Amerykański zespół powstały w 1989 w Chicago jako Laceration. Pod nową nazwą zadebiutował w 1995 dwuutworową kasetą demo "Her Tears Drop". W tamtych czasach jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać kapele łączące death i doom metal, nierzadko poszerzając swój skład o klawiszowca i obowiązkową wokalistkę. Jak każdy trend także i ten doczekał się wkróce niemal unicestwienia, a wszystko dzięki nadmiernej inwazji identycznie brzmiących grup. Początki Novembers Doom były zakorzenione właśnie w tym nurcie. Debiut porażał surowością we wszystkich aspektach, a minimalizm tego materiału ocierał się wręcz o pogrzebowy doom/death i jedynym lżejszym elementem były czyste partie wokalne, a Kuhr używał growlingu jedynie w kilku fragmentach (Amour Of The Harp). Operowy żeński wokal Cathy Jo Hejny był zimny jak cały album. Tą beznamiętność generowano głównie poprzez posępne brzmienie gitary Nicholsona, szczególnie w długich zagrywkach charakterystycznych dla doomu. Jeszcze większy stopień miażdżenia dźwiękiem osiągnięto w Tears Of The Beautiful, a ekstremalne ołowiane chmury opuszczano dopiero w powolnym My Agony, My Ecstasy. Duszną do granic wytrzymałości kompozycję wyprano z najmniejszej iskierki życia. Niezwykłe wykorzystanie głosu żeńskiego tylko potęgowało nastrój grozy i ostatecznej nieuchronności tego co ma nastąpić. Na tym tle nieco zaskakiwał dramatyczny Bestow My Desire, z dźwiękiem dzwonu i "płaczącą" w tle gitarą, która nieoczekiwanie gdzieś ginęła pod beznamiętnym walcem ciężkich riffów. Mistrzostwo osiagnięto w Chorus Of Jasmine, gdzie brutalizm uderzał w słuchacza serią gitarowych ciosów zadawanych z niebłaganą precyzją i melodyjną powtarzającą się w różnych kombinacjach częścią instrumentalną. Akustyczna miniatura z żeńską wokalizą Dance Of The Leaves była tylko chwilą wytchnienia przed Sadness Rains - utwór rozpoczynał się niewinnie od pięknego wstępu, aby następnie przekształcić się w zdominowany przez potężny grobowy growling utwór o transowym charakterze z motywami wczesnego Black Sabbath. W drugiej części kawałek nabierał połamanego rytmu. Kończący wszystko A Dirge Of Sorrow wydawał się na tle poprzednika niezmiernie poukładany, po raz kolejny wykorzystując chwyt z akustyczną częścią i nałożonym growlingiem. Po zakończeniu albumu pozostawało autentyczne uczucie niepokoju. Jedynie produkcja budziłą watpliwości, jednak zremasterowana wersja z 2008 (z sześcioma bonusami z demówek) nie pozostawiała żadnych złudzeń, że był to jeden z najwybitniejszych albumów doom/death. Po rewolucji personalnej wydano [2], zawierający trzy nagrania: For Every Leaf That Falls, The Jealous Sun i Dawn Breaks. W tym ostatnim gościnnie zaśpiewał Brian Griffith, późniejszy znajomy Kuhra z Em Sinfonia.
Nowy gitarzysta Eric Burnle był autorem materiału wypełniającego niecierpliwie oczekiwanego [3]. Granitowa grobowa płyta kojarzona z debiutem została po części skruszona - pojawiły się wyraziste melodie, a wszechobecny i bezdenny smutek ustąpił melancholii. W pewnym sensie nastąpił zwrot ku doom/death/gotykowi ze starannym naciskiem na staranne wymieszanie gatunków. With Rue And Fire ubrano w nadmiernie brutalne riffy i wokalizę żeńską w stylu dark/gotyckim i melorecytację przywodzącą na myśl utwory Saturnus. Starą brytyjską szkołę przypominał The Jealous Sun, który zaskakiwał czystym wokalem i ujawniał klasyczne doomowe ciągoty zespołu. Wykorzystano również znane już ostre chłostające riffy w rozwinięciu kompozycji, choć na tle szybkości, której oczekiwać nie należało. Łagodnie rozpoczynał się All The Beauty Twice Again i pozostawał do końca odprężającym transowym utworem z rozbudowaną wiodącą żeńską partią wokalną. Na zasadzie kontrastu po nim umieszczono mocno zagrany Reaping Forest Calm o wyraźnych cechach metalu klasycznego w epickiej odmianie i tradycyjnego doom. Robił on wrażenie wykorzystaniem recytacji, nieoczekiwanymi zmianami tempa i fragmentami typowymi dla melodyjnego death metalu. Before The Wind zdominowała klawiszowa symfonika w wykonaniu zaproszonego gościa Marka Piotrowskiego, a epicko podniosły For Every Leaf That Falls w melancholijny sposób łączył wokalizę żeńską i recytację. "Ociekający strugami deszczu" Serenity Forgotten był akustycznym wyrażeniem pełnego rezygnacji smutku i pełnił funkcję łącznika do znakomitego Forever With Unopened Eye, utrzymanego w najlepszej tradycji doom metalu. Na wyróżnienie zasługiwały tutaj ozzo-podobny wokal Kuhra oraz gitarowe zagrywki gościnnie występującego Erika Kikke. Dawn Breaks niestety rozczarowywał przeładowaniem pomysłów i zbyt radykalnymi zmianami tempa. Niespójna próba w kotle spokojnego niszczenia klimatycznym ciężkim graniem. Ogólnie płyta zróżnicowana, pełna niespodzianek i nieoczekiwanych zwrotów. Lżejszy growling Kuhra, mniej "pancerna" gitara, starannie zaplanowane wokalizy i wstawki klawiszowe budowały obraz krążka. Mniej death metalu, więcej doomu - w czym spora zasługa basistki Mary Bielich, której gra została tutaj jeszcze mało wyeksponowana i zagłuszona przez potężne brzmienie gitary prowadzącej. Album posiadał niezłą produkcję w oryginale i wersja zremasterowana z 2008 (z trzema bonusami) aż tak jej nie poprawiała. W porównaniu z debiutem nowe dzieło ponosiło jednak klęskę, jako odmienne spojrzenie na doom/death - udane, lecz rozczarowujące odejściem od grobowego klimatu.
Zespół postanowił dalej brnąć drogą progresywnych wielogatunkowych udziwnień na [4]. Jednocześnie zrezygnowano ze śpiewu żeńskiego i zatrudniono drugiego gitarzystę Larry`ego Robertsa. Atmosferyczny Awaken spełniał rolę rozwiniętej introdukcji z recytacją i pełną siły melancholijną nawałnicą riffów. Ten klimat ulatywał w dwóch kolejnych kompozycjach - Harmony Divine i Shadows Of Light - zagranych na pograniczu death, black i metalu gotyckiego, wyraźnie progresywnych w aranżacjach, ale poprzetykanych ponownie akustycznymi fragmentami z nieco upozowanymi wokalami w stylu dark/gotyk. Jeszcze bardziej wtłoczony w ramy wąsko pojmowanego dark metalu był Shadows Of Light, ale słychać, że w tej konwencji Novembers Doom nie czuli się komfortowo. Oparta o gitarę akustyczną miniatura Intervene stanowiła niespodziewanie przedsionek do innego grania. Pastelowy Silent Tomorrow zwiewnie opierał się o czarującą recytację, by następnie uderzyć masą miażdżących riffów. Pełen wyniosłej elegancji In Faith stanowił popis gitarzystów, których rytmiczne zagrywki mogły budzić zdumienie. Eteryczny początek z recytacją wprowadzał w oparty o wokal Sarah Wilson Searching The Betrayal, ale w pewnym momencie tą sielankę zakłócało wejście kruszących mury doom/deathowych riffów z ambientowymi smaczkami. Centralnym punktem albumu był prawie 10-minutowy Last God w konwencji melodyjnego mixu doom/death z mrocznym gotykiem, odsuniętym na plan drugi wokalem i niezmiernie długimi wybrzmiewaniami ciężkich gitarowych akordów. Kawałek stopniowo nabierał tempa i stawał się niemal monumentalny, nabierając cech black/doomowych. W drugiej części numeru męsko-żeńskie recytacje splatały się i przenikały we wzruszający sposób. Jeszcze bardziej dziwił In Memories Past, odegrany niemal w konwencji stoner rocka, sprawiającego wrażenie "hard rocka na sterydach" z jazz-rockowym jam session i niesamowitym pulsem basu. Od fortepianowego wstępu zaczynał się The Day I Return, zmieniający oblicze na melodyjny death, ale brakowało tutaj wyrazistej linii melodycznej. Nieco przydługawy Aura Blue niepokojąco przyrastał na sile, kiedy pojawiał się mroczny śpiew i ostra gitara. Płyta ciekawa, ze słabszą co prawda końcówką, ale z bogactwem formy i treści. Dla niektórych krążek mógł jednak wydać się nazbyt brutalny i eksperymentalny. 22 listopada 2010, z okazji dziesiątej rocznicy premiery albumu, wydano jego reedycję - pierwszy CD zawierał nagrania oryginalne, a drugi - poprawione, z nowoczesną produkcją (bez Silent Tomorrow). Wszystko ozdobiono nową okładką.
Po odejściu Mary Bielich do Penance, Novembers Doom zaskoczyli [5] - tym razem nie do końca pozytywnie. Rozpoczynający całość Not The Strong jawił się jako ciężkie bezduszne granie w konwencji mrocznego black/deathu. Podobać się mógł fragment z potężnym riffowaniem w stylu Unleashed, ale odbyło się to kosztem klimatu. Podobne szybkie tempo zastosowano w Broken, nasuwające na myśl szwedzki melodyjny death z dodatkiem fińskiego dark metalu. Jednocześnie zatracono gdzieś własną odrębność, a znane z poprzedniego albumu recytacje na tle delikatnego grania były ledwo zarysowane. W rytmice i melodii Lost In A Day słychać było Sentenced w brutalniejszej wersji w połączeniu z rockiem gotyckim. Duch smutku i zadumy unosił się nad nad Within My Flesh i wreszcie Amerykanie wykazywali klasę w nagraniu z gitarą akustyczną. W dalszej części kompozycja nabierała cech powrotu z dalekiej podróży - płaczliwą gitarę i serię melodyjnych doom/deathowych miażdżących zagrywek. Paul Kuhr wreszcie w pełni wykorzystał atut swego głosu, oscylującego między growlingiem, a wokalem typowym dla dark metalu. Akustyk pojawiał się również w balladzie If Forever, ze złowieszczym śpiewem, ale i niepotrzebnym rockowym rozwinięciem. Zimny The Spirit Seed porozcinano eksperymentalnymi wstawkami z elektronicznie zniekształconym wokalem, co nie wypadło dobrze. Jeśli numer miał być celowo odpychający, to cel został osiagnięty i nawet melodyjny fragment z czystym gotyckim wokalem nie zmieniał tego faktu. Tym bardziej, że zastosowanie wokalu żeńskiego Nory O`Conner okazało się nieporozumieniem. Potwierdzał to Torn - jej głos zupełnie nie komponował się ze stylem płyty. Nudny The Lifeless Silhouette pozbawiono zupełnie klimatu, z bezbarwną recytacją w odcieniu szarości, ale nie takiej jakiej oczekiwałoby się od dark metalu - zagranego bardzo masywnie i usuwającego niemal w cień doom/death. Miniatura Dreams To Follow stanowiła jedynie fragment czegoś co nie doczekało się rozwinięcia. Długa melorecytacja stanowiła punkt kulminacyjny Dark Fields For Brilliance, gdzie zaproponowano wreszcie nieco melancholii w średnio-ciężkich riffach i transową leniwą linię przewodnią gitary. Ten kawałek nie ratował jednak krążka przed wszechobecnym wrażeniem braku pomysłu na nagranie interesującego materiału z jakąś myślą przewodnią lub chociażby utworów zaskakujących nieformalnym podejściem. Do tego doszło sterylne jednowymiarowe brzmienie ze zbyt głośną perkusją Nuneza i nieco "wymęczonym" śpiewem Kuhra. Gdyby to był inny zespół, można by przejść do porządku dziennego nad poprawnym albumem w ramach szeroko rozumianego klimatycznego grania. Może Novembers Doom trudno określić mianem wizjonerów, ale z pewnością w ich przypadku poprawność należało potraktować jako upadek. Do tej pory bowiem formacja zaskakiwała, zdumiewała i miejscami wzbudzała wręcz zachwyt.
Po zrekrutowaniu gitarzysty Vito Marchese i basisty Mike`a LeGrosa, zespół przystąpił do realizacji [6]. Dotychczasowy gitarzysta Eric Burnley pojawił się zaledwie w paru numerach jako klawiszowiec. Na wszystko nałożyły się jeszcze osobiste problemy Kuhra, długotrwały proces produkcji i inne czynniki pozamuzyczne, które spowodowały, że album ukazał się z opóźnieniem. Jak zwykle można było oczekiwać wszystkiego, niemniej album stylistycznie przypominał poprzedni. A jednak to co na [5] było słabością, tutaj zostało obrócone w potężną broń. Wszystko oparto o znakomita produkcję, będącą zasługą Jamesa Murphy`ego oraz Dana Swanö. W efekcie ich działań, [6] nabrał cech wypadkowych Florydy i Sztokholmu - stonerowe ciepło i doomowa rozlazłość wybrzmiewań z wczesnych płyt ustąpiły miejsca wymuskanemu brutalnemu chłodowi oraz wycyzelowanej agresji. Zrezygnowano z ambientowych wstawek, melorecytacji i żeńskich wokaliz. Głos Kuhra już w otwierającym The Pale Haunt Departure był przerażająco zimny i hipnotyzujący. Ten growling na granicy grobu i odwróconego krzyża prawdziwie zniewalał - tak było w Swallowed By The Moon, dewastującym strzępami melodii bezlitośnie rozrywanej przez ostre brutalne ataki gitarowe. Grupa od dawna nie zastosowała tylu rodzajów wokali w obrębie jednego utworu. W Autumn Reflection łamano konwencje elegancko jak we wczesnym okresie działalności. Gitara akustyczna i łagodność przenikały się z brytyjskim doom/deathem, a czysty śpiew ujawniał wpływy twórczości Solstice. Powrót zimnego zła następował w Dark World Burden - zagranym niemal obojętnie cieżkim walcu wzbogaconym o solówkę samego Swanö. "Niezdecydowane" wejście akustycznej gitary zwiastowało chorą nienawiść w pełnym skandynawskiego chłodu In The Absence Of Grace. Kawałek przechodził w dalszej części do znanych z najlepszego okresu środków wyrazu, aby za chwilę wrócić do beznamiętnej destrukcji. Łagodny Through A Child`s Eyes dzięki nastrojowemu charakterowi oddalał się od brutalnej siły emanującej z tego krążka. Drzwi na koniec zamykał szczelnie Collapse Of The Falling Throe, w którym w zadziwiający sposób ogniskowały się najbardziej osobliwe cechy stylu nowej płyty. Największe wrażenie paradoksalnie na całym albumie robił nie klimat, a brutalna siła. Po raz kolejny Novembers Doom objawili się jako ekipa zmienna i intrygująca, a do ogarnięcia materiału nie wystarczało nawet kilka odsłuchów.
20 lutego 2007 ukazał się [7], z intrygująco smutną okładką autorstwa Travisa Smitha. Utrzymano współpracę z Murphy`m i Swanö jako osobami odpowiedzialnymi za brzmienie i produkcję, przy czym nad całością czuwał nowy basista Chris Djuricic. Albumowi nadano ponownie brzmienie ciężkie i ostre, a Rain stanowił reminiscencję stylu rozpoczętego na poprzedniku - szybko i brutalnie, ale z melodią na pograniczu death/black. Zastosowano również recytację, lecz jakże odległą w zimnej bezduszności od twórczosci wcześniejszej. W The Novella Reservoir atmosferę chłodnej mocy wymieszano z sympatyczną melodią, odśpiewaną czystym wokalem. Szybki Drown The Inland Mere był nastepnym w kolejności przykładem wycyzelowanej brutalności. Doom zaczynał zatracać definitywnie swoją rację bytu w przypadku tego zespołu i jedynie mówione partie przewijające się w tej kompozycji to echo grania melancholijnego doomu z dodatkiem gotyku. Ważnym dodatkiem pozostawały partie gitary akustycznej, jak w balladowym Twilight Innocence, przyćmiewające wokal Kuhra i wydające się najważniejszym elementem tego przeciętnego kawałka. Mrok w szarym pląszczu ociekającym grobową stęchlizną powracał w The Voice Of Failure, ze znakomicie łamanymi gotycko-metalowymi wstawkami z czystym wokalem. Jednak nad wszystkim unosił się growling Kuhra, zachowującego wyśmienitą formę z [6]. Nieco wolniejszy They Were Left To Die emanował duszną rezygnacją i czterema rodzajami śpiewu lidera. Obrazu nie zmieniał wypełniony gitarową akustyczną melancholią i wybornymi partiami perkusji Leaving This - ciężko zagrany mroczny metal gotycki - przepłniający uczuciem żalu, że ta kapela porzuciła smutne klimaty. Album skierowano głównie do fanów death metalu z odrobiną mrocznych melodii, a maniacy doom/deathu raczej nie mieli tutaj czego szukać.
Przykuwająca uwagę okładka autorstwa Tommy`ego Guesta zdobiła [8], ponownie wymykający się jednoznacznemu zaszufladkowaniu. Echa Unleashed ponownie odzywały się w Into Night`s Requiem Infernal, z brzmieniem ukierunkowanym przez Dana Swanö na Szwecję. Delikatniejszy Eulogy For The Living Lost z naprzemiennymi wokalami przypominał z kolei niektóre nagrania Edge Of Sanity. Brutalna melodyjność zagrana wolniej robiła duże wrażenie w Empathy`s Greed, a The Fifth Day Of March ujmował wzruszającym czystym śpiewie Kuhra i osadzeniem stylistycznym w rocku lat 70-tych. Muzycy Novembers Doom jednak nie byliby sobą, gdyby czymś nie zaskoczyli - w przypadku tego krążku był to stricte deathmetalowy Lazarus Regret, nie pasujący zupełnie do monumntalnej wizji całości. Odpowiedni klimat wracał na szczęście w doom/deathowym I Hurt Those I Adore, który intrygował uporczywie powracającym riffem głównym. When Desperation Fills The Void idealnie wprost mixował wolne tempo i atmosferę jesiennego dnia z delikatnością ballady.
Paul Kuhr i Mary Bielich grali razem w Em Sinfonia. Ponadto Paul występował w deathmetalowym These Are They (EP-ka Who Manifest w 2009, Who Linger też w 2009, Disposing Of Betrayers w 2010, EP-ka 1871 w 2014 i w końcu At The Feast Of Seven Funerals w 2014) oraz izraelskim psychodeliczno-progresywnometalowym Subterranean Masquerade (EP-ka Temporary Psychotic State w 2004, Suspended Animation Dreams w 2005 i The Great Bazaar w 2015). Vito Marchese grał w progresywno-metalowym Divinity Compromised (A World Torn w 2013 i Terminal w 2017). Mary Bielich pojawiła się później w punkowo-thrashowym Behind Enemy Lines (One Nation Under The Iron Fist Of God w 2007) i doom/deathowym Derkéta (In Death We Meet w 2012). Gary Naples bębnił w deathmetalowym Deadhand System (Artifex w 2017), sludge/blackowym Wolvhammer (The Monuments Of Ash & Bone w 2018) i progresywno-heavymetalowym Black Sites (Exile w 2019).
ALBUM | ŚPIEW MĘSKI | ŚPIEW ŻEŃSKI | GITARA | GITARA | BAS | PERKUSJA |
[1] | Paul Kuhr | Cathy Jo Hejna | Steve Nicholson | Joe Hernandez | ||
[2] | Paul Kuhr | Cathy Jo Hejna | Eric Burnley | Mary Bielich | Abbas Jaffary | |
[3] | Paul Kuhr | Cathy Jo Hejna | Eric Burnley | Mary Bielich | Sasha Horn | |
[4] | Paul Kuhr | - | Eric Burnley | Lawrence `Larry` Roberts | Mary Bielich | Joe Nunez |
[5] | Paul Kuhr | - | Eric Burnley | Lawrence `Larry` Roberts | Brian Gordon | Joe Nunez |
[6] | Paul Kuhr | - | Vito Marchese | Lawrence `Larry` Roberts | Mike LeGros | Joe Nunez |
[7] | Paul Kuhr | - | Vito Marchese | Lawrence `Larry` Roberts | Chris Djuricic | Joe Nunez |
[8-9] | Paul Kuhr | - | Vito Marchese | Lawrence `Larry` Roberts | Chris Djuricic | Sasha Horn |
[10-12] | Paul Kuhr | - | Vito Marchese | Lawrence `Larry` Roberts | Mike Feldman | Garry Naples |
Mary Bielich (ex-Mythic), Larry Roberts (ex-Shades Of Grey, ex-Dead Serenade, ex-Neurotoxin),
Joe Nunez (ex-Fleshold, ex-Neurotoxin), Garry Naples (Kastasyde, Immortal Bird)
Rok wydania | Tytuł | TOP |
1995 | [1] Amid Its Hallowed Mirth | |
1997 | [2] For Every Leaf That Falls EP | |
1999 | [3] Of Sculptured Ivy And Stone Flowers | |
2000 | [4] The Knowing | |
2002 | [5] To Welcome The Fade | |
2005 | [6] The Pale Haunt Departure | |
2007 | [7] The Novella Reservoir | |
2009 | [8] Into Night`s Requiem Infernal | |
2011 | [9] Aphotic | |
2014 | [10] Bled White | |
2017 | [11] Hamartia | |
2019 | [12] Nephilim Grove | #26 |