym i niepowtarzalnym charakterem. Pewne zastrzeżenia u polskich fanów budziło wczesne zangażowanie polityczne zespołu pod kątem Bandery (umieszczono jego zdjęcie we wkładce [4]), UPA i nacjonalistycznego charakteru, w związku z rzezią na Wołyniu. Sami muzycy deklarowali, że nie wspierali jakichkolwiek ekstremalnych ideologii. Dwie pierwsze w najprostszej linii kontynuwały ścieżki wytyczone przez Burzum na Filosofem. Krążki nasycono duchem natury, zmieniających się pór roku i towarzyszącej im magicznej atmosfery. Wykorzystano odgłosy uderzającego o ziemię deszczu, smagającego korony drzew wiatru i skrzypienia pod nogami śniegu. Słuchacz miał znakomita okazję wyimaginowanej podróży po rozległych ukraińskich stepach, nadbrzeżach Dniepru, groźnych lasów, a także monumentalnych górskich szczytów (zapewne wąskiego łańcucha Karpat Wschodnich, przecinającego południowo-zachodnią część Ukrainy). Ta spirytualistyczna więź z przyrodą była co prawda w mniejszym lub większym stopniu istotną częścią składową black metalu drugiej fali, ale Drudkh wzniósł ten aspekt na prawdziwe wyżyny. Stymulująco na wyobraźnię działała też pewna doza tajemnicy otaczająca oba wydawnictwa, do których nie załączono żadnych zdjęć zespołu ani tekstów.
U podstaw debiutu zatem legły prostota i minimalizm. Kojąca monotonia i powtarzalność przewijających się motywów powodowała, że głębię osiągano w zasadzie dzięki 2-3 riffom składającym się na każdą z trzech kompozycji (wyłączywszy outro będące jedynie odgłosami deszczu i burzy). Łatwo było dać się wciągnąć w nieskomplikowaną zapętloną perkusję, hipnotyzujące gitary i mocno wysunięte agresywne wokale. Był to idealny krążek na wycofanie się, zwolnienie, chwilę zadumy i wycieczkę do nieskażonego cywilizacją świata. Forests In Fire And Gold wyróżniał się zapadającym w pamięć motywem przewodnim oraz będącą chwilowym przełamaniem konwencji solówką na basie. Z początku wściekły i przepełniony blastami Eternal Turn Of Wheel, w końcowych minutach przeradzał się we wspaniały klimatyczny utwór, spowity zamgloną aurą wrześniowego poranka. 16-minutowy majestatyczny False Dawn stanowił idealne podsumowanie tego intrygującego albumu. Choć nie jest tak oszczędny w środkach jak poprzednik, [2] wzbogacał aranżacje o współpracujące z gitarami syntezatory w tle oraz pojawiające się gdzieniegdzie solówki. Do tego perkusista Jurij Sinicki mocno urozmaicił swoją grę, kusząc się nawet o zahaczającą o jazz rytmikę, co o dziwo pasowało i nadawało kolorytu całości. jednocześnie z tego blckmetalowego krążka emanowała specyficzna łagodność, zrezygnowano zupełnie z agresywnych temp. Materiał stawiał na niemal ambientowe stonowanie, przepuszczone przez filtr Filosofem i odarte z hałaśliwego zgrzytu przesterowanych gitar. Nastroje były bardziej zróżnicowane niż na pierwszej płycie, a każdy utwór reprezentował poszczególną porę roku. Wieńczący album i oparty na zapętlonej melodii The First Snow to jeden z najbardziej sugestywnych i malowniczych utworów Drudkh, a wszystko zostało wykreowane jedynie za pomocą klawiszy i gitary. Uwagę zwracał również Wind Of The Night Forests z melancholijnym i powracającym kilkukrotnie motywem wiodącym. W swojej klasie [2] okazał się płytą bezbłędną i wzorcową, zabierającą słuchacz w inny wyidealizowany świat.
[3] przyniósł pewne zmiany, choć Ukraińcyniewątpliwie nadal pozostali wierni swym korzeniom. Tym razem nacisk i ciężar emocjonalny przeniesiono na przedstawienie wizji romantycznej Ukrainy i hołd własnej ojczyźnie. W trzech utworach wykorzystano fragmenty poematów z lat 1841-1848 narodowego wieszcza Tarasa Szewczenki. Uwypuklono pierwiastki ludowe i te elementy tradycyjnego folkloru wpleciono zarówno w linie melodyczne gitar, jak i bezpośrednio jako sample. Album przepełniała podniosła aura, momentami przechodzącą w nastroje wręcz pompatyczne, choć nigdy pretensjonalne i nadęte. Największy postęp dokonał się w kwestii wokali i ten blackowy charkot Blagicha był teraz silniej nacechowany emocjonalnie, a artykulacja poszczególnych fraz nie pozostawiała wątpliwości, że ból i żal były autentyczne. Ponadto w samej muzyce działo się więcej pod kątem żywiołowości i siły przekazu, a aranżacja były mniej powtarzalne, choć wciąż fundamentem kawałków były 2-3 powracające motywy. Sajenko zagęścił gitarowe solówki, które pojawiały się w niemal każdym utworze. To był album namiętny i wybuchowy, goniący za idyllyczną krainą bezludnych stepów skąpanych w prażącym słońcu, z drugiej strony opowiadający tragedię prostego ludu. Największym szokiem było brzmienie - zdecydowanie zbyt szorstkie, a do tego płaskie i bzyczące. Same numery również zatraciły sporo na harmonii i czystości, powróciły nie występujące na poprzedniej płycie blasty. Największym atutem [3] była potężna dawka zaklętych w dźwiękach emocji, autentyzm przekazu i przemycenie lokalnych melodii przy pomocy gitar. Krążek stanowił dowód, że nie trzeba było wielu lutni i piszczałek, by grać przesiąknięty folkiem i obdarty z cepeliowskiej tandety metal. Szczególnie ujmowały fragmenty grane w średnich tempach, podkreślone i akcentowane w charakterystyczny sposób nabijanymi perkusyjnymi wejściami. Niektóre riffy w tak ekspresyjny sposób oddawały wrażenie tęsknoty za czymś nieuchwytnym i pogoń za czymś nieodwracalnie utraconym, że dorównywały niemal poezji - przede wszystkim The Price Of Freedom i Fate. Ciekawostką był ostatni Song Of Sich Destruction, oparty o tradycyjną pieśń ukraińskiej siczy "Duma Pro Rujniwania", a na bandurze zagrał tutaj Igor Rachok. Album zapewniał wiele intensywnych doznań, a przecież w muzyce zawsze chodzi o wzbudanie emocji.
[4] to dopełnienie blackowo-folkowego okresu twórczości Drudkh. To znów dzieło monumentalne i uderzające słuchacza z siłą młota. Kompozycje obracały się w okolicach 10 minut, aby mogła oddziaływać w pełni swojej podniosłości. Zawarte tu cztery hymny okraszono masywną i wyrazistą produkcją. Wszechobecny patos uwydatniały klawisze, momentami nadające muzyce wręcz orkiestralny i symfoniczny charakter. Podstawą nadal była fenomenalna praca gitar i oparcie utworów o wyraźny powracający motyw przewodni. Pod względem panujących nastrojów wciąż dominował klimat przepełniający [3], choc więcej było momentów przywodzących na myśl triumf, przezwyciężenie porażki i nadzieję. Zwycięskie melodie syntezatorów w połowie Furrows Of Gods złożyły się na pompatyczność sięgającą zenitu,która za chwilę ustąpęowała gorzkiej i wyrażającej wieczną tułaczkę melodii. Momentami wręcz marszowe w swej konsekwencji uderzenia w bębny dobitnie kreśliły potęgę drzemiącą w tej muzyce (końcowe minuty Eternity). Drobnym mankamentem mogły byuć pojawiające się momentami dłużyzny, lecz generalnie całość ujmowała monumentalizmem i namacalną mocą bijącą z każdej nuty. Płyta to ostatni rozdział pewnego etapu, a jednocześnie dojście do muru. Niektórzy fani do tego okresu zaliczają również w pełni instrumentalny akustyczny [5], opiewający ukraińskie legendy i baśnie.
Już na tym akustycznym krążku ustabilizował się nowy skład, który później już się nie zmienił. Do Blagicha i Sajenki dołaczyli basista Taras oraz grający na perkusji i klawiszach Petrow. [6] wypełniła niesamowicie melancholijna atmosferą, a dośc kiepskie blasty w Skies At Our Feet tylko nadawały całości własnego charakteru. Kawałki płynęły i wprowadzały niemal w trans. Niestety, na kolejnych płytach czegoś zabrakło - tak jakby przejście do francuskiej wytwórni Season Of Mist odebrało muzykom Drudkh chęć kreacji. Aż do [14] płyty brzmiały rzemieślniczo i nie porywały tak jak w przeszłości. To już nie był sypiący się puch pierwszego śniegu w pozbawionym liści lesie w listopadowe popołudnie, tak jakby Sajenko jako kompozytor postanowił uciec od wsi i przyrody jej otaczającej do cywilizowanego miasta. W latach 2009-2018 te płyty były zbytnio do siebie podobne, rekomendowane raczej polskiej Mgły niż samego Drudkh. Grupa zawsze była jesli nie liderem, to wyznacznikiem słowiańskiego nostalgicznego black metalu, tymczasem pod adresem tych płyt pojawiały się porównania do różnych kapel, podczas gdy pierwastek dawnego Drudkh był słyszalny w małym stopniu.

Późniejsze losy członków zespołu:

ALBUM ŚPIEW, KLAWISZE GITARA BAS PERKUSJA KLAWISZE
[1] Roman `Thurios` Blagich Roman Sajenko Jurij Sinicki -
[2] Roman `Thurios` Blagich Roman Sajenko Jurij Sinicki Mykola `Amorth` Sostin
[3-4] Roman `Thurios` Blagich Roman Sajenko Mykola `Amorth` Sostin
[5-15] Roman `Thurios` Blagich Roman Sajenko Taras `Krechet` Wladislaw `Vlad` Petrow


Rok wydania Tytuł
2003 [1] Forgotten Legends
2004 [2] Autumn Aurora
2005 [3] Lebiedynij Szlak [The Swan Road]
2006 [4] Krow U Naszych Krinicach [Blood In Our Wells]
2006 [5] Pisni Skorboti I Samitnosti [Songs Of Grief And Solitude]
2007 [6] Widczużenist [Estrangement]
2009 [7] Microcosmos
2010 [8] Prigorszczja Zirok [Handful Of Stars]
2010 [9] Slavonic Chronicles EP
2012 [10] Wicznyj Obiert Koliesa [Eternal Turn Of The Wheel]
2014 [11] Eastern Frontier In Flames (kompilacja)
2015 [12] Borozna Obirwalasja [A Furrow Cut Short]
2018 [13] Im Cziasto Snitsja Kapiż [They Often See Dreams About The Spring]
2022 [14] Wsi Nalieżac Noczi [All Belong To The Night]
2025 [15] Shadow Play

          

          

    

Powrót do spisu treści