
Niemiecka grupa założona w 1978 przez Uliego Jona Rotha (właśc. Ulrich Roth, ur. 18 grudnia 1954) po jego odejściu ze Scorpions. Wraz z coraz większymi sukcesami jakie osiągał ze swoim poprzednim zespołem, Uli coraz gorzej czuł się w jego szeregach. Dał tego dosadny wyraz tworząc utwór I`ve Got To Be Free, który znalazł się na Taken By Force w 1977. Formując Electric Sun, gitarzysta miał się uwolnić w końcu od komercyjnych zapędów Klausa Meine i Rudolfa Schenkera, którzy w mniemaniu Rotha należycie go nie doceniali. Jakkolwiek jednak nie narzekałby na Scorpions, to chcąc nie chcąc musiał wiedzieć, że to właśnie płyty z tym logo zapewniły mu szanse na zaprezentowanie własnej wizji muzyki szerokiej publiczności i świetny punkt wyjścia. Jego liczne kompozycje oraz cała masa niesamowitych solówek znanych z przeszłości spowodowały, iż wielu fanów z pewnością kupiło debiut nowego projektu w ciemno, spodziewając się muzyki co najmniej na miarę tamtych dokonań. Świetna intrygująca okładka autorstwa blondwłosej Moniki Dannemann (byłej narzeczonej Hendrixa i ostatniej osoby widzącej go żywego, potem żony Rotha) zapowiadała nie pozostawienie słuchacza obojętnym. Sęk w tym, że [1] wyzwalał tyle samo emocji pozytywnych, co i skrajnie negatywnych. Powstał zestaw kompozycji utrzymanych w hendrixowym stylu, doskonale znanym z wczesnych płyt Scorpions, co niekiedy kreowało wrażenie deja vu. Electric Sun motorycznie przypominał Polar Nights, a Lilac niemal recytował Fly To The Rainbow (udanie wzbogacono go o wpływy muzyki klasycznej). Gry Rotha na gitarze w większości przypadków słuchało się z prawdziwymi wypiekami na twarzy, ale artysta zdecydował się tutaj również zaśpiewać. O ile w Scorpions Uli dał się akceptować jako okazjonalny wokalista o głosie z niezbyt ciekawą barwą, to tutaj jego ograniczone możliwości wokalne i silny niemiecki akcent stanowiły wielką wadę. Był to dziwny sposob specyficznej recytacji i interpretacji tekstów, tworzący momentami wręcz groteskowe linie wokalne. Tak było w Burning Wheels Turning, gdzie po uroczym wstępie Roth doprowadzał fanów do szewskiej pasji. Nie dziwił więc fakt, że najlepiej wypadł najbardziej przebojowy Still So Many Lives Away, którego prosta linia melodyczna i refren ograniczały popisy Rotha za mikrofonem. Wśród utworów instrumentalnych krążek niewątpliwie wzbogacały Winterdays i Japanase Dreams - krótkie i spokojne impresje z dość ciekawym klimatem, natomiast ponad 10-minutowy tytułowy Earthquake rozczarowywał. Złożyły się na niego 4-minutowy kakofoniczny wstęp mający oddawać atmosferę trzęsienia ziemi, a następnie odarte z melodii popisy grania psychodeliczno-neoklasycznego. Ciężko było ocenić tą płytę - z jednej strony zawierała sporo porywającej muzyki, ale fatalny wokal mógł do niej zniechęcić już po kilku minutach.
Niemal identyczny stylistycznie był [2], na którym Uli sam nie był w stanie uwolnić się od ograniczeń własnego głosu. Muzyk przez rok nie wyciągnął żadnych wniosków i zaproponował swoim miłośnikom powtórkę z rozrywki. Ciekawe gitarowe granie z masą ciekawych efektów i kapitalnych solówek przenikał sprawiające wrażenie autoparodii wokal Rotha, niemal całkowicie psujący odbiór całości. Do tego Uli momentami obszernie cytował nie tylko samego siebie (Indian Dawn był kolejną wariacją na temat Polar Nights) ale i Hendrixa (I`ll Be Loving You Always garściami czerpał z The Wind Cries Mary i Little Wing). Na pewno warto było przynajmniej spróbować przełknąć wokal i posłuchać gry na gitarze Uliego - szczególnie solówek, jak to miało miejsce w przypadku środkowej części Chaplin And I ze świetnym wstępem, urzekającymi melodiami oraz ciekawym pomysłem na muzykę i tekst. Miejscami mógł również fascynować czteroczęściowy ponad 10-minutowy Enola Gay, dotyczący zrzucenia bomby atomowej na Hiroshimę. Jednak brak samokrytyki zrujnował karierę Electric Sun, choć przez lata wielu gitarzystów przyznawało się do inspiracji fragmentami tego albumu.
Oba wydawnictwa okazały się totalną klęską i chyba tylko najwierniejsi fani wierzyli, że Uli był jeszcze w stanie pod tym szyldem stworzyć ciekawą muzykę. Tymczasem muzyk przez blisko 4 lata nie próżnował. Najpierw stworzył siedmiostrunową 32-progową gitarę, którą nazwał sky-guitar, a potem chcąc zaprezentować światu jej możliwości przystąpił do nagrywania [3]. Krążek zaskoczył pozytywnie, choć Roth nie przestał też śpiewać (w niektórych numerach zagrał też na klawiszach i basie). Powstała rock-opera, a właściwie swoisty musical z elementami neoklasycznego rocka i hard rocka. Ten pomysł wymagał sporej wyobraźni muzycznej i wiary we własne umiejętności. W całym przedsięwzięciu wzięło udział kilkanaście osób, w tym wokaliści Michael Flechsig i Nicky Moore (Samson), perkusista Clive Bunker (znany z pierwszych czterech krążków Jethro Tull), sopranistka Elizabeth Mackenzie, skrzypek Robert Curtis oraz kilku chórzystów. Do całości dorzucono znacznie bogatsze aranżacje niż wcześniej i sporo efektów studyjnych w rodzaju szumu wodospadu czy śpiewu ptaków. Ten materiał nie miał jednak charakteru concept-albumu, ponieważ utwóry nie łączyły się tekstowo, a w większości przypadków nie stanowiły też jednolitej muzycznej całości. Teksty zresztą nacechowano pierwiastkami mistycyzmu i filozofii, nasycono mnóstwem odniesień do różnych religii i metafizycznych rozważań. Nie były to jednak przemyślenia z najwyższej półki, nadające się do głębszej analizy czy zadumy, a we wszystkim zabrakło głębszej koncepcji. Sama muzyka prezentowała się natomiast nad wyraz ciekawie - dominowały chóralne przyśpiewy i orkiestralne aranżacje, a sam Uli czarował długimi popisami gitarowymi. W tym wszystkim Roth ograniczył inklinacje z twórczości Hendrixa, nastawiając się na muzykę klasyczną. Jego głos rzadko na szczęście znajdował się na pierwszym planie, a większość partii wykonali inni wokaliści lub chóry. Najciekawszym utworem był niewątpliwie zaśpiewany przez Nicky`ego Moore`a całkiem przebojowy The Night That Master Comes, nieźle wypadł też radosny What Is Love. Świetnie sprawdziła się mieszanka żywiołowego hard rocka z melodyjnymi, a momentami wręcz skocznymi chóralnymi zaśpiewami. Przy jednak kolejnych odsłuchach początkowe zaciekawienie ustępowało miejsca znużeniu. Utwory zaczynały zlewać się w jedno, niespecjalnie już intrygując, a nawet irytując zastosowaną rytmiką w Icebreaker czy Eleison. Powstał album intrygujący przy pierwszym podejściu, dający później niestety efekt chaosu. Nad tym wszystkim Uli Jon Roth nie był w stanie zapanować. Ambitna próba zakończona porażką doprowadziła do ostatecznego zawieszenia działalności Electric Sun.
Uli poświęcił się karierze solowej wydając co kilka lat dość eksperymentalne krążki, czerpiące garściami z muzyki klasycznej. Większość swej twórczości zadedykował pamięci Moniki Dannemann, która popełniła samobójstwo 5 kwietnia 1996, trując się spalinami we własnym Mercedesie w Seaford (dwa dni po przegranym procesie o zniesławienie, jaki wniosła przeciwko innej byłej dziewczynie Hendrixa, Kathy Etchingham). Clive Edwards bębnił później w Wild Horses, UFO i Bronz. Młodszy brat Uliego - Zeno Roth - nagrał kilka solowych krążków.
| ALBUM | ŚPIEW, GITARA | BAS | PERKUSJA |
| [1] | Uli Jon Roth | Ule Ritgen | Clive Edwards |
| [2] | Uli Jon Roth | Ule Ritgen | Sidhatta Gautama |
| [3] | Uli Jon Roth | Ule Ritgen | Clive Bunker |
Uli Jon Roth (ex-Scorpions)
| Rok wydania | Tytuł | TOP |
| 1979 | [1] Earthquake | #22 |
| 1980 | [2] Fire Wind | |
| 1985 | [3] Beyond The Astral Skies |
