Amerykańska grupa powstała w 2019 w południowej Kalifornii z inicjatywy wokalisty Stryper i gitarzysty L.A. Guns. Idea stworzenia zespołu polegała na zrealizowaniu muzycznych pomysłów Gunsa z lat młodzieńczych, zorientowanych na klasyczny heavy metal, tworząc materiał gatunkowo znacznie cięższy niż macierzyste kapele liderów. Debiut prezentował się dwutorowo. Pierwszy z nich realnie tradycyjny heavy i tym rozpoczynają w fenomenalnym Life z pierwiastkami epickimi i przeszywająca melodią. Michael Sweet (ur. 4 lipca 1963) skomasował cały swój potencjał śpiewu dramatycznego i równocześnie pełnego żaru. Od razu było słychać, że frontman był w fantastycznej dyspozycji. W podobnym Better End surową brutalność zbyt mocno wyeksponowano, a łagodniejsze motywy z kolei zaznaczono za słabo w refrenie. Za to mega-heroiczny No Tomorrows to kawałek kapitalny, także w gitarowych ozdobnikach i całość przypominało najlepsze heavymetalowe hity lat 80-tych z USA. Moc! Na tym tle solidny i krótki Born To Win przemykał niemal niezauważenie, pełen ciężkich (ale wywodzących się z hard rocka i stoner) riffów. Zadziornie bojowy tytułowy Evil And Divine był świetnym nawiązanie do US Power w eleganckiej, aczkolwiek drapieżnej formie - tak w twardych akordach gitarowych, jak i wokalnej interpretacji Sweeta. Tym razem refren był metalowo poetycki na wzór Seventh Star Black Sabbath. Drugim torem stylistycznym był heavy/doom w przytłaczających numerach o lekko psychodelicznym charakterze, z wysuniętym wokalem Sweeta, który dał prawdziwy popis w Take Me Away - ponownie o sabbathowych inklinacjach. Miejscami aż trudno było uwierzyć, że to Sweet z gładko ułożonego Stryper. Heavy/doom z akcentami stoner w rytmice to znakomicie rozegrany Stronger Than Before - czysty gatunkowo, szlachetny, bez akcentów sludge i przerysowanej psychodelii. Utwór wzbogaciła niezwykle swobodna solówka Gunsa. Ciężki i zbudowany na nawracającym motywie gitarowym w wolnym tempie mroczny World Gone Wrong - majestatyczny i nasuwający płytę Palace In Black. Nikt nie przypuszczał, że specjaliści od balladowego grania coś zepsują w Been Said And Done, prowadzonym przez gitarę akustyczną i czuć było prawdziwy poetycki autentyzm. Wyśmienicie wszystko podsumowywał heroiczny They Fought, z subtelnymi reminiscencjami Visigoth i dewastująca perkusją Adama Hamiltona. On i Davis dotychczas obracali się w rejonach do tej pory niezwiązanych z metalem - obaj byli producentami L.A. Guns i kalifornijską sceną rockową - tu jednak zagrali naprawdę mocno i z przekonaniem. Stanowili silne wsparcie dla Gunsa, który czarował pełnymi energii solówkami. Profesjonalizm i doświadczenie po prostu tryskały z tej muzyki i sposobu jej wykonania. Głęboki bas, szumiąca blachami perkusja, soczysta gitara i kruszący wokal Sweeta były efektem absolutnego profesjonalizmu w zakresie opcji mixu i masteringu. Takie spotkania gwiazd w metalowym światku USA często okazywały się niewypałem, lecz nie tym razem. Sunbomb nadszedł znikąd, grając wyborny i dostarczający prawdziwych wzruszeń metal.
Sunbomb nie okazał się jednorazową efemerydą i grupa powróciła z drugim krążkiem w czerwcu 2024,. W stosunku do debiutu zaszły zmiany - skład zmniejszył się do tria, gdyż Tracii zagrał również na basie. Album otwierał Unbreakable i to był twardy amerykański heavy metal spod znaku World War III. Trzeba być koneserem muzyki tego zespołu i tych z jego kręgu, by strawić [2] całościowo. Do tego nieociosanego metalu doszedł także industrialny sposób aranżacji (zwłaszcza gitar). W tej konwencji Michael Sweet śpiewał dobrze, ale tylko pod kątem wpasowania się, ale nie wnosił takiego ognia jak na debiucie. Kawałki przelatywały jeden po drugim, wszystkie niestety sztywne i schematyczne (Steel Hearts, Rewind, Reclaim the Light). Ten repertuar uzupełniły: Beyond The Odds (marny stadionowy rozgrzewacz publiczności) czy Light Up The Sky - dość bezradna próba wejścia na romantyczne obszary, w której zawodził nie tylko Sweet, ale nawet i gitarzysta. Jeśli In Grace (We'll Find Our Name) miał jakoś wypływać z Dehumanizer Black Sabbath, było to podejście doprawdy słabe (za dużo stonera niskich lotów w części centralnej, brak wyrzistego zakończenia). Druga ballada Where We Belong także słaba, po części jawiąca się jako parodia pomysłów Jona Schaffera w Sons Of Liberty. Zagrany na zwolnionych obrotach Winds Of Fate przybierał formę paskudnego muzycznego kaca i aż szkoda było klimatycznej solówki, którą zupełnie nieoczekiwanie grał Guns. Nadzieja, że Sunbomb czymś zaskoczy na sam koniec, okazała się płonna, gdyż Setting The Sail skrojono dokładnie pod tą samą miarę co początkowy Unbreakable. Grupa wróciła zupełnie niepotrzebnie, zacierając wrażenie kapitalnego debiutu, z brakiem pomysłów na swoją muzykę, a mocne selektywne brzmienie jedynie obnażało brak idei przewodniej, a nawet kiepskie miejscami wykonanie.

Daldsze losy muzyków Sunbomb:

ALBUM ŚPIEW GITARA BAS PERKUSJA
[1-] Michael Sweet Tracy 'Tracii Guns' Ulrich Mitch Davis Adam Hamilton
[2] Michael Sweet Tracy 'Tracii Guns' Ulrich Adam Hamilton

Michael Sweet (Stryper, Sweet & Lynch), Adam Hamilton (L.A. Guns, ex-Needle Park),
Tracii Guns (L.A. Guns, ex-Contraband, ex-Gilby Clarke, ex-Brides Of Destruction, ex-Tracii Guns League Of Gentlemen, ex-Devil City Angels)


Rok wydania Tytuł
2021 [1] Evil And Divine
2024 [2] Light Up The Sky

  

Powrót do spisu treści