Szwedzka grupa powstała w 1990 w Norrköping z inicjatywy Morgana Hakanssona. Nazwa pochodziła od imienia najważniejszego boga panteonu Mezopotamii, odpowiadającego przede wszystkim za magię i mądrość. Po podpisaniu kontraktu z wytwórnią No Fashion Records nagrano debiut, który z dzisiejszego punktu widzenia mógłby posłużyć do wykładu "tak narodził się black metal". Pod koniec 1992 wciąż rozwijająca się scena skandynawskiego blacku miała się coraz lepiej, ale wciąż nie dość dobrze. Mayhem, Immortal czy Darkthrone dzielnie szerzyły szatańską sławę już od jakiegoś czasu, Marduk miał być z początku kolejną blackmetalową ekipą kopiącą chrześcijańskie tyłki - udało się, gdyż album siał grozę, zgubę i zniszczenie. Muzyczną rzeźnię zamknięto w ośmiu przystępnych utworach i 30 minutach muzyki. Krążek cechowała specyficzna atmosfera zatęchłego mauzoleum, towarzysząca słuchaczowi już od pierwszych taktów Still Fucking Dead (Here's No Peace), atakujących po klawiszowym wstępie. Marduk nie brał jeńców i nie bawił się w techniczne zagrywki, choć poszczególne charakteryzowała zróżnicowana rytmika, co było zasługą szwedzkiej szkoły death metalu (Carnage/Entombed). Okazywało się, że niezły black/death to nie same blasty i ta płyta mogła podejść nawet tym, którzy nie do końca siedzieli w takim graniu, a jednocześnie szukali czegoś w tych pierwotnych klimatach. Intrygującą okładkę stworzył Daniel Vala, były wokalista i basista Obscurity, a produkcją oraz mixem zajął się Dan Swanö.
Mroczna okładka nasuwała nieumarłych templariuszy ze słynnego hiszpańsko-portugalskiego horroru "Grobowce Ślepej Śmierci" z 1972 (przeszkadzało tylko różowe logo zespołu). Wcześniej odeszli Axelsson i Kalm, wokal przejął perkusista Joakim Göthberg, zrekrutowano również nowego basistę Rogera Svenssona. [2] był konkretniejszy od debiutu i - pomimo słyszalnych uproszczeń - ciekawiej zaaranżowany i bez deathowych naleciałości. Szwedzi po raz pierwszy zastosowali klimatyczne wstawki (czyste gitary w On Darkened Wings i Darkness Breeds Immortality czy też spokojniejsze granie w środkowej części Wolves). Przy tym wszystkim, muzycy zdecydowali się postawić na brzmienie chropowate (wręcz "korytarzowe"), tworzące jednak niezły pogłos dla wokalu - dość czytelnego skrzeku, często wpadającego w maniakalny krzyk. Zaskakiwało umieszczenie ponad siedmiominutowego akustycznego Echoes From The Past - nostalgicznego kawałka z klawiszami i odgłosem padającego deszczu. Płyta nie wniosła do gatunku niewiele, nawet miejscami nie porywała, ale nie zawodziła, zawierając solidny black początku lat 90-tych. Kompozycje w rodzaju Those Of The Unlight czy Burn My Coffin mogły skutecznie porażać pierwotnością i rzetelnie zaaranzowanymi numerami. Jedyne zastrzeżenia dotyczyły gitarowe solówki, brzmiące zbyt "ładnie" i w zasadzie nie pasujące do samych utworów.
Na [3] muzycy dokonali wielu starań, by materiał zabrzmiał inaczej. Utwory często przekraczały pięć minut, Joakim darł się mniej maniakalnie, Morgan Hakansson został jedynym gitarzystą, a proporcje łojenia i klimatu wyważono (z delikatną przewagą tego drugiego). Wszystkie te nowości udanie ukazywały nowe oblicze zespołu. Najbardziej zapamiętywalne były te dłuższe kompozycje (The Sun Has Failed", From Subterranean Throne Profund, Sulphur Souls) - wszystkie wzbogacone o ponuro-zimową atmosferę. Ze standardowo krótszych i nastawionych na sieczkę ostał się wyłącznie Autumnal Reaper, w zasadzie jedyny wpisujący się w dotychczasowe oblicze Marduk (co było dziwnym posunięciem wynikiem jak na płytę z pierwotnym black metalem). Jako smaczek dorzucono Untrodden Paths (Wolves Part 2) - kontynuację Wolves z poprzednika, skomponowana z jeszcze większym rozmachem i z podobnie gęstą aurą. Reszty dopełniły najwolniejszy Materialized In Stone oraz wzbogacony ultrachwytliwymi riffami Opus Nocturne: Deme Quaden Thyrane. Za konsoletą znów świetnie spisał się Dan Swanö, który stworzył brzmienie surowe i siarczyste, a przy tym odpowiednio czytelne i bez black metalowego bzyczenia.


Od lewej: Fredrik Andersson, Erik Hagstedt, Roger Svensson, Morgan Hakansson

W 1995 zespół zatrudnił nowego wokalistę - 20-letniego Erika Hagstedta. Nagrany z nim na starcie [4] był jednak słaby. Muzycy nastawili się w mediach na bycie "true", a w samym studio nagrań - na blastowanie. Ta zintensyfikowana rytmika nie przełożyła się bowiem jakości numerów. Brutalniejsze granie w wykonaniu Marduk stało się bardzo przewidywalne. Reszta elementów - zagrywki tremolo, blackowy skrzek, surowa ekstrema i kilka nawiedzonych introdukcji - grupa wykorzystywała w przeszłości lepiej i bardziej przekonująco. Początek płyty jeszcze jakoś się bronił, a kwartet serwował niezłe petrady w rodzaju Beyond The Grace Of God czy Infernal Eternal - po nich jednak jakość materiału znacznie spadała. Formacja sięgnęła nawet po podrabianie Mayhem w Dracul Va Domini Din Nou In Transilvania czy stworzyły po prostu nudny Darkness It Shall Be. [7] składał się z dwóch części - szybkiej i ostrej oraz wolniejszej. Zabieg był celowy, dzięki czemu materiał wydawał się urozmaicony, a tytułowy Nightwing oparto na ścieżce dźwiękowej z filmu o wampirach "Subspecies" z 1991. Sęk w tym, że całość intrygowała, ale nie przekonywała przy rozłożeniu na czynniki pierwsze. Wydawało się, że muzycy w ciąu ostatnich lat nie rozwinęli się pod względem technicznym i w zasadzie pierwsze pięć kawałków mogło spokojnie znaleźć się na wydanym dwa lata wcześniej [4]. Właśnie te wolniejsze numery ratowały album przed totalnym autoplagiatem i próbowały przełamać schematyczność.
[8] okazał się kompletnym zaskoczeniem - pierwotną eksplozją agresji i szybkości, a słuchacz przez pół godziny minut obcował z kanonadą blastów zagranych w zawrotnie szybkich tempach. Gitary dotrzymywały tempa perkusji i kompozycje zlewały się ze sobą pod względem identycznego tempa - nie nużąc jednak, a tworząc nierozerwalny monolit. To granie z jednej strony zachowało wszelkie cechy starej szkoły, a z drugiej posiadło siłę rażenia zespołów uprawiających symfoniczny black. Utwory tematycznie zboczyły w rejony wojenno-historyczne), znikła przewidywalność z poprzednich dwóch krążków, a zamiast tego pojawiły się ciekawiej zaaranżowane riffy (także basowe). To był zupełnie inny poziom rzeźni - black metal rozpędzony niemal do maximum (Fistfucking God's Planet, Scorched Earth, Beast Of Prey. Wielkie brawa należały się też producentowi Peterowi Tägtgrenowi, który zadbał o chropowatą surowość i spędził nad dopieszczeniu brzmienia sporą ilość czasu. Znalazło się tu wszystko co wystarczająco ekstremalne, antychrześcijańskie i wojenne, by polubić nowe oblicze formacji.
[11] zaskoczył maniaków Marduka na minus. Szwedzi zdecydowali się zbytnio przemieszać tempa i pozostać nazbyt statycznie przy dobrze już znanych rozwiązaniach. Nawet na zespół, który nigdy nie wprowadzał jakichś radykalnych czy kontrowersyjnych zmian do swojej muzyki, lecz nawet jak na nich była to stagnacja. Tak jakby ta płyta powstała pod naciskiem szefów wytwórni Century Media Records, by dać pretekst do następnej trasy koncertowej. Był to po prostu black metal dla fanów odgrzewanych kotletów. Te kompozycje były mało ekscytujące, nie powalały ani pod względem zagrywek ani temp. W siedmiominutowym Bonds Of Unholy Matrimony elipa znacznie przeceniła własne możliwości, a na sam początek krążka wrzucono dwa numery instrumentalne. Dopiero końcówka (Funeral Bitch, Summers End, Jesus Christ Sodomized) dawały nadzieję na lepsze jutro i udowadniały, że zespół potrafił sensownie poblastować i dorzucić trochę zwolnień, kiedy tylko chciał. [12] był ostatnim albumem nagranym z Hagstedtem - jakby wzorem jak domyślnie miał brzmieć poprzednik, czyli zróżnicowanie, o nieco innym feelingu i bez ciągłego blastowania. Wtedy wyszło to jednak dosyć drętwo i bez polotu, tutaj natomiast zupełnie inaczej. Tutaj nie było auto-zrzynek, w zamian zastosowano zmyślny filtr nowszych patentów. Muzycy tym razem trafili idealnie i wiedzieli gdzie odpowiednio przyłoić czy zarzucić odpowiednim chłodnym klimatem.
Po odejściu Legiona zatrudniono na jego miejsce Daniela Rosténa, co wydawało się wyborem szczęśliwym dla podjętej stylistyki. Nagrane z nim płyty nie wychodziły poza znane już ramy, co było zapewne pewnym wentylem bezpieczeństwa, aby nie zniechęcić dawnych fanów. Tytuł [15] nawiązywał do biblijnego "Listu Do Rzymian" (rozdział 5, wers 12): "Dlatego jak grzech zagościł na ziemi przez poprzed jednego człowieka, a śmierć poprzez grzech, śmierć zagościła we wszystkich, bo wszyscy grzeszyli". Był to wciąż prosto odegrany black o mocy samego Piekła.
W ciągu swojej kariery Marduk dokonał także wielu przeróbek innych artystów np. Total Desaster Destruction, Sex With Satan i Sodomize The Dead Piledriver, The Return Of Darkness And Evil Bathory i Into The Crypts Of Rays Celtic Frost.

Dalsze losy muzyków Marduk:

ALBUM ŚPIEW GITARA GITARA BAS PERKUSJA
[1] Andreas 'Dread' Axelsson Morgan Hakansson Magnus 'Devo' Andersson Richard Kalm Joakim 'Af Gravf' Göthberg
[2] Joakim 'Af Gravf' Göthberg Morgan Hakansson Magnus 'Devo' Andersson Roger 'B.War' Svensson Joakim 'Af Gravf' Göthberg
[3] Joakim 'Af Gravf' Göthberg Morgan Hakansson Roger 'B.War' Svensson Fredrik Andersson
[4-5] Erik 'Legion' Hagstedt Morgan Hakansson Roger 'B.War' Svensson Fredrik Andersson
[6] Erik 'Legion' Hagstedt Morgan Hakansson Peter Tägtgren Roger 'B.War' Svensson Fredrik Andersson
[7-11] Erik 'Legion' Hagstedt Morgan Hakansson Roger 'B.War' Svensson Fredrik Andersson
[12] Erik 'Legion' Hagstedt Morgan Hakansson Roger 'B.War' Svensson Emil Dragutinovic
[13-15] Daniel 'Mortuus' Rosten Morgan Hakansson Magnus 'Devo' Andersson Emil Dragutinovic
[16-18] Daniel 'Mortuus' Rostén Morgan Hakansson Magnus 'Devo' Andersson Lars Broddesson
[19-24] Daniel 'Mortuus' Rostén Morgan Hakansson Magnus 'Devo' Andersson Fredrik Widigs

Andreas Axelsson (Edge Of Sanity), Magnus Andersson (ex-Gravity, Allegiance), Joakim Göthberg (ex-Grimorium)
Roger Svensson / Fredrik Andersson (obaj Allegiance), Erik Hagstedt (ex-Ophthalamia),
Simon Schilling (ex-Streams Of Blood, ex-Panzerchrist, ex-At The Grave, ex-Belphegor, Eucharist)


Rok wydania Tytuł
1992 [1] Dark Endless
1993 [2] Those Of The Unlight
1994 [3] Opus Nocturne
1996 [4] Heaven Shall Burn...When We Are Gathered
1996 [5] Glorification EP
1997 [6] Live In Germania (live)
1998 [7] Nightwing
1999 [8] Panzer Division Marduk
2000 [9] Infernal Eternal (live)
2000 [10] Obedience EP
2001 [11] La Grande Danse Macabre
2003 [12] World Funeral
2004 [13] Plague Angel
2005 [14] Warschau (live)
2007 [15] Rom 5:12
2009 [16] Wormwood
2011 [17] Iron Dawn EP
2012 [18] Serpent Sermon
2015 [19] Frontschwein
2018 [20] Viktoria
2020 [21] World Funeral: Jaws Of Hell MMIII (live 2003)
2021 [22] Totentanz 2001 (live)
2023 [23] Memento Mori
2024 [24] Beast Of Prey: Brutal Assault (live)

          

          

          

          

Powrót do spisu treści