Amerykańska grupa założona w 1993 w Los Angeles przez Colmenaresa. Karierę rozpoczęła od rozprowadzenia demówki "Savage Garden" w 1994. Druga połowa lat 90-tych była niezbyt szczęśliwym czasem na debiut metalowego zespołu na krajowym rynku opanowym przez grunge. Nic dziwnego, że muzykom New Eden udało się zainteresować jedynie lokalną wytwórnię Sentinel Steel, celującą w promowaniu klasycznych gatunków heavy. Dziś koncern jest ogólnie szanowaną firmą, choć nadal bardziej związaną z podziemiem. Zespół dysponował minimalną kwotą na rejestrację debiutanckiego krążka. Wynikiem tego była produkcja, która odbiegała od ówczesnych standardów, ale za to pięknie "wstrzeliła" się w klimat lat 80-tych. Album charakteryzował się ostrym, szorstkim i oschłym dźwiękiem, które śmiało sięgało do twórczości metalowych tuzów w rodzaju Jag Panzer, ale bez bezmyślnego kopiowania. Utwory były wielowątkowe i ciekawie zaaranżowane, a wszystko zagrano w szybkich niemal power/speedowych tempach. Duet Colmenares-DeLucie spisał się doskonale - obaj popisywali się rytmicznymi tyradami i udanymi solówkami. Głos wokalisty operował między średnimi a wysokimi rejestrami, z rzadka wyciągając wysokie tony. Wszystko sprawiło, że debiut New Eden był bardzo udany i w pełni dojrzały.
Wkrótce DeLucie, Andi i Craig dołączyli do Jamesa Rivery w jego projekcie Destiny`s End. Tymczasem Colmenares zebrał nowy skład i podpisał kontrakt z prężną wytwórnią Nuclear Blast. Na [2] wydawało się, że lider New Eden skupił się na tym, aby stworzyć muzykę, która nie byłaby utożsamiana z Destiny`s End. Stało się to jego celem nadrzędnym - niestety, ambicjonalne podejście Horatio do tego albumu nie przyniosło niczego dobrego. Muzycznie była to kontynuacja debiutu z pewnymi rozwinięciami o nowe pomysły. Kompozycje nadal były wielowarstwowe i sporo się w nich działo. Przeważały jednak numery w wolniejszych tempach, przez co muzyka nabrała szlifu bardziej progresywnego, a niekiedy psychodelicznego. Jedna gitara nie była w stanie grać w tak interesujący sposób, jak zrobił to na poprzedniku duet Colmenares-DeLucie. Niespecjalnie działo się też w sekcji rytmicznej - co prawda Echeveria grał również ciekawie, jednak do pomysłów z debiutu trochę brakowało. Tony Devita był niezłym wokalistą dysponującym mocnym wokalem - z wyjątkiem fragmentów monotonnego śpiewania, które były raczej wymuszane strukturą utworów i nastrojem budowanym przez muzykę. Po wydaniu [2] drogi New Eden i Nuclear Blast Records rozeszły się. Wydawało się, że fani byli tym krążkiem również rozczarowani - w końcu spodziewali się bezpośredniej kontynuacji debiutu.
Pierwsze dźwięki wydanego 31 grudnia 2003 [3] od razu świadczyły o ożywieniu repertuaru. Kompozycje ponownie nabrały rozmachu i werwy. W stosunku do poprzedniej płyty wolnych fragmentów było mniej albo wkomponowane zostały w drugi plan. Kompozycje były zdecydowanie dłuższe, ale nie nudziły. Była to płyta osadzona mocno w US Metalu, ale przecież Colmenares nigdy nie szedł drogą utartych bezpiecznych schematów. Tak naprawdę fani klasycznego US Power z lat 80-tych nie mieli tu czego specjalnie szukać, bo płyta była trudna w odbiorze melodii, zdecydowanie progresywna i pod tym względem przypominała amerykański metal z kręgu power metal z lat 90-tych, gdzie zrywanie ze schematami dekady poprzedniej stanowiło niemal zasadę i cel sam w sobie. Ciekawe, że tak wysokiej klasy wokalista jak Rick Mythiasin został tu w znacznej mierze zdominowany przez gitary - nie tylko potężne, o brzmieniu średnio-ostrym i czasem świdrującym, ale co ważniejsze współistniejące ze sobą i uzupełniające jak rzadko kiedy w amerykańskim graniu. Te węzły i niuanse wzajemnego uzupełniania brzmiały miejscami po prostu fascynująco. Tim Thomas okazał się gitarzystą kreatywnym i znalazł także uznanie w oczach Mythiasina, który w 2004 zarekomendował go do Steel Prophet. Na tej płycie Tim zagrał znakomicie, zwłaszcza w rozbudowanych i nakierowanych na ataki gitarowe długich kompozycjach, takich jak Freezing My Darkside, Emptiness Of Black Tomorrow czy No Ill Intent. Jednak w opcji melodii mało na tym albumie było motywów godnych zapamiętania, poza rzeczywiście porywającym pod tym względem tytułowym Stagnant Progression. Teoretycznie balladowy For My Love w drugiej części rozmywał się w meandrach nijakiego progresywnego grania o wątpliwym klimacie. Ten za to przesycił krusząco-wolne zagrywki Advocate, dążące do odejścia od klasycznych gatunkowo melodii. Krążek wyprodukował sam lider i to brzmienie pozostawało w stuleciu poprzednim, gdzie perkusja bywała sucha, bas słabo zarysowany, a wokalista wciśnięty pomiędzy gitary. W 2003 progresywny US power to żadna nowość, ale w wykonaniu New Eden był dosyć oryginalny i strawny, jednak zachwyty nad tym to raczej efekt niezdrowego snobizmu. Ten skład się nie utrzymał, a sam zespół w przemeblowanym składzie wrócił 9 lat później.
[4] w zasadzie ukazał się dość nieoczekiwanie, ale po tylu latach Colmenares nadal pozostał w kręgu amerykańskiego heavy/power z elementami rycerskiej epickości w ograniczonym zakresie i rozpoznawalnym dramatyzmem ekspozycji. Rod Arias posiadał głos ekspresyjny i dobrze dopasowany, ale nie był to frontman na miarę Mythiasina. Nowe oblicze New Eden zawierało mnóstwo ciętych riffów, drobnych wartości i niemal niezauważalnych zmian tempa. Kiedy ta mieszanka przyprawiona potężną dawką dramatyzmu eksplodowała, powstawały widowiskowe utwory w rodzaju Flames For Hades czy Brainless. Szukając analogii, nowe dzieło pod względem uwypuklenia patosu porównywalne było do Cypheer Seer - natomiast same konstrukcje melodii pozostały do bólu tradycyjne. Łagodniejsze oblicze formacji już tak nie ciekawiło (The Not Self) i lepiej wypadł już nawet nasycony thrashem Unsolved Aggressions. Niestety nie wszystko na albumie było dostatecznie czytelne - Anthem Of Hate, Searching The Loss i Crawling Erect< sprawiały wrażenie pójścia na skróty, a miejscami nawet powermetalowego bałaganu. Częściowo rekompensowało ten fakt znakomite zwieńczenie w postaci epickiej ballady Three Words o cechach metalowego poematu, w której Arias śpiewał delikatnie, a subtelne tło dodawało numerowi wiele uroku. Zaletą była również ostra selektywna produkcja ze smakowitym ustawieniem gitar i potężną sekcją rytmiczną, bez garażowej surowizny i rozszarpującej brutalności. New Eden przez lata pojawiał się w różnych zestawieniach i stylistyce, ale zawsze był jednym z najbardziej zgranych amerykańskich kapel, a wszystko trzymał mocno w garści Horatio Colmenares.
Rick Mythiasin śpiewał w Redemption. Brian Craig grał potem w Ghoulunatics i Seven Witches. Tim Thomas grał w rozczarowującym Warrion, Jimmy Schultz dołączył do zreaktywowanego Steel Prophet, a Horatio Colmenares jako basista do Axehammer.

ALBUM ŚPIEW GITARA GITARA BAS PERKUSJA
[1] Victor Vaca Dan DeLucie Horatio Colmenares Nardo Andi Brian Craig
[2] Tony Devita Oscar Gomez Horatio Colmenares Michael Echeveria
[3] Rick Mythiasin Tim Thomas Horatio Colmenares Mike Duran Jimmy Schultz
[4] Rod Arias Horatio Colmenares Luis Sandoval Jimmy Schultz

Horatio Colmenares / Rick Mythiasin (obaj ex-Steel Prophet)

Rok wydania Tytuł TOP
1997 [1] Through The Make Believe #14
1999 [2] Obscure Master Plan
2003 [3] Stagnant Progression
2012 [4] Solving For X

      

Powrót do spisu treści