Kanadyjski zespół powstały w 2015 w Toronto. Wystartował dwiema demówkami w 2016: "The Bottomless Perdition" w 2016 i "The Moulting". Na pierwszej płycie znalazły się niektóre kawałki przearanżowane właśnie z tych demówek. Zarówno ten album, jaki i następny wykazywały brak inspiracji - był to solidny death metal: pełen blastów, pokracznych riffów i zaflegmionego growlingu. Był to wyziew wyjątkowo obskurny i dociskający ciężarem, a deathowe aranżacje momentami skręcały eksperymentalnie w kierunku death/doomu. Znalazł się tu jednak numer niezwykle ciekawy - umieszczony na końcu ośmiominutowy Two Worlds Become One, mocno wyhamowujący tempo po poprzedzającej go petardzie. Był to mocarny kawałek, dopychający butem drzwi do cuchnącej trupami krypty. Silną stroną zespołu była również wysoka samoświadomość muzyków, gdyż każda zmiana tempa, metrum, riffu i rytmu wydawała się być uzasadniona i klarowna. Był to dość bolesny początek kariery, kiedy styl Tomb Mold dopiero się wykluwał, gdzieś na pograniczu Incantation i fińskiego Demilich - który w tych początkowych latach podobał się wtedy, kiedy grupa przestawała kombinować na siłę, a stawiała na naturalność i klimat. Na [4] ekipa zadbała, aby słuchacz się nie nudził, serwując miażdżące riffy w szybszych i wolniejszych odmianach. Również brzmienie krążka zmajstrowano tak, aby przypominało stare dobre czasy death metalu. Było to granie solidne, ale bez nadmiernej pasji i z raczej udawaną przyjemnością.
Wiele zmieniło się na [6], który był całkowicie nowym rozdziałem w dorobku Kanadyjczyków. Zrezygnowano z większości meandrów deathowego podziemia, a więcej inklinacji prog-metalowych. W tych dźwiękach było wiele wpływów późnego Death, choć pierwsze dwie kompozycje niczym nie zaskakiwali. Schody zaczynały się od Will Of Whispers, słyszalnie zdradzającego fascynacje Cynic - senny kawałek z hawajskimi motywami, przestrzennymi gitarami i rozbudowaną formą. Utwór kładł niestety monotonny wokal Klebanoffa, podczas gdy rozmarzone gitary balansują gdzieś na pograniczu dokonań neo-progresywnego Pendragon, melodii Death i niespiesznej nostalgii znanej z Dream Unending. Później zespół zaskakująco często w mniejszym lub większym stopniu powielał ten art rockowo/neo-progowy schemat. Owszem, w utwory wrzucono wiele uroczych harmonii, lecz finalnie odnosiło się wrażenie, że prowadziły one donikąd. Nawet zamykający płytę 11-minutowy kolos The Enduring Spirit Of Calamity, choć zdecydowanie najlepszy na tym wydawnictwie. Tutaj ekipa słyszalnie dźwigała ciężar całego konceptu i kalejdoskop pomysłów, gdyż wcześnie ta stylistyczna transformacja nie brzmiała na przemyślaną. Brak spójności wynikał zapewne z braku czasu na należyte dopracowanie szczegółów - aspiracja podążenia w progresywne rejony zdała egzamin w sferze technicznego postępu (Fate's Tangled Thread), ale pod względem aranżacji nie doszło do żadnego przełomu. Chęć zostania drugą Obscurą (The Enduring Spirit Of Calamity) czy Beyond Creation nie wypaliło, gdyż było zbyt przystępne i o nazbyt ogólnym charakterze. Zabrakło wyrazistości, mocy i charakteru, a album był po prostu płytą nadmiernie rzemieślniczą.
Derrick Vella współzałożył znakomity Dream Unending.

ALBUM ŚPIEW, PERKUSJA GITARA GITARA BAS
[1] Max Klebanoff Derrick Vella
[2-4] Max Klebanoff Payson Alexander Power Derrick Vella Steve Musgrave
[5-6] Max Klebanoff Payson Alexander Power Derrick Vella


Rok wydania Tytuł
2017 [1] Primordial Malignity
2018 [2] Manor Of Infinite Forms
2018 [3] Cerulean Salvation EP
2019 [4] Planetary Clairvoyance
2022 [5] Aperture Of Body EP
2023 [6] The Enduring Spirit

          

Powrót do spisu treści