
Angielski kwintet heavymetalowy założony w 1983 w Londynie. Przez rok za mikrofonem stała Sally Pike, jednak już w rok później zastąpił ją Paul Taylor. To on zaśpiewał na pierwszej demówce z 1984, zawierającej trzy kawałki: Deal With The Devil, Born Loser oraz Dead Man`s Gold. Początkowo Elixir był pod silnym wpływem Iron Maiden i Def Leppard z wczesnego okresu działalności. Załapać się na końcówkę głównej fali NWOBHM Elixir się nie udało i debiut przypadł na 1986, gdy do takiej muzyki przypinano etykietę "heavy metal" i nowego w tym już nic nie było. Ekipa wykorzystała duet gitar prowadzących, ale generalnie muzyka Elixir wywodziła się z Nowej Fali jedynie historycznie. [1] jawił się nieoczekiwanie jako jeden z bardziej "amerykańskich" kapel w swej rycerskości i epickości na poziomie Exxplorer czy Omen (Hold High The Flame). Stosunkowo ostre i ciężkie gitary dawały podkład pod czysty wokal Taylora i dużo rycerskiego heavy w umiarkowanym tempie, granego zdecydowanie i pewnie jak w The Star Of Beshaan czy też w niezwykle udanym Trial By Fire o cechach US Power z apokaliptycznymi ozdobnikami gitarowymi. W ramach epickiego grania pojawiło się na tym krążku sporo znakomitych melodii, jak w kapitalnym Pandora`s Box. Szybsze numery nosiły obok cech amerykańskich także śladowe ilości motoryki wspomnianego Iron Maiden, co było słychać w I>Children Of Tomorrow z surowym riffem przewodnim oraz w melodyjnym Treachery - co nie dziwiło ze względu na fakt, że była to jedna z najwcześniejszych kompozycji zespołu, zaprezentowana zresztą rok wcześniej na singlu. Powstał album niezwykle równy i zdecydowanie słabszych numerów tu nie zawarto, poza mocno niedopracowaną linią melodyczną w Starflight. Ładunek liryczny tekstów tworzyły z jednej strony opisy mitologiczno-epickie, a z drugiej szablonowe tematy związane z narkotykami, alkoholem i sexem. Podobać się mógł głos Taylora, jak również sekcja rytmiczna braci Dobbsów z niezłymi zagrywkami basisty, jak w Dead Man`s Gold. Pewien niedosyt budziły solówki gitarzystów - ogólnie dobre, lecz znamionujące poziom techniczny daleki od medalowych pozycji w ramach krajowej konkurencji. Debiut posiadał znakomite epickie zakończenie w postaci monumentalnego kroczącego Son Of Odin z wielką siłą przekazu stworzoną z kombinacji pełnych dostojeństwa majestatycznych riffów. Takich utworów w Wielkiej Brytanii była naprawdę niewiele w tamtym okresie. Właściwie szukając analogii muzycznych na Wyspach, ciężko było znaleźć zespół grający tak konsekwentnie w konwencji epicko-rycerskiej (może Tredegar, ale ta formacja nie odnosiła się stylistycznie do USA). Również samo z lekka surowe brzmienie dalekie było od produkcji Judas Priest czy Iron Maiden. Pomimo swojej niewątpliwej wartości, krążek jakoś nie zdołał przekonać do siebie Brytyjczyków.
Grupa działała nadal, ale borykała się ze zdobyciem kontraktu, brzmiąc zdaniem szefów wytwórni - co paradoksalne - zbyt brytyjsko (tak naprawdę firmy fonograficzne szukały w tamtych latach przede wszystkim młodych kapel thrashowych). Nagrany drugi album Sovereign Remedy w 1988 po prostu się nie ukazał. Sfrustrowani tą sytuacją bracia Dobbs opuścili Elixir i pozostali muzycy musieli pozyskać nową sekcję rytmiczną. O ile basista Mark White był na scenie nową postacią, to dużą sensacją było dołączenie perkusisty Clive`a Burra. Zespół nawiązał współpracę z niedużą brytyjską wytwórnią Sonic Records (współpracującą m.in. z Demon) i w 1990 w przemeblowanym składzie nagrał ponownie materiał z Sovereign Remedy. Kiepski początek w postaci rock-metalowego She`s Got It optymistycznie nie nastrajał, jednak już w Sovereign Remedy ekipa grała konkretny heroiczny heavy metal, bliski chociażby dokonaniom Tredegar - te romantyczne akcenty doskonale podkreślał Paul Taylor, który na tej płycie spisał się bardzo dobrze. Zdecydowanie na pierwszym miejscu należało jednak postawić Dentona i Gordona, którzy w wybornym szybkim Llagaeran dali popis gry w duecie oraz rozegrali solówki na jakie się w klasycznym metalu po prostu czekało. Louise to znowu taki komercyjny barowy heavy z Albionu, choć na pewno lepszy od otwieracza (przynajmniej w refrenie). Inaczej rozegrano Shadows Of The Night z rewelacyjnymi riffami i duchem wczesnego Iron Maiden - zaraz jednak zespół znów popadał w usypiającym hard`n`heavymetalowym All Together Again. Pewne wybudzenie następowało w szybszym Light In Your Heart - niespecjalnie ciekawym w melodii, ale przynajmniej z dynamiczną grą gitarzystów. Potem znów nawiązanie do Tredegar w łagodnie epickim Visions Of Darkness, utrzymanym w rytmicznym tempie nadawanym przez bas, co nasuwało debiutancką płytę. Twardszy heavy metal przedstawiono w udanym Edge Of Eternity, którego refren oparto na epickim hard rocku. Wszystko kończyła dostojna ballada Last Rays Of The Sun i kapitalnie wykorzystano tutaj osiągnięcia rockowe sceny brytyjskiej z lat 70-tych w pełnym elegancji refrenie. Numer wzbogacała również cięższaa w gitarowych solówkach część instrumentalna, bogata w treść i wybornie to wszystko zaśpiewał Taylor. Brzmienie klasycznie brytyjskie, a produkcja bez zarzutu. Promocja albumu poniosła porażkę, a realna siła przebicia zespołu była za mała, by odzyskano popularność. Kwintet miał jeszcze sporo innych utworów w zanadrzu, ale brak kolejnej niedocenionej płyty spowodował, że jeszcze w tym samym roku formację rozwiązano.
W 2003 Elixir na nowo podjął działalność muzyczną, a już w 2004 ukazał się wreszcie Sovereign Remedy z dwoma bonusami, pierwotnym logo i oryginalną tracklistą. Kolejne płyty były jednak średnio ciekawymi dokonaniami, nie posiadającymi właściwie żadnego wyróżnika. Jako niezły technicznie, zespół nie potrafił stworzyć atrakcyjnego repertuaru, grając muzykę bez wyrazu w średnich tempach i z mało przekonującymi melodiami. W swojej twórczości po powrocie, Elixir próbował wymieszać w różnych proporcjach klasyczny heavy lat 80-tych ze stylem rycerskim, co stanowiło próbę urozmaicenia riffowej i wokalnej monotonii. Czasem udawało się przełamać tą niemoc, jak w ponad 14-minutowym Samhain z [6], jednak brakowało pewnej osi przewodniej. Przełom nastapił dopiero w marcu 2020 wraz z wydaniem [7] - niby był to specyficznie przewidywalny heavy metal, a jednakże w tych kompozycjach czaiło się coś czego w twórczości Elixir fani nie uświadczyli od czasów pierwszego albumu. Krążek snuł morską opowieść z elementami mitologicznymi. Umiarkowane tempa niosły ze sobą melodie zapadające w pamięć. Krótki pół-akustyczny Horizons stanowił realnie wstęp do stonerowego The Siren's Song, ze specyficzną ospałością i kilkoma motywami sabbathowymi. Jednym z jaśniejszych punktów był zdecydowanie zagrany w średnio-wolnym tempie Sail On i tu o sile stanowił wokal Taylora i mocne riffy. Echa rytmiki z czasów świetności NWOBHM wykorzystano w Onward Through The Storm i Almost There. Świetnie prezentował się balladowy Whisper On The Breeze z gitarami akustycznymi, a na koniec szybszy Evermore, gdzie smak abordażu łączył się z zagrywkami w stylu Iron Maiden.
W 1996 Burr wszedł w skład jednorazowego projektu Desperado (projekcie Dee Snidera z Twisted Sister) i Praying Mantis. Bębniarz zmarł 12 marca 2013 po długoletniej walce ze stwardnieniem rozsianym w wieku 55 lat. Paul Taylor i Phil Denton powołali do życia Midnight Messiah. Sam wokalista dołączył również do zreaktywowanego Desolation Angels.
| ALBUM | ŚPIEW | GITARA | GITARA | BAS | PERKUSJA |
| [1] | Paul Taylor | Phil Denton | Norman Gordon | Kevin Dobbs | Nigel Dobbs |
| [2] | Paul Taylor | Phil Denton | Norman Gordon | Mark White | Clive Burr |
| [3-6] | Paul Taylor | Phil Denton | Norman Gordon | Kevin Dobbs | Nigel Dobbs |
| [7] | Paul Taylor | Phil Denton | Norman Gordon | Luke Fabian | Nigel Dobbs |
Clive Burr (Samson, ex-Iron Maiden, ex-Trust, ex-Stratus, ex-Gogmagog)
| Rok wydania | Tytuł | TOP |
| 1986 | [1] Son Of Odin | #22 |
| 1990 | [2] Lethal Potion | |
| 2003 | [3] The Idol | |
| 2005 | [4] Elixir Live (live) | |
| 2006 | [5] Mindcreeper | |
| 2010 | [6] All Hallows Eve | |
| 2020 | [7] Voyage Of The Eagle | #20 |

