
Niemiecki kwintet założony w 2002 we Frankfurcie nad Menem. Nigdy nie zdobył większej popularności i w ciągle zmieniających się składach stanowił dalsze zaplecze niemieckiej sceny powermetalowej. Przez długie lata muzycy nie potrafili nawet podpisac kontraktu z żadną wytwórnią płytową. Na [2] miejsce rozwlekłych numerów w konwencji power/fantasy zajęły utwory przesycone tradycyjnym heavy metalem, odegranym jednak z powermetalową energią. Ta mieszanka była nieco dziwna, bo wykorzystano riffy często łagodne i galopujące w stylu lekkiego powermetalu, a same melodie zaś zupełnie odmienne, true metalowe i z zamaszystym wokalem Dragutina Kremenovica. W efekcie fani otrzymali naiwny zestaw kompozycji rycerskich i sławiących metal najprostszymi środkami, także w tekstach. For Our Liberty dawał do zrozumienia już na początku z czym słuchacz będzie mieć do czynienia. Sławienie metalu miało dużo prostodusznego wdzięku w Into The Future, zbudowanego na cytatach z klasyki w warstwie tekstowej i samej muzyce. Stylistycznie wymieszano wszystko od Iron Maiden po Manowar i zespół wcale tego nie krył. W truemetalowym Guardians Of The Underground słychać mix epickiego podejścia Solemnity i melodyjnego powermetalu - tutaj akurat miało to swój wdzięk, a gitarowe szarże autentycznie były pełne zaangażowania. Tam gdzie brał górę tradycyjny heavy metal i Elvenpath grał wolniej (Moria), pojawiały się echa Wizard i Metal Law - ogólnie niemieckiego heavy metalu, wynikającego wprost z tradycji lat 80-tych. Enflaming Demands to z kolei nawiązanie do początków zespołu i tu ekipa nudziła, próbując stworzyć blady klimat fantasy. Gitarowe ataki stanowiły esencję Cellars Of Doom, do tego doszły wokale Kremenovica w niemal operowym stylu. Końcowa część płyty to trzy długie utwory. Nieźle wypadł zbudowany z cytatów hymnowy Metalwar, a średnie zdominowały marszowy Metal Soldiers. W końcu War Of Steel, z udanymi rycerskimi chórkami i całej reszcie w duchu klasyki lat 80-tych. Wydawało się, że sami muzycy potraktowali ten krążek z przymrużeniem oka - tyle sławienia metalu samego w sobie nie było już od dawna i dawno tyle razy nie pojawiło się samo słowo "metal".
Kilka lat minęło i z nowym bębniarzem formacja przystąpiła do realizacji nagrań na ]3]. Tym razem Elvenpath podszedł do tematu nieco poważniej i to słychać już na początku w Mountain Of Sorrows - numerze dosyć długim i bez błysku ale z dobrą gitarową częścią instrumentalną. Ekipa chciała brzmieć niczym Iron Maiden z XXI wiekuę w Battlefield Of Heaven oraz Sentinel Of The Past, ale wyszło raczej na wzór Steelwing. Nowy materiał nie był zły, ale mocno wtórny i pozbawiony indywidualnego piętna do tego stopniu, że po kilku minutach utwory przestawały przykuwać uwagę (Sons Of The Blood Cult, Queen Millennia). Klasycznego sławienia metalu nie zabrakło w rytmicznym Wild Boars Of Steel w tradycji Judas Priest, a do stylu płyty poprzedniej nawiązywał The Liars Dance - zgrabna mieszanka true metalu i stadionowego rock/metalu. Przydługa pieśń trubadura Testament Of Tragedy została zagrana dosyć ciężko i wolno - oparta na wielokrotnych powtórzeniach nużyło pomimo patetycznego charakteru. Album zamykał epicki On The Elvenpath, rozpoczynający się od dobrze zrobionej części wstępnej w tradycji Blind Guardian z gitarami akustycznym i elementami rycerskiego folku, potem było bardziej powermetalowo w niemieckim stylu, a nad tym wszystkim dominował true wokal Kremenovica. Wszystko to jest jednak było za długie, a nieustanne repetycje i wysokie wokalizy drażniły. Umiejętności członków zespołu na średnim poziomie i nie dało rady kogokolwiek wyróżnić. Kremenovic tym razem bez formy, a wspierały go przeciętne chórki rodem z czwartoligowych grup z Zagłębia Ruhry. Brzmienie całości dobre, ale typowe dla niemieckich produkcji niskobudżetowych - bez cech własnych. Grający na poważnie wtórne rzeczy, Elvenpath okazał się solidnym zespołem, lecz bardzo przewidywalnym, którego muzyka nie przykuwała uwagi na dłużej.
Na [4] ekipa nie wychodziła poza zaklęty krąg fantasy/powermetalu inspirowanego Guardianami i może nieco ciężej zagranego flower metalu włoskiego - a jeśli już wychodziła, to ponosiła totalna porażkę, jak w otwieraczu Combat Zone Europe, który był fatalnym chaotycznym numerem speed/powermetalowym, z piszczącymi zaśpiewami i chórkami typowymi dla słabego thrashu. Zasadniczo jednak płyta stanowiła powtórkę poprzedniej i większość kompozycji obracała się w tych samych klimatach i riffach, a wykorzystanie w pewnych momentach harfy i skrzypiec niczego nie zmieniało, podobnie jak chórków w stylu symfonicznym. Po raz kolejny pojawiały się dłużyzny w najbardziej rozbudowanych numerach, takich jak The Mountain Curse czy The Sword Of Gideon z melodiami znanymi już z licznych albumów mnóstwa innych zespołów. Dostojne galopady miały po części charakter heavymetalowy, a rytmika przypominała w pewnych miejscach późny Iron Maiden. Frontman Kremenovic znów w nie najwyższej formie i nieraz podrabiał niedysponowanego jakby Dickinsona. Dodatkowe wysokie wokale poboczne były kompromitujące, zaś łagodne partie z pozostawieniem dużej ilości wolnej przestrzeni zazwyczaj ubogie. Klimaty niepotrzebnie wymieszano - do Devil`s Game And God`s Masquerade wrzucono jednocześnie posępną surowość, melancholię i epickość, tyle że to wszystko było mało pomysłowe i uwagi nie przykuwało. Formacja próbowało także dyskontować sławienie metalu z [2] w One Strong Voice i On The Verge Of Insanity, ale były to kawałki bardzo sztampowe. Targaryen Fire i Black Wings to przeciętne utwory, wzorowane na zespołach włoskich i najbardziej bliskie stylowi Kaledon. Jedynym fragmentem zwracającym większą uwagę był dynamiczny powermetalowy About Nightmares And Kings - potoczysty, zdecydowanie zaśpiewany przez Kremenovica, z porywającymi atakami gitar we fragmentach instrumentalnych. Jeden killer to jednak zdecydowanie za mało jak na cztery lata prac muzyków. Produkcja typowa dla niemieckiego powermetalu nie budziła ani zastrzeżeń, ani większego zachwytu.
W końcu grupie udało się podpisać kontrakt z niemiecką wytwórnią El Puerto Records i ona wydała w czerwcu 2023 [6]. W składzie trochę się pozmieniało: doszła gitarzystka Christina Schleicher oraz perkusista Erhan Eric Söney. Zaszły zmiany personalne, problem z muzyczną tożsamością Elvenpath (a raczej jej brakiem) pozostał. Był to powermetal łączący niemiecką siermiężność z zakręceniem, które jednak trudno było nazwać pozytywnym. Intro i outro raczej bez sensu, bo że to nowa płyta to oznajmiać wszem i wobec nie było potrzeby. Zagrany na basie instrumentalny Ocras Agus Neart wnosił znacznie mniej niż zamierzano, a pierwszy z konkretnych utworów Shajan: Legend Of The White Wolf został wokalnie udziwniony bez sensu i formalnie nieuporządkowany. Dragutin Kremenovic w przeszłości potrafił zaśpiewać konkretnie i bojowo, a tu stale pojawiały się jakieś irracjonalne udziwnienia w liniach wokalnych, nieraz zupełnie bez sensu. Ten metalowy pastisz i parodia były czasem zawstydzające i w zasadzie sensownych utworów z pogranicza power i heavy metalu nie było, gdyż teatralne podjazdy epickie w Satan`s Plan czy Hail The Hammer And Warrior Wind wypadły komiksowo. Gitarowo nad wyraz przeciętnie, nowa gitarzystka nie wniosła absolutnie niczego, a solówki były ubogie. Długi The Famine Year był prawie asłuchalny i absolutnie mało zabawny. Ciągłe powtarzanie tych samych motywów w pewnym momencie przy tej długości po prostu męczyło. Umiarkowanie udany był refren w heroicznym Faith Through The Fire, natomiast jedynym numerem zrobionym z sensem był The Smoke That Thunders to taki przykład jak przeciętnie grało się niemiecki heavy/speed oparty na wzorcach lat 90-tych XX wieku. Uwagę zwracała gra perkusisty Söney`a, który często zwracał uwagę na siebie, kiedy gitary grały mało ciekawe motywy. Ogólnie to przerysowany i przekolorowany heavy metal, jedynie pozujący na epicki, a po prawdzie niepotrzebnie go parodiujący.
Anastasia Schmidt grała w symfoniczno-metalowym Arven (Music Of Light w 2011 i Black Is The Colour w 2013). Till Oberbossel założył jednoosobowy powermetalowy Lucid Dreaming (The Chronicles Part 1 w 2013, The Chronicles Part 2 w 2017 i The Chronicles Part 3 w 2020). Oliver Rossow dołączył do Dan Baune`s Lost Sanctuary.
| ALBUM | ŚPIEW | GITARA | GITARA | BAS | PERKUSJA |
| [1] | Tim Zahn | Anastasia Schmidt | Till Oberbossel | Christian Flindt | Markus Weitzel |
| [2] | Dragutin Kremenovic | Oliver Rossow | Till Oberbossel | Christian Flindt | Boldie Von Herbolder |
| [3-5] | Dragutin Kremenovic | Oliver Rossow | Till Oberbossel | Christian Flindt | Manuel Appel |
| [6] | Dragutin Kremenovic | Christina Schleicher | Till Oberbossel | Christian Flindt | Erhan Eric Söney |
Anastasia Schmidt (Epicedium), Till Oberbossel (ex-Abramelin, ex-Satanic Wizard)
| Rok wydania | Tytuł |
| 2008 | [1] Spyrol |
| 2011 | [2] Elvenpath |
| 2015 | [3] Pieces Of Fate |
| 2019 | [4] The Path Of The Dark King |
| 2020 | [5] Metal o'Clock EP |
| 2023 | [6] Faith Through The Fire |
