Włoski zespół powstały w 1988 w Mediolanie. Wczesne nagrania rodziły się w bólach, a pierwszą kasetę demo "Thunderstorm" wydano dopiero w 1993. Po odejściu gitarzysty Marco i perkusisty Tony`ego, Wotan zawiesił działalność do 1999. Ceni i Oliveri zrekrutowali dwóch nowych muzyków i rozpoczęli rozprowadzać nową demówkę "Under The Sign Of Odin`s Crows". Debiutancki krążek ukazał się wreszcie 15 czerwca 2004 nakładem Eat Metal Records. Rozpoczynał się szybkim Lord Of The Wind, na którym wyraźne piętno odcisnęła niemiecka stylistyka spod znaku Wizard. Jednak już następny Under The Sign Of Odin`s Raven skręcał ostro w kierunku konwencji wczesnego Manowar. Była to pełna epickiej surowości i podniosłości pieśń godna Odyna, wzbogacona barbarzyńskim wokalem Ceniego. Hussard De La Mort brzmiał niczym obłędny taniec wojowników z nerwowym pulsującym rytmem i wspaniałym refrenem ozdobionym udziałem Deathmastera z Doomsword. Ride Of Templars z kolei był galopującym manowarowym killerem, z drugą częścią pełną patosu i ciętych riffów. Epicki duch powracał w Stone Giants - kompozycji pełną stalowej mocy z agresywnym wokalem, dynamiczną solówką i patetycznym finałem. Black Conqueror czarował częstymi zmianami tempa, przy czym największe wrażenie robiło to majestatyczne (średnie). Dopracowany w szczegółach The Cave posiadał znów wiele odniesień do twórczości Manowar. Na szczególną uwagę zasługiwał monumentalny Thermopiles z zapadającą w pamięć melorecytacją, uwypuklającą dramatyzm historycznego wydarzenia. Przeszywający wokal, solówka i bitewne zakończenie prowadziły do wspaniałego finału. Album zamykał szybszy truemetalowy Iron Shadows, lecz po Termopilach wszystko wydawało się słabsze. Aż dziw brał jak zespół o takim potencjale mógł pozostać niedostrzegany i niedoceniany przez tyle lat.
30 kwietnia 2007 wydano znakomity [2], będący potwierdzeniem fenomenu Wotan. Drink In The Skull Of Your Father stanowił esencję epickiego heavy metalu, z wieloma zmianami tempa i odpowiednim poziomem patetyzmu. Tą ścieżką sukcesywnie podążał pompatyczny The Quest For The Grail ze smakowitą wyciszoną środkową partią w stylu Blind Guardian. Dark Centuries przyspieszał na wzór Domine, a w balladzie Mother Forest na pianinie zagrał Ross The Boss (ex-Manowar). Ta pieśń poruszała i Ceni zaprezentował jedne z najlepszych wokali na całej płycie z kapitalnym vibratto. Ross powracał w Spartacus, tym razem serwując morderczą solówkę gitarową. Wybornie wypadła heavymetalowa wersja starej irlandzkiej pieśni Foggy Dew, która przeistaczała się w epicko-marszową idealną pieśń ku pokrzepieniu serc wojowników przed nadchodzącą bitwą. Ceni kapitalnie zmagał się tu z tym wszystkim praktycznie sam. Nawiązania do Manowar powracały w melodyjnie galopujących Vlad Tepes i Dream Of Maxen, natomiast bojowy Vae Victis szarżował znakomitymi zagrywkami gitarowo-perkusyjnymi. Ponad 15-minutowa suita La Chason De Roland czarowała kalejdoskopem epickich odcieni i partii akustycznych. Po raz kolejny popis dawał Vanni Ceni, którego zawodzący wokal przypominał Morby`ego ze wspomnianego Domine, Było tu wszystko: odgłosy bitwy, żeńskie wokalizy, wstawki akustyczne i dramatyczna narracja wokalna. Dominowały wolne tempa oparte na zwalistych riffach heavy/doomowych w stylu Forsaken i innych asów epickiego grania. Krążek kończył ponad 9-minutowy dostojny Ithaca z odgłosami morza i burzy, o lekko dusznym klimacie, będący uroczystym zakończenie świetnej płyty. Piękna część instrumentalna z gitarą akustyczną i wokalizami w tle potrafiła wzruszyć. Fajerwerków technicznych w grze instrumentalistów nie było - nie o to tu chodziło. Solówki Degiovanniego nie były skomplikowane, za to niezwykle pomysłowe w podpatrywaniu Rossa The Bossa. Brzmienie jak to u Wotan surowe i niewygładzone, za to wspaniale grzmiała perkusja.
Na [3] Wotan nieco złagodniał, gdyż rozpoczynający The Lone Wolf nie brzmiał tak barbarzyńsko i energicznie jak to bywało w przeszłości, ale nadal wysokie zaśpiewy dewastowały czaszki powalonych wrogów. Podrobić heavy metal tej grupy i odnieść podobny sukces próbowało we Włoszech wiele ekip, ale ze skutkiem miernym co najwyżej, a przecież kwartetu nigdy nie tworzyli wybitni instrumentaliści. Zespołu nigdy również nie było stać na zaplecze zapewniające nieskazitelną produkcję czy nadzwyczaj aktywną promocję. Mimo to The Bridge To Asgard osiągał poziom niedostępny dla większości konkurencji i w tej stylistyce Manowar dostojnie drżały kolumny. Surowy i dumny Hagen rozpędzał się stopniowo w powermetalową galopadę, a solówka DeGiovanniego kruszyła tarcze wrogów. Grupa prezentowała ascetyzm w nie-metalowej pogańskiej pieśni Ja Nuns Hons Pris z udziałem licznych gości na tle średniowiecznych zagrywek, a także epicką moc i ciężar w Goyatla (The Last Battle), wypełnionego szlachetnym gniewem i wojennymi zaśpiewami. Płytkę uzupełniała alternatywna wersja Bridge To Asgard z udziałem wokalistki Eli Wise (właśc. Emanuela Savio), jeszcze bardziej dostojna i uroczysta niż oryginał. To co jednych w muzyce Wotan drażniło, innych zachwycało, ale nikt nie pozostawał obojętnym.
Niewielu wierzyło w powrót Wotan. W końcu zespół powrócił 13 listopada 2019 z nowym bębniarzem, kontraktem z Rafchild Records i ponad dwoma godzinami nowej muzyki na motywach ich ulubionego wagnerowskiego motywu "Pierścienia Nibelungów". Jeśli [3] pozostawiał niedosyt z powodu nie do końca opowiedzianej sagi, to nowy krążek stanowił dzieło kompletne literacko i zgrabnie muzycznie przedstawione. Jeśli ktoś wówczas czekał na jakieś podzielone tandetne EP-ki Manowar, to tutaj otrzymywał odpowiedź kto był królami true metalu. Barbarzyńskie wokale Ceniego były fenomenalne i tak jeszcze nie kosił głosem szeregów wrogich wojowników. Gitara dewastowała w klasycznym stylu, a pełne patosu solówki Degiovanniego ozdobiały wyśmienicie każy numer. Ani chwili przestoju, akcja posuwała się w znakomitym tempie, a czas mijał niezwykle szybko. Wersje z [3] wypadły jeszcze lepiej w nowych wersjach, a świeże kawałki zachwycały tym co było najlepsze na [2]. Ogromny rozmach osiągnięto przy użyciu prostych środków, a surowość zamieniono w najmocniejszy oręż. Raz wolniej, raz szybciej - kwartet smakowicie żonglował zagrywkami delikatnymi i bezkompromisowo drapieżnymi. Dewastujące epickie refreny dopełniały bombastyczne zwieńczenia niektórych kompozycji godne samego Wagnera. Znakomicie zaranżowano dwa kolosy: ponad 10-minutowy The Curse Of The Ring i monumentalny 13-minutowy Siegfried`s Funeral March. Pod względem klimatu na na myśl przychodziły dokonania rodaków z Doomsword. Brzmienie absolutnie niszczyło i w tym gatunku nie można tego było zrobić inaczej. Perfekcyjnie wyważono akcenty pomiędzy poszczególnymi instrumentami w korelacji z wokalem. Ceni stał centralnie niczym posąg ustawiony na marmurowym postumencie i ani na moment nie przestawał być godnym, by go opuścić. Joey DeMaio często odwoływał się do twórczości Richarda Wagnera, a jednak to właśnie Wotan znalazł w realizacji wagnerowskiej muzyki pierwotną moc w majestatycznej oprawie. Album wymagał wysiłku i ogromnej wiary w końcowy sukces.

ALBUM ŚPIEW GITARA BAS PERKUSJA
[1-3] Vanni Ceni Mario DeGiovanni Salvatore Oliveri Lorenzo Giudici
[4] Vanni Ceni Mario DeGiovanni Salvatore Oliveri Gabriele Stoppa

Gabriele Stoppa (ex-By The Grief, ex-Elevation, ex-Acid Ocean)

Rok wydania Tytuł TOP
2004 [1] Carmina Barbarica #29
2007 [2] Epos #7
2011 [3] Bridge To Asgard EP
2019 [4] The Song Of The Nibelungs #1

      

Powrót do spisu treści