
Szwajcarski zespół założony w 1995 w Düdingen na gruzach Dark Crystal i Oppress. Początkowo za mikrofonem stała wokalistka Véronique Remy, ale szybko zdano sobie sprawę z jej wokalnych ograniczeń. W pierwszych latach nie zyskano w Europie rozgłosu, pomimo niezłego warsztatu technicznego i udanych przeróbek Crimson Glory, Virgin Steele i Medieval Steel. Debiut zawierał prosty i szczery heavy metal, niezbyt ciężki i bojaźliwie podany pod względem mocy. Julmy śpiewał głosem młodzieńczym, poniekąd przypominającym wokalistów NWOBHM śpiewających w najbardziej melodyjnych grupach. Umiarkowane tempo, stały motyw gitarowy w tle i klawisze w tle złożyły się na przyjemny poczatek w postaci Forever Free. Kawałek był jednak za długi i w zasadzie powtarzał w kółko zagrywki. Bardziej rycerski był I Will Remember z lekką galopadą, lecz doskonałą melodią nawiązującą do różnych kapel grających epicki hard rock w latach 80-tych. Emerald jednak tą epickość w pewnym momencie wygaszał. True metal serwował Independence, niezmiernie delikatny i z piskliwą gitarą solową. Ten rycerski metal pasował raczej do giermków niż rycerzy i udowadniał to ponownie Let The Lightning Strike, odnoszący się w dużej mierze do powermetalu w szybkich partiach, niepotrzebnie tu włączonych do osadzonego we wczesnych latach 80-tych grania na pograniczu metalu i epickiego rocka. Balladowy song o miłości Never Fall In Love oparto na mieszanym duecie wokalnym, zresztą dobrze pomyślanym i zaśpiewanym, jak również rozmarzonym pastelowym tle utkanym z gitary akustycznej i klawiszy. W tym wszystkim brakowało jednak mocy - tak jak w zamyśle bojowym Rebels Of Our Time, z którego bardziej doświadczona ekipa stworzyłaby metalową petardę wzmacniając chórki, gitary i intensyfikując sekcję rytmiczną. Na całym albumie perkusja grała zbyt cicho, a bas był zbyt lekki. Samo wykonanie bardzo dobre, przy czym odegrano rzeczy dość proste. Melodyjny heavy z debiutu Emerald z pewnością nie był przeznaczony dla miłośników barbarzyńskiego true heavy, ale jednocześnie daleki był od grania radiowego i imprezowych propozycji szwajcarskiego hard rocka. Przez lata kapela pozostawała najważniejszą helwecką grupą obok Excelsis, obracającą się w sferze heavy metalu, zbliżonego do grania true-epicko-rycerskiego.
Otwierający [5] ostry The Wanderer był w zasadzie typowy bardziej dla USA, z doskonale panującym nad wszystkim wokalistą Thomasem Winklerem. Facet posiadał pełen ekspresji głos, zdolny do ekstatycznych okrzyków i ciekawego frazowania. Gitarzysta Michael Vaucher prowadził nieubłagane ataki gitarowe w szybkim tempie, ale romantycznie zwalniał, kiedy zaistniała taka potrzeba. Dobry, ale niczym nie wyróżniający się The Last Legion sadowił się bezpiecznie w głównym nurcie rycerskiego heavy/power, podobnie jak dziwnie pozbawiony mocy Alteration, którego nie ratowała nawet świetna strona wokalna. Nie pasował do całości rockowy Until My Winter Comes, zagrany za mocno i za radośnie, a Mark Of The Beast stanowił udany powrót do lat 80-tych, mieszając Iron Maiden z metalem amerykańskim. Do najbardziej udanych kompozycji należał wzniosły epicki Pipes Are Calling. Uroczysty klimat tworzyły tutaj wielogłosowe harmonie wokalne z gościnnym udziałem Seana Pecka z Cage, Damira Eskica, Mike`a Steela i Mike`a Sifringera. Ich udział nie był znaczacy, ale w miejscach gdzie się pojawiali od razu robiło się ciekawie. Modny w tamtych czasach "orientalny motyw starożytny" wykorzystano w w postaci wątku głównego w ciężkim heavy/powerowym Where`s Your God. Album jednak przeznaczono ogólnie dla słuchaczy wytrzymałych i obytych z epickim heavy/power w odmianie zza Atlantyku. Grania w tradycji niemieckiej lub brytyjskiej były tu śladowe ilości, głównie w formach preludiów do kolejnego morderczego natarcia. Gitarowe riffy tłamsiły i pokonywały opór przeciwnika z ogromną łatwoscią, w czym pomagało znakomite brzmienie. Płyta mogła też okazać się za mocna dla tych, którzy kojarzyli Szwajcarię jedynie z Krokus, Shakra czy Gotthard, trzymając się jednocześnie z dala od Celtic Frost. Jednak ten kto przetrwał pierwsze starcie miał duże szanse, aby ten krążek polubić i docenić.
Thomas Winkler śpiewał potem w symfoniczno-powermetalowym Gloryhammer.
| ALBUM | ŚPIEW | GITARA | GITARA | KLAWISZE | BAS | PERKUSJA |
| [1] | Jvo Julmy | Michael Vaucher | Thomas Vaucher | Adriano Troiano | Stefan Neuhaus | |
| [2] | Jvo Julmy | Michael Vaucher | Thomas Vaucher | Stephan Kaufmann | Stefan Neuhaus | |
| [3] | Jvo Julmy | Michael Vaucher | Thomas Vaucher | Stephan Kaufmann | Andy Bächler | |
| [4-6] | Thomas Winkler | Manuel Werro | Michael Vaucher | Thomas Vaucher | Adriano Troiano | Alex Spicher |
| [7-8] | Mace Mitchell | Julien Menth | Michael Vaucher | Thomas Vaucher | Vania Truttmann | Alex Spicher |
| Rok wydania | Tytuł |
| 1999 | [1] Rebels Of Our Time |
| 2001 | [2] Calling The Knights |
| 2004 | [3] Forces Of Doom |
| 2007 | [4] Hymns To Steel |
| 2010 | [5] Re-Forged |
| 2012 | [6] Unleashed |
| 2017 | [7] Reckoning Day |
| 2019 | [8] Restless Souls |

