
Niemiecki zespół powstały w 1969 w Hannoverze z inicjatywy Franka Bornemanna. Nazwę zaczerpnięto z powieści Herberta Wellsa "Wehikuł Czasu", której bohaterami byli Elojowie – żyjąca w odległej przyszłości ludzka rasa, miłująca pokój i bliski kontakt z naturą. Ekipa zadebiutowała singlem Walk Alone/Daybreak nagranym własnym kosztem w 1970 (z logiem fikcyjnej wytwórni United Records). Podpisanie niskobudżetowego kontraktu płytowego z holenderską firmą Philips otworzyło Eloy drogę do szerszego zaistnienia, a tym samym nagranie dużej płyty z legendarnym producentem Conny`m Plankiem. Pierwszy album ukazał się w intrygującej rozkładanej formie: na górze ruchomy dekiel od kubła na śmieci, pod nim jego zawartość, trochę petów i tygodniowo wyglądająca kanapka. Nic dziwnego, że w Niemczech płyta funkcjonowała także pod nazwą "Mülltonne" (niem. "kubeł na śmieci"). Krążek zawierał surowy heavy-rock z delikatnymi tendencjami progresywnymi w zdominowanej przez fortepian i organy balladzie Isle Of Sun oraz aranżacjach Something Yellow. Przeważająca większość płyty zdominowało jednak twarde granie, może nie o mocy Black Sabbath, ale z pewnością mogące zaskoczyć fanów późniejszego oblicza zespołu. Nagraniom typu Today czy tytułowy Eloy brakowało nieco wyrafinowania, ale w tym przypadku liczyła się moc przekazu. Erich Schriever dysponował dobrym akcentem angielskim, a w muzyce było wiele wariacji z pogranicza Cream i Bakerloo (Something Yellow). Z kolei w Song Of A Paranoid Soldier było sporo zmian rytmów, a echa Uriah Heep (partia Hammondów nieodparcie koajrząca się z Gypsy) zawładnęły Dillus Roady. Jak się później okazało był to zdecydowanie najbardziej gitarowy album grupy w całej jej historii. Przy uważnym przesłuchu okazało się, że formacja zrealizowała efektowny heavy-rockowy krążek odegrany z fantazją i niezłym kopem.
Kiedy odszedł Schriever, gitarzysta Bornemann został również wokalistą. Eloy na [2] obrał bardziej progresywny kierunek, czemu pomogła również obecność nowego utalentowanego perkusisty Fritza Randowa. Wydany przez wytwórnię EMI Electrola krążek był sporym krokiem arytstycznym w każdym aspekcie. Materiał składał się z mixu heavy-rocka i przestrzennego rocka progresywnego na wzór innych kapel krautrockowych tamtych czasów w rodzaju Can, Amon Düül II lub Grobschnitt. Pierwszą stronę winyla zajęła ponad 17-minutowa suita Land Of No Body, zaaranżowana fantastycznie i zadowalająca słuchaczy energicznymi jamm sessions z dużą ilością organów, ciężkich gitar i znakomitych riffów.
Kolos zaczynał się sennie, by później przejść w żywsze rytmy - wykorzystano sporo spokojnych wyważonych motywów, jak i kilka mocniejszych gitarowych fragmentów, będącymi echem pierwszej płyty. Spore wrażenie robiły organowe zagrania
Manfreda Wieczorke`a w stylu Dave`a Greenslade`a z Colosseum, a w okolicach 13-tej minuty wrzucono motywy rodem z Uriah Heep. Był to również pierwszy utwór, w którym można było usłyszeć wokal Bornemanna z jego specyficznym twardym akcentem. Tytułowy Inside to ponura kompozycja z chwytliwym motywem organowym, zapadającą w pamięć linią melodyczną i niesamowitym pędem ze świetną gitarową solówką w końcówce. W większości akustycznym Future City Frank Bornemann śpiewał pod Iana Andersona z Jethro Tull (zwłaszcza we wstępie), a utwór nabierał potem prześmiewczego charakteru (głównie dzięki nieco salsowym grzechotkom). Złożonemu Up And Down nadano psychodeliczny charakter, a brzmienie kawałka idealnie pasowała do reszty materiału. Płyta sukcesu nie osiągnęła, ale zwróciła uwagę kilku ludzi. Jednym z nich był Miles Copeland – menager Wishbone Ash i (później) The Police, który zaoferował zespołowi pomoc na rynku amerykańskim w ramach Janus Records. Niestety firma splajtowała, podpisane umowy gdzieś przepadły i w rezultacie jedyną formą dostępu wczesnych płyt Eloy przez lata w USA był import.
Wsparci nowym basistą Luitjenem Janssenem, muzycy weszli do studia w celu nagrania [3]. Płyta była dobra, ale słabsza od poprzedniej i ujawniająca pewien stopień stagnacji. Postawiono na energetyczny psychodeliczny rock, ale jakby z mniej charakterystycznymi kompozycjami. Zabrakło wariacji i drobnych niuansów, którymi Eloy potrafił czarować jeszcze rok wcześniej. Niemniej 14-minutowy The Light From Deep Darkness zawierał znakomite fragmenty instrumentalne z dużą ilością przestrzennych popisów gitarowo-organowych - tylko partie wokalne Bornemanna brzmiały jakby wymęczone i pozbawione ikry. Utworowi na szczęście nadano konkretnie wyznaczony początek, spinający całość motyw przewodni i przemyślane przejścia prowadzące do kolejnych części. Fenomenalnie zagrał tutaj Manfred Wieczorke w środkowym fragmencie o wysoce transowej fakturze. Castle In The Air to uroczy psychodeliczno-progresywny utwór z długą częścią środkową, w której śpiew i gitara stapiały się ze sobą na wzór Camel i debiutu Wishbone Ash. Instrumentalny Floating posiadał rozpędzony rytm, świetny organowy podkład i gitarowe zagrywki Bornemanna balanujące między heavy-rockiem, a niemal jazzującym wysublimowanym graniem. Plastic Girl prezentował się niczym numer, który trafił do szuflady w czasie sesji nagraniowej [2], podczas gdy Madhouse to przyciężkawy rocker, który swobodnie mógłby zagościć na debiucie. Ogólnie krążek jawił się niczym brat-bliźniak poprzednika - z podobnym konceptem, brzmieniem, gitarowymi popisami z pogranicza psychodelii i heavy-rocka, Hammondami w pełnej krasie plus progresywnym podejściem. Dało się też wychwycić rosnącą rolę organów, które wprawdzie nie zdominowały płyty całkowicie, ale niejednokrotnie dominowały. Ostatecznie album był niezwykle żywiołowy, z mnóstwem rozpędzonych i zakręconych partii, ułożonych jednak na tyle spójnie, aby całość nie robiła wrażenia chaosu i zbieraniny różnych motywów wciśniętych na siłę.
W 1975 grupa pozyskała dodatkowego gitarzystę w osobie Detlefa Schwaara, a Wieczorke skupił się na organach i Moogu. Wydany w tym samym roku [4] to pierwszy krążek koncepcyjny Eloy i ruch w symfonicznym kierunku. Wówczas wydawało się, że ta zmiana była konieczna, choćstylistycznie materiał był przejściowy. Tekst opowiadał o Jamie`m - synu naukowca, który eksperymentował z lekami powodującymi erozję czasu. Pewnego dnia Jamie wziął niektóre z tych narkotyków i nagle znalazł się w Paryżu w 1358, gdzie poznał Jeanne (głos dała Mary Davis-Smith), córkę wpływowego gospodarza, który wbrew jej woli chciał wydać ją za mąż za syna sąsiada. Jamie i Jeanne zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia i postanowili uciec. Po dramatycznych przygodach spotkany dobry czarodziej pomógł obojgu wrócić do współczesnych czasów. Muzykę oparto głównie na brzmieniu organowym, w tym melotronie, pianinie i syntezatorach. Utwory rózniły się między sobą, oscylując od potężnego symfonicznego rocka (Mutiny) przez ciężki prog-rock (The Zany Magician) po atmosferyczne podniosłe piękno (The Bells Of Notre Dame). Niestety ponad 10-minutowy Love Over Six Centuries zawierał wiele dialogów między głównymi bohaterami na spece-rockowym tle, które szybko stawały się denerwujące. Na szczęście rekompensowała to gra Wieczorke`a, balansująca gdzieś pomiędzy Pink Floyd, a Tangerine Dream, by potem oddając się hammondowym szaleństwom. W żywiołowym Daylight za to ponowne wykorzystano riff z Land Of Nobody. Na koniec cierpliwi słuchacze mogli rozkoszować się Back Into The Present z podkładem Mooga i nieco prześmiewczym śpiewem Bornemanna (momentami nasuwający na myśl Are You Ready Eddie? Emerson, Lake & Palmer). Album był ważny dla muzycznej ewolucji zespołu, ale jakościowo poszczególne kompozycje odstawały od siebie. Był to jednak krok w rozsądnym kierunku, gdyż grupa po rozpędzonych krautrockowych pierwszych trzech płytach inaczej wypaliłaby się. Muzyce nie można było odmówić ani inwencji, ani ciekawego wykonania. Po latach ta pozycja w dyskografii Eloy wypada jednak blado, lecz była to cena jaką przyszło Bornemannowi zapłacić, aby wnieść muzykę na wyższy poziom.
Dalsza dyskografia wychodzi poza zakres zainteresowań tej Encyklopedii, gdyż Eloy zaczeli grać po prostu (znakomity zresztą) progresywny rock. Kolejne albumy to: Dawn w 1976, Ocean w 1977, Silent Cries And Mighty Echoes w 1979), Colours w 1980, Planets w 1981, Time To Turn w 1982, Performance w 1983, Metromania w 1984, Ra w 1988, Destination w 1992, The Tides Return Forever w 1994, Ocean 2: The Answer w 1998, Visionary w 2009, The Vision, The Sword And The Pyre 1 w 2017, The Vision, The Sword And The Pyre 2 w 2019 i Echoes From The Past w 2023 (ostatnie trzy stanowiły trylogię dotyczącą losów Joanny d'Arc). Ukazały się również koncertówki: Live w 1978, Live Impressions w 2013 i Reincarnation On Stage w 2014. Manfred Wieczorke grał potem w Jane w 1976 i w symfoniczno/prog-rockowym Firehorse (On The Wind w 1980). Fritz Randow bębnił w Victory, Sinner, Saxon i Moon' Doc. Luitjen Janssen grał w Epitaph (Return To Reality w 1979 i See You In Alaska w 1980) - basista zmarł w 2008.
| ALBUM | ŚPIEW, KLAWISZE | GITARA | GITARA | BAS | PERKUSJA |
| [1] | Erich Schriever | Frank Bornemann | Manfred Wieczorke | Wolfgang Stöcker | Helmuth Draht |
| ALBUM | ŚPIEW, GITARA | GITARA | KLAWISZE | BAS | PERKUSJA |
| [2] | Frank Bornemann | Manfred Wieczorke | Wolfgang Stöcker | Fritz Randow | |
| [3] | Frank Bornemann | Manfred Wieczorke | Luitjen Janssen | Fritz Randow | |
| [4] | Frank Bornemann | Detlef Schwaar | Manfred Wieczorke | Luitjen Janssen | Fritz Randow |
| Rok wydania | Tytuł | TOP |
| 1971 | [1] Eloy | |
| 1973 | [2] Inside | #15 |
| 1974 | [3] Floating | |
| 1975 | [4] Power And The Passion |
