
Norweska grupa przekształcona w 1997 z Mystery Tribe w Oslo z inicjatywy rodzeństwa Kirkevaag. Zadebiutowała dwiema kasetami: "Misty Sleep" w 1997 i "Demo 98". Zainteresowały one szefów wytwórni Misanthropy Records, z którą wkrótce podpisano kontrakt. Pierwsze reklamy w prasie fachowej lokalizowały Madder Mortem między The Gathering a The 3rd And The Mortal. Album studyjny posiadał pewien charakter własny, mimo pewnych zapożyczeń i inspiracji. Niemal każdy dźwięk "oddychał dekadencką rozpaczą". Wrażenie potęgował emocjonalny wokal Agnete mający w sobie rzeczywiście coś z Ann Marie Edvardsen i Anneke Van Giersbergen. Wokalistce nie można było odmówić oryginalności i głębokiego zaangażowania. Nostalgiczne obrazy były także dziełem delikatnych melancholijnych klawiszy, ale ten krążek to nie tylko rozmarzona romantyka - obok urzekających melodii wplecionych w tajemniczą atmosferę (He Who Longed For The Stars, The Grinding Silence) znalazło się miejsce na typową metalową moc (These Mortal Sins, Misty Sleep). Intrygująco brzmiące gitary przypominały brzmienie My Dying Bride i Anathemy. Tak niekonwencjonalne rozwiązania na pewno wyróżniały Madder Mortem na płaszczyźnie "klimatycznych" wykonawców.
[2] nie rozczarował tych, których urzekł debiut. Norwedzy w zasadzie kontynuowali i rozwijali kierunek, który obrali na poprzedniku. Grupa nie miała najmniejszego zamiaru złagodzić brzmienia i wyrzec się metalowego brudu. Wręcz przeciwnie, było jeszcze surowiej i spontaniczniej. Gitary brzmiały naprawdę ciężko, z utworów sączyła się zadziorność, a nierzadko nawet gniew i nieokiełznana dzikość. Taki nastrój z pewnością podsycał silny głos Agnete, która miejscami potrafiła niemiłosiernie "zedrzeć sobie gardło" jak w końcówce To Kill And Kill Again. Ekipa potrafiła również oczarować kobiecą czułością i rozmarzeniem. Zresztą sama muzyka była z jednej strony nieco transowa, a z drugiej soczysta i ciężka. Porównania Madder Mortem do The Gathering (mimo pewnych podobieństw) mogły zmylić, gdyż [2] to przede wszystkim czad, a nie poetyckie natchnione piękno.
[3] był niejako syntezą tego co Madder Mortem do tej pory stworzył. Grzechem byłoby jednak zarzucenie grupie powielania zaprezentowanych wcześniej pomysłów. Mimo charakterystycznego brzmienia i łatwej do rozszyfrowanie tożsamości, dźwięki zaskakiwały niewypróbowanymi wcześniej rozwiązaniami. Dusza zespołu pozostała nienaruszona, powłoka natomiast uległa pewnemu przeobrażeniu. Muzycy pilnie obserwowali nowinki przepuszczane do muzycznego świata i wyciągnęli z nich wnioski. Mimo ciągotek do melodii i nowatorstwa, krążek pozostawał przede wszystkim płytą metalową. Gitary "piłowały" jak należy, brzmienie mimo profesjonalnej otoczki nie traciło swej surowości, a Agnete nadal nie miała zamiaru zaprzyjaźnić się z operowymi divami. Jej wokal umiejętnie balansował na rozdrożu emocji, a porównania do Van Giersbergen i Edvardsen stanowiły bezpowrotną przeszłość. Wokalistka Madder Mortem urodą nie grzeszyła i może dlatego zespół zawsze większą uwagę przywiązywał do muzyki, a nie do wizualnej promocji. Kolana słuchaczom się nie uginały, ale trudno było odmówić twórcom pomysłów na granie.
[4] kontynuował wyznaczony kurs oznaczający klimaty przystosowane do współczesnych nowinek. Zamiast archaicznego sentymentalizmu album wypełniło zbasowane brzmienie. I tym razem ciężkie, pulsujące riffy (The Flood To Come, Hypnos) mieszały się z niepokojącym melancholijnym nastrojem. Formacja nie szła na łatwiznę i nie pisała piosenek z myślą o listach przebojów. Jak zawsze bawiła się kontrastami - po ataku wściekłości nagle przychodziło uspokojenie. Muzycy zaprezentowali lepsze umiejętności z odrobiną łamańców i rozbudowanymi strukturami utworów, dzięki czemu krążek momentami zbliżał się do dokonań Opeth. Wszystko byłoby piękne, gdyby nie niezbity fakt, że muzyka Madder Mortem zaczynała się wypalać. Album nie wniósł zupełnie niczego nowego do stylu zespołu - nawet kompozycyjnie płyta nie stała na tak dobrym poziomie jak niegdysiejsze dokonania formacji. Muzycy rozwinęli swoje umiejętności, lecz zapomnieli, że sprawne rzemiosło nie było w stanie uratować przed nudą, która tym razem bezlitośnie dopadała słuchacza.
| ALBUM | ŚPIEW | GITARA | GITARA | BAS | PERKUSJA |
| [1] | Agnete Kirkevaag | Birger Petter M. Kirkevaag | Christian Ruud | Boye Nyberg | Sigurd Nilsen |
| [2-3] | Agnete Kirkevaag | Birger Petter M. Kirkevaag | Eirik Ulvo Langnes | Pal Mozart Bjorke | Mads Solas |
| [4] | Agnete Kirkevaag | Birger Petter M. Kirkevaag | Odd Eivind Ebbesen | M. Kirkevaag (programming) | Mads Solas |
| [5-6] | Agnete Kirkevaag | Birger Petter M. Kirkevaag | Odd Eivind Ebbesen | Tormod Langoien Moseng | Mads Solas |
| [7-8] | Agnete Kirkevaag | Birger Petter M. Kirkevaag | Richard Wikstrand | Tormod Langoien Moseng | Mads Solas |
| [9] | Agnete Kirkevaag | Birger Petter M. Kirkevaag | Anders Langberg | Tormod Langoien Moseng | Mads Solas |
Richard Wikstrand (ex-Chrome Division)
| Rok wydania | Tytuł |
| 1999 | [1] Mercury |
| 2001 | [2] All Flesh Is Grass |
| 2002 | [3] Deadlands |
| 2006 | [4] Desiderata |
| 2009 | [5] Eight Ways |
| 2010 | [6] Where Dream & Day Collide EP |
| 2016 | [7] Red In Tooth And Claw |
| 2018 | [8] Marrow |
| 2024 | [9] Old Eyes, New Heart |

