OKRES PIERWSZY: FENOMEN (1996-2003)

Fińska grupa założona w 1996 w miejscowości Kitee, łącząca swego czasu w fantastyczny sposób gotyk i powermetal z muzyką operową. Członkowie zespołu poznali się w szkole, do której wspólnie uczęszczali i już w październiku 1996 nagrali trzyutworowe całkowicie akustyczne demo. Pomimo nagrań w prymitywnym studio, [1] okazał się rewelacją. Wrażenie robił zwłaszcza głos Tarji Turunen, stanowiący mariaż średniowiecznych chorałów, operowego patosu i gotyckiej drapieżności (Elvenpath, The Carpenter, Beauty And The Beast). Większość tekstów pisanych przez Tuomasa Holopainena (ur. 25 grudnia 1976), dotyczyła tematyki baśniowej. Co prawda Nightwish nie był pierwszym zespołem, który zdecydował się na połączenie metalu i opery, ale jako pierwszy zrobił to z taką gracją i wyczuciem. Było to interesujące preludium przed tym, co Nightwish miał zaserwować światu na następnych trzech albumach. Co prawda brakowało odrobiny agresji, ale muzyka urzekała pięknem przestrzennych melodii. Formacja szybko wykreowała własne oblicze, choć do stworzenia stylu "przodowników gatunku" było jeszcze daleko. Od pozostałych kapel z kobietą na wokalu wyróżniało Nightwish jedno - z tej muzyki "nie wiało" melancholią. Wręcz przeciwnie, kawałki tętniły witalną energią i radością, a nad całością unosił się orzeźwiający klimat. Pojawiały się naturalnie spokojniejsze fragmenty, ale nie stanowiły one rdzenia stylu. Był to materiał niezwykle melodyjny, różnorodny, odegrany bardzo spontanicznie i naturalnie. Stylistycznie kwintet skrzyżował ze sobą folk, powermetal, heavy metal i symfoniczne uniesienia.
Pierwszy koncert zespół zagrał 31 grudnia 1997 w "rodzinnym" Kitee. Przełomem okazał się [2], wydany przez Spinefarm Records 1 października 1998. Z krążka emanował duży ładunek emocjonalny głosu Tarji, który pięknie brzmiał na tle wysokich umiejętności technicznych pozostałych muzyków. To był jeden z albumów od którego nie sposób było się oderwać. Każdy niemal kawałek był gitarowo-klawiszowym przebojem, a wszystko podano w odpowiednich proporcjach, mogących podobać się każdemu. Wydawnictwo osiągnęło ogólnoświatowy sukces i było to oczywiste, kiedy słuchało się tak kapitalnych metalowych kawałków jak Stargazers, Sacrament Of Wilderness, The Riddler czy instrumentalny Moondance. Nawet spokojniejsze utwory w postaci Swanheart czy Sleeping Sun wypadły oszałamiająco. Znów mogło się wydawać, że muzyka Nightwish sytuowała się pośrodku baśniowej krainy w towarzystwie przyjaznych radosnych elfów. Elementem wyrózniającym Nightwish był oczywiście cudowny śpiew Tarji, zaczynający się na estradowej ekspresji, a kończący na operowych śpiewach. Wokalistka zachwycała już na debiucie, jednak dopiero tutaj w pełni podkreśliła głosem swój talent. Było to przełomowe dzieło, fascynujące niczym spełnione dziecięce fantazje.
Trudno było sobie wyobrazić lepszy album, ale Nightwish dokonał i tego na [3]. Nowy krążek ukazał się na rynku 29 maja 2000, porażając wszystkich konsekwencją i dojrzałością. Zespół nie pędził już tak do przodu, rozkoszując się jakby każdą graną przez siebie tonacją. Całość była wspaniała, ale szczególnie warto wyróżnić Come Cover Me, Wishmaster, Wanderlust, Deep Silent Complete oraz "przepięknie smutny" Dead Boy`s Poem. Nightwish udowodnił swoją oryginalność, tą muzykę trzeba było najzwyczajniej usłyszeć. Tarja śpiewała znakomicie, kapitalnie dostosowując swój głos do każdej nuty. Solidne metalowe riffy kontrastowały z folkowym instrumentarium, dynamizm splatał się z pięknem i rozmarzonym klimatem. Kolejny raz trudno było jednoznacznie określić styl kwintetu. Znalazło się tu przecież miejsce dla rockowo-metalowego czadu, akcentów folkowych, gotyckich, symfonicznych i chóralnych. Wszystko pięknie połączono w jedną magiczną całość. The Kinslayer dotyczył masakry w Columbine High School z 20 kwietnia 1999, kiedy to do liceum w Kolorado weszło dwóch nastoletnich uczniów i przy pomocy broni palnej zamordowali 12 rówieśników i jednego nauczyciela, raniąc 24 osoby, a następnie popełniając samobójstwo. Wszystkiego dopełniała kapitalna okładka autorstwa Markusa Meyera. Krążek zdobył w rodzinnej Finlandii status złotej płyty w zaledwie dwie godziny od ukazania się. Na całym świecie dostał znakomite recenzje prasowe, a Nightwish zawitał na koncerty nawet do Ameryki Południowej.
Podtrzymując dobrą passę, zespół wydał 25 czerwca 2001 [4] zawierającą trzy nowe utwory (cover Gary`ego Moore`a Over The Hills And Far Away, 10th Man Down, oraz Away) oraz nowe wersje Beauty & The Beast i Astral Romance. Nowe kawałki urzekały siłą melodii, pięknem i baśniową atmosferą. W późniejszej edycji do EP-ki dorzucono również sześć kawałków koncertowych z fińskiego Tampere z 29 grudnia 2000. Wszystkie one ukazały się na koncertowym [5], wydanym 27 listopada 2001. Podczas wystepów na żywo można było zaobserwować, iż nowemu basiście, Marco Hietali, pozostawiono dużo manewru w partiach wokalnych. Po latach miało to częściowo doprowadzić do utraty magii jaka emanowała z muzyki Nightwish. Także w 2001 Tarja zaśpiewała gościnnie w pięciu numerach na debiucie argentyńskiego Beto Vasquez Infinity. Wielu fanów uznało wydany 24 czerwca 2002 [6] za szczytowe osiągnięcie Finów. W grupie zaszło parę zmian - przede wszystkim wspomniany Hietala śpiewał momentami na zmianę z Tarją. W stylu mniej było radości i spontaniczności, zastąpiły je zaduma i dopieszczenie aranżacyjnych szczegółów. Zawiódł się jednak ten, kto oczekiwał po albumie rewolucyjnych zmian i zatracenia dobrze znanej tożsamości. Był to fantastyczny pokaz powszechnie znanych i cenionych patentów - może już nie tak przełomowych jak na [3], ale wciąż zaskakujących i fascynujących. Przy tym profesjonalnym wykonaniu, znakomitym rzemiośle i finezyjnym połączeniu różnorodnych muzycznych barw nie było po prostu miejsca na jakikolwiek niedosyt. Obok tradycyjnych kawałków w stylu Bless The Child czy End Of All Hope przerobiono w wyśmienity sposób musicalową kompozycję Andrew Lloyd Webbera The Phantom Of The Opera. Podobał się także wyśmienity Beauty Of The Beast, trzyczęściowa epicka opowieść - progresywna i przemyślana kompozycja, w której swój geniusz zaprezentował Tuomas Holopainen w bardzo dobrym akompaniamencie klawiszowym. Bez orkiestry i jakichkolwiek popisów wyczarował ze swojego instrumentu znakomity podkład, świetne było także przyspieszenie w drugiej części kawałka. Płyta sprawiała wrażenie gotycko-metalowego spektaklu, z większą ilością podniosłego klimatu i teatralności niż zazwyczaj. Dużym plusem wydawnictwa była różnorodność stylistyczna, w całości utrzymująca się jednak w znanej już konwencji. Przerwę między koncertami Holopainen wykorzystał nagrywając album z For My Pain...


Od lewej: Jukka Nevalainen, Emppu Vuorinen, Marco Hietala, Tarja Turunen, Tuomas Holopainen

OKRES DRUGI: ODEJŚCIE TARJI i POKŁON KOMERCJI (2004-dziś)

Po przejściu do wytwórni na Nuclear Blast / Roadrunner, zespół nagrał 7 czerwca 2004 [7], który fani odebrali z ambiwalentnymi odczuciami. Po pierwsze: płyta nie brzmiała jak Nightwish, do którego wszyscy zdążyli się przyzwyczaić. Partie gitary Vuorinena były zdecydowanie za ostre (The Siren, Romanticide), miejscami niemal industrialne (jak w Orgy czy Rammstein). Piękny dotychczas śpiew Tarji zatracił gdzieś swoją magię - brzmiał matowo, a popowe inklinacje wykosiły operowy wokal. Bez polotu brzmiały również partie znacznie rozrośniętego chóru. Aż w pięciu kawałkach pozwolono zaśpiewać Hietali i choć jego wokalowi nie można było wiele zarzucić, wszyscy zgadzali się, iż w Nightwish bezsprzecznie powinna śpiewać wyłacznie Tarja. Czarę rozczarowań przepełniły klawisze Holopainena, często nieudolnie imitujące chóry, a totalnym przekrętem był powodujący wymioty techno-bit w Wish I Had An Angel. Wydawałoby się, że najlepsza ze wszystkiego była okładka przedstawiająca "Anioła Smutku" wykonanego przez Williama Wetmore`a Story z cmentarza protestanckiego w Rzymie. Motyw ten jednak został wykorzystany wcześniej przez związany również z Nuclear Blast black/deathowy grecki Odes Of Ecstasy (płyta Embossed Dream In Four Acts z 1998), jak również przez Evanescence na EP-ce Evanescence ze stycznia 1999. Plusów było w zasadzie niewiele - singlowy Nemo, refren w Dark Chest Of Wonders oraz 10-minutowy Ghost Love Score. Te pozytywne fragmenty nie mogły zmienić faktu, że był to zdecydowanie najgorszy krążek zespołu. Mimo tych wszystkich wad, magia nazwy zadziałała raz jeszcze - album pokrył się potrójną platyną w Finlandii, platyną w Niemczech, złotem w Szwecji, a także zajął pierwsze miejsca na greckiej, norweskiej, niemieckiej i węgierskiej liście przebojów. W tym samym roku wydano składankę Tales From The Elvenpath.
Po zakończeniu trwającej ponad półtora roku trasy koncertowej, 23 października 2005 Holopainen opublikował na oficjalnej stronie zespołu list otwarty, w którym czterej członkowie kapeli oznajmili o zakończeniu współpracy z Tarją. Panowie swoją decyzję umotywowali faktem, iż wokalistka zbytnio poświęciła się sprawom finansowym związanych z działalnością grupy, zapominając o "uczuciach, jakie powinna wkładać w muzykę". Mieli jej też za złe osobne podróżowanie na tournee. Według niektórych źródeł, Tarja nie została poinformowana o tym, że zespół zamierza zakończyć z nią współpracę, przez co miała naturalnie żal do pozostałych członków zespołu. Wkrótce podjęła udaną działalność solową. 24 maja 2007 ujawniono nazwisko nowej wokalistki – Anette Olzon (właśc. Anette Ingegerd Olsson Husgafvel, ur. 21 czerwca 1971). Śpiewała ona niegdyś w popowej kapeli Alyson Avenue, z którą nagrała dwie płyty. W 1992 zagrała główną rolę w rockowej operze/musicalu "Gränsland" w szwedzkim Helsingborgu. Zaraz potem zapisała się do szkoły baletowej, śpiewała w chórach i na weselach. Anette wystąpiła też w duecie z ex-wokalistą Jaded Heart - Michaelem Bormannem na jego krążku Conspiracy. Mimo niezbitego uroku nowego nabytku, trudno było pojąć, dlaczego po przesłuchaniu dziesiątek młodych dziewczyn pragnących zająć miejsce Tarji, muzycy Nightwish wybrali właśnie Anette, której głos z pewnością podobał się fanom Abby i Ace Of Base. Uwidoczniło się to zwłaszcza na nieudanych koncertach, podczas których nowa wokalistka nijak nie potrafiła sobie poradzić z operowymi partiami poprzedniczki.
Wydany 26 września 2007 (ponownie przez Spinefarm) był niestety potwierdzeniem wszystkich obaw, jakie żywili fani Nightwish. Na nowej płycie słychać było, że w kwestii kompozycji Nightwish cały czas starał się iść do przodu, jednak próba zmierzenia się z dłuższą formą muzyki jakim był ponad 13-minutowy The Poet And The Pendulum niestety się nie udała. Master Passion Greed miał być w zamierzeniu heavymetalowym agresywnym hymnem, a zamiast tego wyszedł kawałek nacechowany zupełnie bezpłciowymi kosmicznymi efektami i przeciętnymi wokalami Hietali. Tym razem skomplikowane aranżacje Holopainena spaliły na panewce - ten sprawdzony patent "położył" głos Olzon, której zawodzenie odebrało utworom całą niepowtarzalność i podniosły nastrój, tak mistrzowsko wcześniej prezentowany przez Tarję. Zagubionej reszcie muzyków nijak nie potrafiły wyjść mocne i agresywne riffy, które miały cechować choćby Whoever Brings The Night, gdzie gitara brzmiała "klinicznie" w negatywnym słowa znaczeniu. The Islander był z kolei nieśmiałą próbą stworzenia folkowo-ogniskowego numeru. Wokal Hietali zbytnio podrabiał Iana Andersona z Jethro Tull, a całość niestety brzmiała dość groteskowo. Początek Last Of The Wilds odegrano na dudach, ale w dalszej części utwór zniesmaczał nadmiarem słodkich melodyjek. Wrzucono tu również kilka zupełnie zbytecznych wypełniaczy jak Meadows Of Heaven oraz dwa fatalne single: Eva - wtórna ballada oraz tragiczny Amaranth - popowa piosenka skierowana do zakochanych w kapeli nastolatków. Album stanowił swoisty paradoks udowadniający jak fatalny krążek może drastycznie podnieść liczbę sprzedaży. Niestety, przy sukcesie komercyjnym nadszedł głęboki regres twórczy.
Na [9] przyszło czekać aż kolejne cztery lata. Przyczyn długiego okresu oczekiwania należało szukać z jednej strony w dużej fali krytki dotyczącej poprzedniego krążka, a z drugiej - faktu, że Holopainen i spółka ponownie podjęli próbę stworzenia "dzieła wyjątkowego". Od 2009 robiono sporo szumu wokół albumu i właściwie napędzano marketingową maszynę, podtrzymując zainteresowanie zespołem wśród młodzieży. Nie można było odmówić nowemu materiałowi przepychu orkiestrowego, a nawet pompatyczości w tym zakresie, ale - z małymi wyjątkami - ponownie stworzono materiał dość banalny, a nawet przewidywalny. Singlowy Storytime dawał z początku podstawy sądzić, że Nightwish wrócili w glorii i chwale, korzystając z najlepszych patentów znanych z przeszłości. W tym dynamicznym przeboju nie przeszkadzał nawet popowy glos Olzon, odarty częściowo z irytującego słodkiego wydźwięku, ale również nie posiadający żadnej głębi. Finowie udanie próbowali sił w symfonicznym metalu w Ghost River, z ciekawym teatralnym motywem klawiszowym i specyficznym wokalem Hietali. Nieporozumieniem był pseudo-knajpiany ciągnący się Slow, Love, Slow, sprawiający wrażenie nieprzemyślanego do końca eksperymentu. Następnie grupa uderzała najmocniejszym punktem programu - dość prostym, ale chwytliwym I Want My Tears Back, z imitowanym brzmieniem dud i nasuwającym nieco skojarzenia z Dead To The World. Metalowy ogień powracał w ponad 7-minutowym Scaretale, nie trzymającym się kurczowo jednego motywu. Dzięki temu kompozycja nabierała tajemniczego charakteru, który uzyskano przede wszystkim stosując wachlarz motywów orkiestrowych. Dość sennie toczył się wrzucony w środek krążka instrumentalny Arabesque, poprzedzający trzy kiepskie kawałki: popową balladę Turn Loose The Mermaids, zupełnie bezbarwny Rest Calm, w którym wracały wszystkie demony związane z tonacją Olzon, a także akustyczne pitolenie The Crow, The Owl And The Dove. Całe szczęście to podążanie w kierunku komercji przerywał zbudowany na ostrzejszym riffie Last Ride Of The Day, z naprawdę udanym powermetalowym refrenem. Klęską okazał się ponad 13-minutowy Song To Myself, który około 7 minuty przemieniał się w nużącego przekombinowanego potworka. Pięć dobrych utworów nie tworzyło dobrej płyty, na której zabrakło głównie metalowego uderzenia. Kilka momentów dawało idealny przykład, jak powinna brzmieć całość, ale Holopainen tą drogą nie poszedł. Był to typowy produkt przeznaczony dla mało wymagającego i nastawionego reklamowymi zapowiedziami słuchacza. 1 października 2012 zespół wydał oświadczenie, że rozstaje się z Olzon we wzajemnym porozumieniu. Przez wzgląd na odbywającą się wówczas trasę koncertową w Ameryce Północnej, Finów wspomogła Floor Jensen (ex-After Forever). Ona wkrótce dołączyła do Nightwish na stałe.

Byli i obecni członkowie zespołu występowali też w innych grupach:

ALBUM ŚPIEW GITARA KLAWISZE BAS PERKUSJA
[1-4] Tarja Turunen Emppu Vuorinen Tuomas Holopainen Sami Vänskä Jukka Nevalainen
[5-7] Tarja Turunen Emppu Vuorinen Tuomas Holopainen Marco Hietala Jukka Nevalainen
[8-9] Anette Olzon Emppu Vuorinen Tuomas Holopainen Marco Hietala Jukka Nevalainen
[10] Floor Jansen Emppu Vuorinen Tuomas Holopainen Marco Hietala Jukka Nevalainen
[11-14] Floor Jansen Emppu Vuorinen Tuomas Holopainen Marco Hietala Kai Hahto
[15] Floor Jansen Emppu Vuorinen Tuomas Holopainen Jukka Koskinen Kai Hahto

Marco Hietala (ex-Sinergy, Tarot), Floor Jansen (ex-After Forever, ReVamp), Kai Hahto (ex-Wintersun, ex-Swallow The Sun),
Jukka Koskinen (ex-Norther, ex-Cain`s Offering, ex-Amberian Dawn, Wintersun, Crownshift)


Rok wydania Tytuł
1997 [1] Angels Fall First
1998 [2] Oceanborn
2000 [3] Wishmaster
2001 [4] Over The Hills And Far Away EP
2001 [5] From Wishes To Eternity (live)
2002 [6] Century Child
2004 [7] Once
2007 [8] Dark Passion Play
2011 [9] Imaginaerum
2013 [10] Showtime, Storytime (live / 2 CD)
2015 [11] Endless Forms Most Beautiful
2016 [12] Vehicle Of Spirit (live / 2 CD)
2019 [13] Decades: Live In Buenos Aires (live / 2 CD)
2020 [14] Hvman. :II: Natvre.
2024 [15] Yesterwynde

          

          

    

Powrót do spisu treści