
Niemiecki duet założony w 2010 przez wokalistę/multinstrumentalistę Michaela Vossa i wokalistę Marka Sweeney'a. Postanowili oni grać mieszankę heavy i powermetalu z okazjonalnymi wtrętami hard rockowymi, korzystając w pełni z talentów zaproszonych gości (niektóre pewnie na siłę nadaliby łatkę "melodic metal"). W zasadzie klasyczny niemiecki metal w stylu Accept i Sinner z pewnymi skrętami ku wczesnemu Mad Max, stanowiły podstawę tych wydawnictw. Na każdym albumie pojawiały się bowiem znakomite osobowości i na pierwszy rzut oka przedsięwzięcie wyglądało niczym kalka Avantasii. Tymczasem Voss wykorzystał swoje wpływy jako producent oraz poprzednią historię w swoich udanych zespołach, aby pomóc sobie w dążeniu do tego, aby wszyscy ci sławni muzycy pojawili się na debiucie Wilczej Watahy. Lista gości była imponująca, ale nie gwarantowała automatycznie imponującej jakości. W Lost zaśpiewała Michaela Schober na przemian z Rob Rockiem. Utwór był ciekawy, zwłaszcza szybsza część z gitarami w stylu Iced Earth. W hymnowym The Crow heavy i power spotykały się w burzliwej bitwie, a pod galopującym głównym riffem krzyczał Paul Di'Anno, notujący tutaj znakomity występ. Pojawiało się również kilka partii klawiszowych, do których dołączały wspaniałe gitary w kilku szybkich harmoniach. Let Me Die to emocjonalna opowieść o odwadze i bliskim śmierci doświadczeniu wojownika (nieco pod Metal Heart Accept), a sagę snuł nie kto inny jak Jeff Scott Soto. Prostą aranżacją cechował się Wolfony, ale nadano mu dość podniosły charakter, a w kulminacyjnych momentach Ripper Owens wydawał znane sobie rasowe krzyki. Wolfpakk nagrał także numery z Tony'm Martinem Ride the Bullet), Markiem Boalsem (Dark Horizons) i Paulem Shortino (Slam Down The Hammer). Nawet najsłabszy Reptile's Kiss kipiał metalowym gniewem, pomimo glamowych wrzutek. Warto było odnotować obecność instrumentalistów - gitarzystów (Olaf Lenk, Ira Black, Torsten Koehne, Tommy Denander, Igor Gianola, Andy Midgeley, Doc Heyne, Nadja Kossinskaja, Freddy Scherer, George Solonos), klawiszowców (Ferdy Doernberg, Alessandro Del Vecchio) oraz basistów (Tony Franklin, Mat Sinner, Neil Murray, Barend Courbois, Matthias Rethmann, Nils Middelhauve). Za perkusją zasiadł natomiast Gereon Homann, który miał bębnić na każdej przyszłej płycie grupy. Należało docenić wysiłki Vossa i Sweeney'a włożone w ten projekt, który okazał się sukcesem i zapewnił dalszą karierę.
[2] otwierał znakomity Moonlight i wszelkie obawy dotyczące komercjalizacji brzmienia pryskały niczym bańka mydlana. Ralf Scheepers wsparty gitarzystą Mandy Meyerem dawali prawdziwy popis, a w hard rockowym A Matter Of Time ekipa świetnie się sprawdzała na polu hard rocka, wsparta potężnym głosem Johnny'ego Gioeli i dudniącą perkusją Briana Tichy'ego. Słabiej prezentował się Dark Revalation, w którym za mikrofonem stanął Jean-Marc Viller z Neverland - była to kompozycja napisana sztampowo i z riffem, który słyszało się wiele wcześniej i innych. Cold Winter to typowa radiowa ballada, ale wzbogacona o mnóstwo fantastycznych harmonii (Don Airey na klawiszach) i ciepły głos Amandy Somerville. Następny w kolejce był Tony Mills, wykonujący Palace Of Gold śpiewający emocjonalnie, a jeden refren atakował za drugim. Podobną ścieżką podążał The Beast In Me ze śpiewem Görana Edmana, ale na kolana powalała dopiero niesamowita solówka Rolanda Grapowa. Wakken dedykowano fanom przyjeżdżającym co roku na jeden z największych festiwali metalowych na świecie - chóralny refren był typowo stadionowy, ale gdzieś w tym wszystkim nikł wokal Pieta Sielcka. Szkoda, że nie wykorzystano w pełni talentów Doogie White'a i Tony'ego Carey'a (ex-Rainbow), którze musieli wystąpić w przeciętnym rockerze Pressure Down. Wolfpakk zaskakiwał dynamiczną przeróbką Rainbow Run With The Wolf i to była wersja na prawdziwych sterydach, zbliżająca się do metalowej. 10-minutowy Cry Wolf to w zasadzie przykład zmarnowanego potencjału. Zespół starał się tutaj brzmieć epicko, ale masywność przeważyła ostatecznie nad chwytliwością. Zamiast inspirować do boju, poprzestano na uwypukleniu głównego riffu i kilku gang-okrzykach. Niemniej jednak Blaze Bayley robił co mógł na wokalu, a Kee Marcello popisał się świetną solówkę gitarową. Dodatkowy Kid Raw był kompletnie niepotrzebny. Sami mistrzowie ceremonii zaśpiewali wybitnie, duże wrażenie robiły zwłaszcza partie wykonane przez Vossa. [2] to olśniewające występy wielu muzyków, doskonała gra instrumentalna i pierwszorzędna produkcję, choć przytrafiło się kilka słabszych momentów.
[3] okładką nawiązywał do Pride White Lion, a otwierał go szalony Rider Of The Storm z Andi Derisem, którego głos był niczym płonący miecz, przecinającym krótki riff prowadzący, podwójną stopę i galopujące powermetalowo gitary. Voss i Sweeney musieli przyglądać się zaproszonym wokalistom, słuchali ich zespołów i napisali utwory, które na tej płycie ukazywały ich najlepszą stronę. Sock It To Me to nostalgiczne nawiązanie do glam-metalu z udziałem Marka Storace'a z Krokus, którego głos prowadził do chwytliwego, choć nieco banalnego refrenu. Pozytyw wiązały się również z wieloma innymi kompozycjami: energiczno-marszowym Monkey On Your Back (Ted Poley z Danger Danger), nastrojowym Highlands z sugestywnymi klawiszami i celtyckim akcentem (Joe Lynn Turner) oraz dość ciężkim Black Wolf (Rick Altzi). Jak można się było tego spodziewać, przełomowy moment nadchodził w tytułowym
Rise Of The Animal, wykonanym przez Michaela Kiske w towarzystwie powermetalowych temp i zagrywek Axela Rudi Pella. Od strzałów i wirujących śmigieł helikoptera rozpoczynał się Somewhere Beyond, który następnie rozwijał niemal epicko David Reece, w stylu Gamma Ray i Masterplan. Michaela Schober wykonała jedyną balladę Universe ze wzniosłą gitarową solówką i subtelnymi nawiązaniami do Nightwish. Wolfpakk oferował wiele dla miłośników hard rocka, melodyjnego metalu i tradycyjnego heavy. W zasadzie tylko Grizzly Man (Charlie Huhn, Bob Daisley i Simon Philips) oraz High Roller brzmiały zbyt generycznie, wykorzystując ograne już patenty i nie przykuwając wystarczająco uwagi słuchacza. Z instrumentalistów w studio zagościli: Bernie Tormé, John Norum (Somewhere Beyond), Doug Aldrich (Running Out of Time), Al Barrow z Magnum (Sock It To Me), Barend Courbois z Vengeance, Chris Slade (ex-AC/DC) oraz Mike Terrana.

Michael Voss i Mark Sweeney
Wszystkie płyty Wolfpakk przez wzgląd na swoją różnorodność mogły znaleźć swoich miłośników, ale na szczególną uwagę zasługiwał [4] - prawdopodobnie najwybitniejsze dzieło zespołu. Płyta zaczynała się jednak niejednoznacznym Falling, w którym rytmiczny powermetal oparto na uproszczonej perkusji i powtarzalnych riffach, które przykryły nieco wokal Clausa Lessmanna z Bonfire. Timo Somers z Delain gitarowo to różnica kilku co najmniej klas i nie powinien zabierać za malmsteenowe solówki. Run All Night rozpoczynał głuchy zgrzytliwy dźwięk, a aranżacje stawały się bardziej złożone. Szkoda, że takiemu mistrzowi jak Michael Vescera powierzono wykonanie banalnego refrenu, do reszty nie pasowała także swingująca gitara. Cała magia zaczynała się wraz z kapitalnym Blood Brothers, w którym ceremonii przewodził Biff Byford z Saxon i ta kompozycja poświęcona indiańskim plemionom opierała się na niemal perkusyjnym charakterze zagrywek gitary rytmicznej, zestawionych z dominującą melodią gitary prowadzącej Brada Gillisa i podtekstem basu w refrenie. Wolves Reign zwiastowała nieco upiorny przerysowany riff, zaskakiwało też wolniejsze tempo utworu, w pewnym momencie zbliżające się nawet do power ballady. Wyśmienicie odnalazło się tutaj trio Tony Harnell (śpiew), George Lynch (gitara) i Volker Krawczak (bas). Muzyczka z pozytywki zapowiadała No Remorse, szybko przechodząc w gwałtowne bębnienie i zakręcone akordy gitary na wzór japońskiego powermetalu, do tego dochodził popis za mikrofonem Olivera Hartmanna (trochę pod Iron Maiden z czasów Blaze'a. Inside The Animal Mind wywoływał nostalgię i poczucie déja vu z czasów, kiedy królował hair metal i skandowane refreny pod Mötley Crüe - wśród tego wszystkiego intrygująco śpiewał Jioti Parcharidis (ex-Human Fortress). Przerywana gitara w połączeniu z licznymi zmianami rytmu i chwytliwą melodią cechowały Scream Of The Hawk, a numer osiągał apogeum, kiedy Steve Grimmett wykrzykiwał swój okrzyk jastrzębia. Niemrawy z poczatku The 10 Commandments szybko eksplodował kaskadą porywających motywów gitarowych i grzmiących bębnów Alexa Holzwartha, do których musiał się dostosować głosowo Pasi Rantanen z Thunderstone. Bas i perkusja zmyślnie splatały się w Mother Earth, podczas gdy śpiew Ronniego Atkinsa z Pretty Maids był lekko wyciszony i elektronicznie zniekształcony. Kawałek niewątpliwie miał podłoże polityczne i miał inspirować aktywizm ekologiczny oraz sprzeciwiać się działaniom rządów, które ignorowały dobro planetę. Tomorrowland to prosta ballada z żałobną wiolonczelą w tle i wolnym plumkaniem fortepianu, ale to dawało doskonały muzyczny fundament dla wokalu Danny'ego Vaughna z Tyketto. Ostatni rozdział tej części wilczej sagi stanowił atakujący z impetem I'm Onto You z dudniącym basem i nieustępliwą perkusją. Wokal mało znanego Szwajcara Andy'ego Lickforda nabrał tu tradycyjnego heavymetalowego brzmienia na tle mało skomplikowanych, za to chwytliwych motywów Chrisa Holmesa (ex-W.A.S.P.). Płyta jako produkt finalny była kompromisem stylistycznych i część utworów była inna, niż by się spodziewali fani Wolfpakk.
W końcu trafiła się płyta słabsza, gdyż [5] zawierał wyjątkowo liczne chybione występy gwiazd. Całość jednak rozpoczynała się nadzwyczaj obiecująco, gdyż w Nature Strikes Back wyśmienicie po prostu zaśpiewał Michael Sweet ze Stryper, a odpowiednią ciężkość nadał siedzący za bębnami Mikkey Dee. Jednakże kilka kolejnych kawałków padło ofiarą powtarzalnych euro-powermetalowych klisz, z których za wiele nie mogli wycisnąć ani Carl Sentance, ani Mats Levén.
Krążek na właściwe tory powracał w Under Surveillance - napędzanym podwójną stopą i majestatyczną solówką na klawiszach. Szybkie tempo idealnie pasowało wokaliście Parramore McCarty'emu (ex-Warrior). Punktem kulminacyjnym albumu był Restore Your Soul, w którym zaśpiewał Szwajcar Oliver Fehr z AOR-owego Transit w duecie ze Sweeney'em. Wisienką na torcie była soulowa solówka giganta gitary Vinniego Moore'a. W zasadzie po Lone Ranger, reszta płyta zawierała granie przeciętne, a przewijająca się niczym w kalejdoskopie akceptowalna rzemieślniczość nie była w stanie uratować w pełni One Day (na wokalu Fernando Garcia, ex-Victory), Revolution (Frank Beck z Gamma Ray), A Mystery (Jasmin Schmid i Ronnie Romero), w końcu Lovers Roulette (Nick Holleman, ex-Sinbreed).
Późniejsze losy muzyków Wolfpakk:
| ALBUM | ŚPIEW, GITARA, BAS | ŚPIEW | GITARA | KLAWISZE | BAS | PERKUSJA |
| [1] | Michael Voss | Mark Sweeney | różni | różni | różni | Gereon Homann |
| [2] | Michael Voss | Mark Sweeney | różni | różni | Mike Winkler | różni |
| [3] | Michael Voss | Mark Sweeney | różni | - | różni | różni |
| [4] | Michael Voss | Mark Sweeney | różni | - | różni | Gereon Homan / Alex Holzwarth |
Michael Voss (ex-Mad Max, ex-Casanova, ex-Demon Drive, Silver, Gary John Barden, ex-Oni Logan, ex-Beggar's Bride, ex-Shortino),
Mark Sweeney (ex-Crystal Ball), Gereon Homann (ex-Paul Sabu)
| Rok wydania | Tytuł |
| 2011 | [1] Wolfpakk |
| 2013 | [2] Cry Wolf |
| 2015 | [3] Rise Of The Animal |
| 2017 | [4] Wolves Reign |
| 2020 | [5] Nature Strikes Back |
