Amerykański kwintet założony w Filadelfii w kwietniu 1987. Debiut zdumiewał z wielu powodów. Na początku trzeba nadmienić, że ten wysokiej jakości album wydany przez dużą wytwórnię, nie osiągnął zamierzonego sukcesu. To przydarzyło się wielu zespołom w latach 1987–1991, kiedy amerykańskie firmy płytowe podpisywały kontrakty z niemal każdym zespołem, którego członkowie nosili długie włosy. Problem stał się ostatecznie nieunikniony przez wiele nowych grup, z których mnóstwo zostało pominiętych albo porzuconych przez duże koncerny z powodu "słabej" sprzedaży. W dodatku w samych USA nastąpił skok między miałkim granie Def Leppard i Bon Jovi do garażowego brudu grunge, bez jakiegokolwiek okresu przejściowego. W rezultacie kontrakty uzyskały tak słabe ekipy hairmetalowe jak Roxx Gang, D'Molls czy Bullet Boys, podczas gdy Signal, Unruly Child, Melidian czy właśnie Heaven's Edge przepadły. Zespół miał wszystko i wydawało się, że po kapitalnej płycie ruszą śladami White Lion czy Dokken, ale zmiany na szczytach władzy w Columbia Records uniemożliwiły osiągnięcie choćby piętnastu minut sławy. W 1990 muzyczna rewolucja niemal wisiała w powietrzu i wielu już zdawało sobie sprawę, że losy hair metalu było jasne - jeszcze zanim Nevermind Nirvany wywrócił rynek. Ewoluowały nastroje społeczne, w telewizji emitowano relacje z pierwszej wojny w Zatoce Perskiej i życie przestało wydawać się takie beztroskie. [1] po latach z dumą zajmuje symbol tej epoki, która obiecywała niekończące się letnie noce i dobrą zabawę wśród skąpo ubranych panienek. Otwierający Play Dirty od razu atakował mocą dwóch gitar, umieszczając brzmienie gdzieś pomiędzy Skid Row i Slaughter. Singiel Skin To Skin jeszcze 2-3 lata wcześniej emitowany byłby w kółko w MTV. Videoklip zaliczył kilka emisji w audycji "Headbanger`s Ball" i krótkie zaistnienie na liście Billboard Top 150. Gdyby dano ma szansę, ognisty rocker w stylu House Of Lords Find Another Way hulałby w radio, ale losy tego albumu były już przesądzone. Obowiązkowa ballada dotykała najczulszych strun duszy, a partie klawiszy dodawały numerowi dodatkowej faktury. Najbardziej zadziwiał potężny heavymetalowy Can`t Catch Me i podobnego numeru nie nagrałoby 95% konkurencji. Jaśniał zwłaszcza Reggie Wu - fantastyczny gitarzysta, zafascynowany technikami George`a Lyncha i Vinniego Vincenta (shreddingowy popis w Up Against The Wall). Olbrzymim atutem był również mocny w każdej skali głos Marka Evansa. Kolejna ballada Hold On To Tonight ujmująco nawiązywała do Kiss z ich krótkiego i opanowanego przez klawisze okresu pod koniec lat 80-tych (era Crazy Nights). Powolne klawiszowe intro w Bad Reputation przechodziło w żywiołowy hard rock, który później ponownie zwalniał. Koncertowa wersja Is That All You Want?Come Play The Game, który startował od chóralnie odśpiewanego refrenu, po czym tempo przyspieszało i zwalniało niemal do minimum. Ostatnim rozdziałem był konkretnie hard rockowy Don`t Stop, Don`t Go. Płyta została zremasterowana w 2010 przez pracowników wytwórni Rock Candy i zawierała trzy bonusy w wersjach demo: Superstition, U Got It oraz wyśmienity Just Another Fire. Losy tego ostatniego były przygnębiające - podobno szefowie Columbia uznali, że dwie ballady na krążku wystarczały. Było to o tyle paradoksalne, że większość solówek gitarowych zagrano i tak zbyt szybko jak na kanony hair metalu.
[1] to właściwie jeden z ostatni "wielkich" albumów hard rockowo/hair metalowych. Poza wcześniej nakreślonym kontekstem historycznym, na Wschodnim Wybrzeżu (w samej Filadelfii) konkurencja była olbrzymia - Cinderella, Britny Fox, Tangier. Sukces dodatkowo zahamowało niefortunne wydarzenie, kiedy George Guidotti został postrzelony na koncercie, kiedy ktoś został wyrzucony z sali i powrócił z bronią. Na szczęście basista wyzdrowiał, ale impet kariery został ostatecznie wstrzymany. Zespół rozpadł się, a Wu, Guidotti i Rath, wraz z wokalistą Shaunem Carmenem, powołali do życia American Pie (15-utworowe "Demo 1994"). Wydany w 1998 [2] rozczarowywał - poza otwierającym kapitalnym Rock Steady (odrzut z debiutu), pozostałe dziewięć utworów miało jakość demówki, plasując się stylistycznie blisko Honeymoon Suite i Firehouse. Jeśli ktoś czekał tyle lat na powrót Heaven's Edge, musiał przełknąć gorzką pigułkę. na przestrzeni kolejnych lat wydawało się, że wieloletnie rozmowy o kolejnym powrocie ostatecznie przecięła śmierć George`a Guidottiego, który zmarł 18 sierpnia 2019 w wieku 57 lat z powodu raka płuc. Jednakże formacja powróciła z nowym basistą Jaronem Gulino i [3] wypełnił interesujący materiał, w którego fragmentach dawna magia była obecna. Wszystko zaczynał Had Enough - ciężki i pulsujący kawałek, który z jednej strony zawierał klasyczne podręcznikowe brzmienie, a z drugiej - nowoczesne elementy. Duch debiutanckiego krążka dawało się usłyszeć w Gone Gone Gone, ale już zbyt prosty What Could`ve Been zahaczał o radiową tandetę. Na album trafił jednak jeden kawałek, który przywodzi na myśl wczesną działalność: perfekcyjnie zaaranżowany When The Lights Go Down, ale w zasadzie niewiele mu ustępował Dirty Little Secrets. Ciekawostką był Nine Lives, z riffem zbytnio przypominającą Ace Of Spaces Motörhead.
Jaron Gulino dołączył do hard rockowego On Top (Top Heavy w 2011, Top To Bottom w 2014, Topless w 2015 i Top Dollar w 2017), rockowego Tantric, hard rockowego Mach 22 (Sweet Talk Intervention w 2014, Like My Chances w 2015 i Working Off The Clock w 2017) oraz Lynch Mob.

ALBUM ŚPIEW GITARA GITARA, KLAWISZE BAS PERKUSJA
[1-2] Mark Evans Steven Perry Reggie Wu George Guidotti David Rath
[3] Mark Evans Steven Perry Reggie Wu Jaron Gulino David Rath

Steven Perry (ex-Able Kane), Reggie Wu (ex-Whitefoxx)

Rok wydania Tytuł
1990 [1] Heaven`s Edge
1998 [2] Some Other Place, Some Other Time
2023 [3] Get It Right

    

Powrót do spisu treści