Amerykański zespół powstały w 1986 w Nowym Jorku pod nazwą Rigor Mortis. Niemal mistyczna okładka debiutu przedstawiała demony rozszarpujące anioły na tle niebios. Podobna była również zawartość muzyczna, co było efektem wspaniałej gry 21-letniego Roberta Vigny (ur. 1 czerwca 1970)). Na płycie królowały generalnie wolne rzeczy, ale zespół potrafił również porządnie przyspieszyć jak w tytułowym Dawn Of Possession. Szybkie fragmenty obyły się bez blastów, w zamian muzycy angażowali się w upakowane flażoletami zwolnienia, lecz głównie nawalano w średnich tempach. Partie bębnów były pogmatwane, a połamane rytmy nie dawały sie nudzić i czyniły materiał bardziej niedostępnym niż bezpośrednim. Ross Dolan (ur. 18 listopada 1969) posiadał głęboki growl ale często przeciągał frazy w bardziej "obskurne" rejony w stylu Johna Tardy'ego z Obituary, przez co uzyskał przeszywający chłodem efekt, ze specyficzną dozą obojętności. W tym intrygującym death metalu uwagę przykuwało również charakterystycznie szorstkie brzmienie gitar, stworzone w berlińskich Music Lab Studios w Berlinie. Produkcja była z jednej strony nieokiełznana i zabrudzona, a z drugiej - dość selektywna (za wyjątkiem basu, który ginął pod gitarami). Najlepszym kawałkiem bezsprzecznie był Those Left Behind, zaczynający się tak ponuro i złowrogo, że mógłby z powodzeniem być idealnym tłem muzycznym do pochodu umarłych. Album stanowił przedsmak wielkości Immolation, choć już na tym etapie kwartet potrafił tworzyc kompozycje na wysokim poziomie.
Drugi album powstawał w bólach aż pięć lat, na szczęście utrzymano skład z poprzedniego krążka. Dolan przestał przeciągać frazy, a zaczął porządnie się drzeć. Sekcja rytmiczna wciąż grała wspaniale, prezentując pokręcone rytmy, a riffy niczym z Piekła rodem przechodziły nieraz w piski i zawodzenia gitarowe. Z perspektywy czasu album można uznać za najbardziej optymalny w karierze Amerykanów - osiem utworów trwało 37 minut, zero niepotrzebnych dłużyzn, wszystko dobrano i zagrano z aptekarską dokładnością. Jednorodny ciężar położono na miażdżące walce i atmosferę. W rezultacie otrzymano potężny death metal, nadal odległy od średniej gatunkowej - skupiający się na budowaniu dziwnych aranżacji i oblepiającego ponurego klimatu. Pomimo niezaprzeczalnej zawiłości, całości słuchało się wyjątkowo bezproblemowo, bez zmuszania się do brnięcia na siłę przez kolejne numery. To nie oznaczało jednak, że ta muzyka mogła lecieć sobie gdzieś w tle do obiadu, gdyż należało jej poświęcić trochę więcej skupienia. Czterominutowe numery wystarczały w zupełności, żeby dokonać zmasowanego ataku na chrześcijańskie cnoty i wartości, a przy tym ostro sponiewierać (Burn With Jesus, Away From God, Christ's Cage), przy czym teksty określały się w sposób ideologiczny i wysublimowany, bez obwoływania się kolejnym Mieczem Lucyfera. Autorem świetnej okładki był Andreas Marschall, znany ze współpracy z Blind Guardian, Dark Moor czy Grinder. Robert Vigna kontynuował znakomitą passę i nieraz dziwiło ile różnorodnych motywów potrafił upchać w obrębie jednego utworu.
[3] zdobiła świetna okładka autorstwa Marschalla, przedstawiająca Lucyfera spoglądającego w dół na swoje legiony, w tle mając bezkresne połacie Piekieł. Na krążku nie było miejsca na monotonię - wymyślne riffy połączone z manewrującym potężnym rozrywającym wokalem i łomoczącą perkusją Alexa Hernandeza nie pozwalały ani na chwilę ziewnąć. Każdemu dźwiękowi powierzono określoną rolę tworząc niepowtarzalną całość, a takie kompozycje jak Once Ordained czy The Devil I Know można z powodzeniem nazwać deathmetalowymi klasykami. Poza zintensyfikowanymi bębnami, Immolation pozostał wierny swojemu wizerunkowi, atakując zakręconymi riffami, pokręconymi solówkami i charczącym wokalem. Sporo zastrzeżeń za to dotyczyło produkcji, tym razem dalekiej od ideału. Wyraźnie zredukowano wysokie tony, słabo słyszalne były talerze, natomiast centralkom nadano kartonowe brzmienie. Nawet gitarom zabrakło większego kopa. Teksty uderzały ostro w chrześcijaństwo, a swoistym manifestem okazał się Once Ordained ("You will all be fooled, when he reveals himself"). Część dysonansów zeszła na dalszy plan, dominowały duchota i kontrolowany chaos. Immolation znacząco podkręcił stopień ekstremy, ale na tym ewolucja zespołu się nie zakończyła. Nie zawodził także potężny i surowy [4], który otwierał Higher Coward, typowy dla grania Immolation w w średnio-szybkich tempach. Jednakże większość pozostałych numerów była zdecydowanie brutalniejsza niż w przeszłości. Amerykanie znacznie zagęścili rytmikę i stopień chaosu, czego przykładem był jednak z najbardziej ekstremalnych numerów w całej karierze Immolation: Furthest From The Truth. Robert Vigna i Tom Wilkinson raz za razem serwowali masę świetnych riffów i solówek, a Hernandez udowodnił, że jest mistrzem swojego instrumentu i perkusyjnego feelingu. Uwagę zwracały również szalony w solówkach Lost Passion, bujający Unpardonable Sin czy tytułowy Close To A World Below z blackmetalowymi elementami. To wszystko zaskakiwało w kontekście, że płyta powstawał w szybkim tempie, a sporo kokurencyjnych grup po prostu wypuściłaby coś wpisującego się w typową kontynuację poprzednich dokonań.
Na okładce [5] upiora katedra rzucała monumentalny cień w postaci odwróconego krzyża na ziemskie równiny. Na tym krążku zespół podążył ścieżką bardziej rozbudowanych utworów i bogatszych aranżacji. Może dlatego ten materiał nie był aż tak brutalny jak poprzednie, choć nie można było mówić o żadnej komercjalizacji. Nad całą płytą unosiło się "ciepłe" brzmienie, zwłaszcza w Unholy Cult, A Kingdom Divided czy Sinfull Nature. Album kończył majstersztyk Bring Them Down, który siarczyście się rozpoczynał, po czym łagodniał i finiszował niezwykle klimatycznym graniem. Techniczny death metal z nieprzebraną gęstwiną dziwacznych riffów po raz kolejny umiejętnie podano w sposób przystępny. Niepotrzebnie natomiast zastosowano zbyt długie wyciszenia kilku kompozycji. Zmniejszono blastowanie i skupiono się na uderzająco pesymistycznej atmosferze. Żadna z tych nowinek nie odebrała płycie mocy czy ekstremalnego charakteru. Vigna i Hernandez mieli wystarczająco dużo pomysłów, aby co chwilę zaskakiwać pomysłowością i finezją. Takie kawałki jak Of Martyrs And Men czy Sinful Nature dupościły krzuszące zwolnienia, pewną melodyjność i hipnotyzujące zagrywki duetu gitarowego. Ocena [5] wydawała się klarowna i nie wymagająca przesadnie wielkich wywodów - to był doskonały death metal, powalający natłokiem wirtuozerii przy okazji jednoczesnego rozwinięcia pierwiastków poprzednich albumów i znakomitego posępnego klimatu.


Od lewej: Robert Vigna, Alex Bouks, Ross Dolan, Steve Shalaty

Kroczące tempa precyzyjnie taranowały słuchacza na [6], zrealizowanym już z nowym gitarzystą Billem Taylorem (w miejsce Wilkinsona). Nisko zestrojony bass Dolana potęgował siłę rażenia, a jego potężny i bezlitosny wokal dopełniał całości. Spokojnie i wręcz melodyjnie zaczynający się Dead To Me z czystym wokalem na początku przeistaczał się powoli w atakującą bestię, która rzucała się do szyi i nie puszczała do ostatniego tchu swej ofiary. Nowy perkusista Steve Shalaty dobrze wpasował się oblicze zespołu, choć nie szalał jak to miał w zwyczaju Alex Hernandez. Sama muzyka także się zmieniła, nabierając więcej chwytliwości i przestrzeni, znajdując również trochę miejsca dla odświeżających eksperymentów (Dead To Me i Son Of Iniquity). Początek płyty składał się z utworów stosunkowo krótkich i intensywnych, dalej następował wybornie mielący tytułowy Harnessing Ruin, a następnie przychodził czas na kawałki dłuższe, bardziej klimatyczne i rozbudowane (znów niestety z przesadnie rozwlekłymi wyciszeniami). Nie zabrakło oczywiście kilkunastu firmowych solówek Vigny, który z gitarą czynił prawdziwe cuda. Brutalność "w stanie czystym" zeszła tym razem na trochę dalszy plan, ale to zaakcentowanie samego mroku i niepokoju wystarczało, a dawkowane blasty (Son Of Iniquity, Dead To Me) dały piorunujący efekt. Lżejsze brzmienie nei zaskodziło muzyce, która nabrała płycie dodatkowej różnorodności - zwłaszcza dla tych malkontentów twierdzących, że Immolation się nie rozwijał.
Rok 2007 przywitano wraz z wydanie EP-ki [7], która była przedsmakiem nadchodzacego nowego albumu. Zapowiada ona kierunek, od którego zespół w następnych latach zbytnio się nie oddalał. Do łask powróciła brutalność, szybsze partie z blastowaniem (pomimo przeważających średnich temp), gdzieniegdzie trafiło nieco blackmetalowych riffów, a atmosfera stałą się drugorzędna. Pozostawiono za to melodyjne solówki i mięsiste brzmienie. Można by rzec, że Den Of Thieves oraz The Condemned to klasycznie skrojone deathmetalowe strzały, w pełni ukazujące atuty Immolation, porządnie i czytelnie brzmiące, a przy tym pozbawione jakichkolwiek sketów ku komercji. Największym odmieńcem był instrumentalny The Struggle Of Hope And Horror - pierwszy kawałek w dyskografii bez wokalu, bynajmniej nie robiący za jałowy wypełniacz. Do płytki dołączono DVD z występu "B.B. King's Blues Club And Grill" z kwietnia 2006. [8] kontynował tą konwencję, choć tym razem zabrakło odpowiedniej dawki szaleństwa i dysonansowego chaosu ze starszych płyt. Kawałki zaaranżowano zwięźlej, utrzymując czas ich trwania między 3-4 minuty (wyjątkiem był tylko Whispering Death). Dość zaskakująco, Vigna zaprezentował najbardziej melodyjne solówki w karierze (Tarnished, Shadows In The Light, World Agony). Formacja nie straciła z horyzontu głównego celu, jakim było brutalne zniszczenie i w tym kierunku podążyły choćby proste i zwarte (Breathing The Dark, Hate's Plague lub The Weight Of Devotion. Immolation nagrał rzetelny materiał, nie wchodząc na najwyższe obroty, ale też i nie zawodząc swoich fanów. [9] ukazał się już w barwach wytwórni Nuclear Blast, wówczas prężnie działającej. W chwili, gdy Immolation tam zawitał, nic nie stracił z brutalności, znów pokazał się z nieco innej strony, a także zyskał sensowną promocję. Płyta stylistycznie sadowiła się blisko poprzednika i nie niosła ze zobą większych rewolucji. Materiał skutecznie porażał deathmetalowym ciężarem i wydawał się nieco bogatszy technicznie. Każdy kawałek wypełniły blasty niemal po równo, dlatego też wszystkie one potrafiły jednakowo sponiewierać. Tym razem zrezygnowano z klasycznego podziału na kawałki szybkie i wolne, a The Purge czy The Rapture Of Ghosts były w stanie sprostać wysokim wymaganiom maniakom gatunku. Charakterystyczny klimat, sposób konstrukcji riffów i solówek, w końcu potężny wokal Rossa - to tylko część z atrakcji jakie zaoferował zespół. Numery zachowały idealne proporcje względem brutalności i wolniejszych temp, a także przynosiły małe zmiany (jak intrygujące intra). Najbardziej kontrowersyjne zmiany przeszło brzmienie, które było zgodne z wytycznymi Nuclear Blast - czyste i przejrzyste, przez co momentami zbytnio dopieszczone. Ostatecznie najbardziej zaszkodziło to dźwiękom werbla, wypadającego tutaj sterylnie i cyfrowo. [10] był zbyt bezpieczny jak na Immolation - grupa trzymała się bowiem utartych schematów i zagrywek. Były jakieś tam wahania na rzecz większego klimatu kosztem ciężaru, ale generalnie o wyziewności z lat poprzedich nie było mowy. Początek albumu jednakże mógł sugerować coś innego. The Distorting Light, When The Jacklas Come oraz Fostering The Divide to bowiem najmocniejsze kawałki na płycie, w których znalazło się wszystkiego po trochu z czego Immolation było znane. Potem ciśnienie opadało i numery zlewały się ze sobą, jakby oparte tylko na kilku patentach.

Dalsze losy muzyków Immolation:

ALBUM ŚPIEW, BAS GITARA GITARA PERKUSJA
[1-2] Ross Dolan Robert Vigna Thomas Wilkinson Craig Smilowski
[3-5] Ross Dolan Robert Vigna Thomas Wilkinson Alex Hernandez
[6-11] Ross Dolan Robert Vigna Bill Taylor Steve Shalaty
[12-13] Ross Dolan Robert Vigna Alex Bouks Steve Shalaty

Craig Smilowski (ex-Violemosh), Alex Hernandez (ex-Fallen Christ, ex-Disassociate), Bill Taylor (ex-Laceration, ex-Blackened Wisdom, ex-Xenomorph, ex-Angelcorpse),
Steve Shalaty (ex-Odious Sanction), Alex Bouks (ex-Goreaphobia, ex-Rise To Offend, ex-Incantation, ex-Ruinous)


Rok wydania Tytuł
1991 [1] Dawn Of Possession
1996 [2] Here In After
1999 [3] Failures For Gods
2000 [4] Close To A World Below
2002 [5] Unholy Cult
2005 [6] Harnessing Ruin
2007 [7] Hope And Horror EP
2007 [8] Shadows In The Light
2010 [9] Majesty And Decay
2013 [10] Kingdom Of Conspiracy
2017 [11] Atonement
2022 [12] Acts Of God
2026 [13] Descent

          

          

Powrót do spisu treści