
Międzynarodowy projekt powstały w 2021 z inicjatywy klawiszowca norweskiego Borknagar oraz lidera francuskiego Blut Aus Nord. Do Ershetu dołączyli również multiinstrumentalista Intza Roca oraz dwóch tajmeniczych facetów odpowiedzialnych za teksty. Album przedstawiał koncepcję śmierci w obrębie cywilizacji Majów, a w szczególności na prawdach zawartych w księdze "Popol Vuh". Była to święta księga narodu Kicze, zamieszkującego tereny dzisiejszej Gwatemali. Napisał ją między 1554 a 1558 anonimowy autor, którego zapisy stanowiły bezcenny pomnik literatury prekolumbijskiej. Była to poetycka opowieść zawierająca elementy historii i mitologii, m.in. jak bogowie stworzyli świat i rodzaj ludzki, fragmenty o podboju hiszpańskim, jak również zebrane ustne relacje dotyczące tradycji przodków. W 1701 dominikanin Francisco Ximenez (proboszcz w Chichicastenango) wykonał transkrypcję tekstu oraz przetłumaczył go na język hiszpański, po czym oryginał zwrócił Indianom Kicze. Na tych źródłach oparli swój debiut muzycy Ershetu tworząc swój progresywny black metal, w którym monumentalne i kaskadowe riffy Vindsvala płynęły w zmiennych tempach przy równie ciężkiej perkusji i przejmujących wokalach Nedlanda. Zespół wplótł w całość także syntezatorowe tła, nadające płycie specyficznego melodramatyzmu. Intrygującym blackowym zagrywkom towrzyszyły południowoamerykańskie rytmy wygrywane na indiańskich piszczałkach i bębnach. W tym należało upatrywac geniuszu tego wszystkiego - idealnym balansie blacku, instrumentów plemiennych oraz mistycyzmu Majów. Tak jakby w jednym studio zmixowano stanowcze akordy Blut Aus Nord, wikińskie zaśpiewy Borknagar oraz etniczne podkłady rodem z dżungli. Wszystko wydawało się przy pierwszym odsłuchu pełne kontrastów i wywołujące niemałą konsternację, ale to uczucie szybko mijało i zastępował je podziw wobec enigmatycznemu artyzmowi krążka. Przede wszystkim tej muzyki nie dało się porównać do żadnej innej z jakąś łatwością, co było nie lada osiągnięciem w czasach kapel kopiuj/wklej. Do opowieści wprowadzał Enter The Palace Of Masks - dłuższe intro przepełnione rytualnymi intonacjami, tworzącymi autentyczną atmosferę z czasów potęgi Majów. From Corn To Dust to już kawałek właściwy, z wszelkimi elementami opowisanymi powyżej, w którym Lars Nedland śpiewał na zasadzie rytmicznej mantry. W The Place Of Fright ton nadawały plemienne bębny i hipnotyzujące tremolo gitary, a największe wrażenie robiła część z czystym śpiewem. Tytuł kompozycji to właśnie Xibalba, czyli zaświaty w mitologii Majów, rządzone przez duchy chorób i śmierci. Tradycyjnie wejście do Xibalby lokowano w jaskini leżącej nieopodal Cobán w Gwatemali. Następny kawałek Cult Of The Snake God wyrastał zdecydowanie na faworyta albumu pod względem epickiego rozmachu, a numer zgrabnie przeskakiwał od klimatycznych zagrywek do blackowej intensywności. Hollow Earth zaczynał się przyciszoną retrospektywną zagrywką, by przejść w intrygująco zagęszczone tempa poparte bombastycznymi orkiestracjami. Należało jedynie żałować, że wszystko trwało jedynie 43 minuty, bo takiego twórczego grania można by dołożyć jeszcze z 20 minut. Finałowy Tunkuluchú był najbardziej zakręcony, a blackowy wybuch symbolizował przeprowadzaną ceremonię. Ostatnie tony wchodziły na triumfalne crescendo, lecz ta kakofonia dźwięków zmieniała oblicze na lżejszą - niczym świadek, który po doświadczeniu tego wszystkiego odchodził i znikał za horyzontem. Wówczas słuchacz jako kolejny pielgrzym powracał do Pałacu Masek, by doświadczyć na nowo nieprzerwanego cyklu życia i śmierci. Ershetu dał jasno do zrozumienia, że to nie była żadna opowieść, ale muzyczne doświadczenie - bez fabuły i bohaterów. Słuchanie tej płyty było porównywalne z zanurkowaniem na głeboką wodę historii Majów, by po wypłynięciu na powierzchnię stać się świadkiem tamtych fascynujących zamierzchłych dni Ameryki przedkolumbijskiej.
Wkrótce Nedland pozostawił Vindsvala samemu sobie i ten musiał także stanąc za mikrofonem. Na [2] swoje zainteresowania przesunął się na Daleki Wschód,, pozostawiając za sobą rytuały Majów na rzecz shinto - rodzimej religii Japonii. Teksty nadal jednak koncentrowały się na obrzędach i mitach otaczających śmierć - jak shintoizm jako filozofia postrzega śmierć z pewnym stopniem akceptacji, tak samo nowy album odzwierciedlał dźwięk, który miał swoje korzenie w black metalu z duszą. Wykorzystując instrumenty takie jak koto, shamisen i shakuhachi, udało się udało się grupie nakreślić ponownie bardzo szeroki horyzont możliwości dźwiękowych. Ketsurui zaczynał się spokojnie, a delikatnie szarpane struny malowały obraz lasów skąpanych w słońcu, a scena stawała się bogatsza kiedy wchodziła fala blastów, wznoszące się gitarowe tremolo oraz wycie. Vindsala. Jako narrator muzyk sprawdził się, zgrabnie przechodząc od blackowych wokali po baryton, podczas gdy towarzysząca mu perkusja Intzy Roca była niczym energetyzująca siła sprawiająca, że ??te rozległe kompozycje toczyły się w szybkim tempie. Jikoku początkowo wydawał się dzikszą bestią, pomijając wiele atmosferycznych ozdobników swojego poprzednika i decydując się na tradycyjnie metalowe brzmienie, choć pojawiały się tu smyczki. Sekiryo budził duchy wojny i upiorne śpiewy przypominały tutaj marsz zmarłych dusz do podziemi, a uczucie to tylko się pogłębiało, kiedy wchodziła doomowa zagrywka i kalejdoskopowy wir jęków niczym z gorączkowego snu. Dzwony świątynne i wyśpiewywane sutry zwiastowały Abikyokan - numer przerywany metronomicznymi uderzeniami bębnów, ale z czasem tempo wzrastało i pochłaniałoc wcześniejszą sielankę niczym burza piaskowa. Zamiast błogości bezgwiezdnej pustki znanej z Blut Aus Nord, Ershetu skupiał się raczej na stosunkach między ludzkością a naturą. Na tle reszty materiału, Kagutsuchi okazywał się przyjemną przejażdżką z dość zabawną melodią, natomiast Nenokatasukuni był najbardziej ambitnym utworem. Biorąc swoją nazwę od shintoistycznego podziemia, była to rozległa kompozycja pełna dramaturgii i polotu, ale znalazły się też również chwile medytacyjnej ciszy - niczym pragnienie przedstawienia czegoś doniosłego przy użyciu ziemskich narzędzi. Była to płyta wyjątkowa, choć zawierała elementy znajome dla każdego kto interesował się na nowoczesnym black metalu, a miłośnicy japońskiej muzyki i antropologii znaleźć mogli wiele tematów do dyskusji. Ostatecznie [2] okazał się godnym następcą debiutu, a oba albumy dzieliło przecież niecałych 13 miesięcy.
| ALBUM | ŚPIEW | GITARA, BAS | PERKUSJA, KSYLOFON | TEKSTY |
| [1] | Lars `Lazare` Nedland | Vindsval | Intza Roca | Sacr / Void |
| [2] | Vindsval | Intza Roca | Sacr / Void | |
Lars Nedland (ex-Carpathian Forest, Solefald, Borknagar, ex-Age Of Silence),
Vindsval (ex-Vlad, Blut Aus Nord, ex-Children Of Mäani, ex-The Eye, ex-Karras, ex-Forhist, Eitrin)
| Rok wydania | Tytuł | TOP |
| 2023 | [1] Xibalba | |
| 2024 | [2] Yomi | #9 |
