Amerykańska grupa z Seattle powstała w 1994 na popiołach Sanctuary. W 1992 Nevermore przygotowali na kasecie demo "Utopia" dziesięć kompozycji, które później były punktem wyjścia do budowania własnego ciężkiego brzmienia (na perkusji jeszcze Mark Arrington). Na zespół zwróciła uwagę wytwórnia Century Media, a muzykami zaopiekował się Neil Kernon, znany ze wcześniejszej współpracy z Queensryche czy Flotsam & Jetsam. Debiut dostrzeżono na rynku europejskim, zwłaszcza w Niemczech. Poza głosem wokalisty Warrela Dane`a, w muzyce Nevermore trudno było doszukać się wyraźnych wpływów Sanctuary. Przede wszystkim partie gitarowe Jeffa Loomisa brzmiały mocniej i soczyściej. Pojawiły się również klasyczne ballady, których poprzednia formacja nie grała. Album charakteryzował się sprawnością aranżacyjną i zagęszczeniem riffów. Było to udane połączenie progresji spod znaku Queensryche, ciężaru klasycznego heavy i thrashowych riffów. Do otwierającego What Tomorrow Knows zrealizowano teledysk. Tuż przed rozpoczęciem trasy koncertowej dołączył drugi gitarzysta Pat O`Brien. Nevermore wystąpiło w tym składzie na holenderskim festiwalu "Dynamo Open Air".
[3] okazał się sporym sukcesem artystycznym i komercyjnym. Styl został ukształtowany dawką mrocznej, szybkiej, agresywnej i dość trudnej w odbiorze muzyki. Na płycie znalazły się długie, dopracowane i nacechowane progresywnym thrashem kompozycje, w których podziw budziły zaskakujące rozwiązania oraz techniczne zagrywki gitarzystów, a teksty dotyczyły manipulacji i ograniczania wolności przez polityków. Płytę rozpoczynał The Seven Tongues Of God z motorycznie kroczącym riffem i "obłąkanym" wokalem Dane`a, swobodnie przechodzącego od jadowitego szeptu po lamentujące zawodzenie. Z kolei This Sacrament oparto na wiodącej szarpanej zagrywce, która dawała możliwość pokazania umiejętności sekcji rytmicznej. Zupełnie inny w klimacie Next In Line pędził po ultraszybkiej metalowej autostradzie, emanując dusznym i niepokojącym klimatem. Wolnemu Passenger nadano patetyczny charakter, a Lost wzbogacił zaskakująco delikatny refren prowadzony w średnim tempie. Po zahaczającej o flamenco akustycznej miniaturce Precognition, Nevermore uderzało 42147 - absolutnym majstersztykiem poprzetykanym gęstymi solówkami, porażającym shreddingiem i ogólną zabawą rytmem. Wszystko zamykał blisko 10-minutowy The Learning - kawałek nieco przekombinowany, ale pełen dramatyzmu i przejmująco melodyjny. Krążek okazał się kopalnią riffów i synonimem prawdziwego power/thrashowego niepokoju.
Jesienią 1996 Nevermore wraz z Iced Earth odbyło udane tournee po Europie, po czym udało się w towarzystwie Blind Guardian na wspólną trasę po małych klubach. [4] oparto na historii znajomej Dane`a, która zafascynowana okultyzmem trafiła do sekty religijnej. Z powodu uskutecznianych tam zabiegów odeszła od zmysłów i utopiła się skacząc z mostu do rzeki, chociaż nikt nie wykluczał nawet morderstwa. Płyta okazała się wolniejsza i lżejsza od poprzednich, stawiając raczej na zbudowanie odpowiedniej atmosfery niż agresywne riffy. Nawet konstrukcje poszczególnych numerów były mniej skomplikowane aniżeli w przypadku [3]. Partie instrumentalne nie imponowały już tak bardzo, a Tim Calvert okazał się słabszym gitarzystą niż Pat O'Brien. Prominentną rolę powierzono tym razem Dane`owi i nigdy potem nie zaśpiewał już tak fenomenalnych partii jak tutaj. Obok drapieżnych Poison Godmachine czy Beyond Within znalazło się kilka spokojniejszych i zatopionych kawałków jak schizofreniczny All Play Dead, depresyjny Lotus Eaters czy pełen emocji i pretensji Forever. Powstało dzieło dobre i pełne przygnębienia, a jako całość nie posiadające słabszych momentów. Jednocześnie wydawało się, że nie sprostało ono miłośnikom technicznego i progresywnego oblicza Nevermore. W kwietniu Nevermore wyruszyli na tournee po USA wraz z Iced Earth i Destiny`s End. W Europie formacja dołączyła na trasie do Lefay.
Producentem [5] został Andy Sneap i pod jego wpływem zmieniło się brzmienie grupy. Płyta okazała się bardziej zwarta i przystępniejsza w odbiorze. Wpływ na zmiany miał niewątpliwie fakt wykorzystania do nagrań 7-strunowej gitary i 6-strunowego basu. Wszystkie partie gitar nagrał tylko Loomis, ale nie wpłynęło to znacząco na jakość muzyki. Surowość i drapieżność ustąpiły miejsca nowoczesnym aranżacjom, opartych na mięsistym przesterowanym brzmieniu. Spośród zróznicowanego materiału wyróżniały się: narkotyczny Narcosynthesis, monumentalny The River Dragon Has Come ze świetną solówką, motoryczny Engines Of Hate i komercyjna ballada Heartcollector. Znalazło się nawet miejsce dla miałkiego coveru Simon & Garfunkel The Sound Of Silence. Zupełnie bezbarwnie wypadły za to Insignificant i Believe In Nothing. Otrzymano krążek mniej skomplikowany i klimatyczny, nie będący monolitem i skierowany na zyskanie jak największego grona fanów. Wydawnictwo promowano na trasach z Annihilator, In Flames i Dimmu Borgir.
Prace nad [6] przebiegły w niezbyt przyjemnej atmosferze, a raczej w mało korzystnych okolicznościach. Grupa zbyt wiele czasu spędziła na negocjacjach z wytwórnią Century Media, a walka o budżet i zagwarantowanie dobrej promocji nowego albumu przeciągnęły się do tego stopnia, iż nowy krążek nie ukazał się w 2002, jak to wcześniej planowano. Ostatecznie płyta ujrzała światło dzienne 28 lipca 2003 i spełniła oczekiwania fanów. Była cięższa od poprzedniczki (Enemies Of Reality, Create The Infinite), a chwytliwych partii było jak na lekarstwo. Kwartet nagrał zestaw stosunkowo krótkich, ale intensywnych utworów. Już otwierający tytułowy Enemies Of Reality jawił się niesłychanie ciężko i masywnie. I Voyager posiadał niesamowitą shreddingową wstawkę w środku, a riff w Seed Awakening wzbudzał zdumienie precyzją wykonania. Styl wzbogacono balladowym Tomorrow Turns Into Yesteday i eksperymentalnym Noumeon, a od reszty odstawał wyraźnie tylko nijaki Who Decides. Od strony kompozycyjnej album prezentował się bardzo dobrze, choć zabrakło przebojowych motywów. Oddzielną kwestię natomiast stanowiło fatalne brzmienie, na skutek którego instrumenty zlewały się w jedną całość. W procesie produkcji nadmiernie cofnięto perkusję i wokal, bas za mocno nagłośniono, a gitarę Loomisa tak zmixowano, że niemal zepsuto cały wysiłek zespołu, aby stworzyć udany materiał. W dwa lata później album został ponownie zmasteringowany przez Sneapa i jedynym mankamentem nowej edycji było nazbyt suche brzmienie bębnów.
Już wtedy wiadomym było, że płyty Nevermore miały charakter bomby zegarowej. W momencie wydania dostawały dobre, aczkolwiek powściągliwe recenzje, a ich wartość muzyczna dopiero jakimś czasie stawała się punktem odniesienia dla twórczości innych zespołów. Zespół nigdy nie nagrał dwóch podobnych płyt, ale nikt się nie spodziewał mocy jaką posiadał [7]. Na poprzednim krążku muzycy nieśmiało wykazali fascynacje brutalnymi wstawkami, a teraz poszli na całość. Wsparta drugim gitarzystą Steve`m Smythem formacja zaprezentowała pełen finezji i pasji ogniście zagrany ekstremalny thrash z mnóstwem progresywnych elementów. Utwory mieniły się kalejdoskopem fantastycznych riffów, utrzymanych w specyficznej dla grupy rytmice. Jak zawsze w doskonałej formie, Warrel Dane pokusił się o jeszcze większą dawkę schizofrenicznych wokali, często zahaczających o growling. Wszystko okrywał niepokojący nastrój z odrobiną chłodu. [8] zawierał koncert zagrany 11 października 2006 w klubie "Zeche" w Bochum. Tymczasem rosły oczekiwania wobec nowego wydawnictwa studyjnego. Dane i Loomis wydali solowe płyty, co mogło napawać pesymizmem i sugerować, że muzycy mogą rozmienić swoją twórczość na drobne. Kto spodziewał się kontynuacji [7] musiał się srodze zawieść - na [8] echa mocniejszego metalu zawarto jedynie w riffie rozpoczynającym The Termination Proclamation, dalej następował powrót do przeszłości w dość kontrowersyjnym wydaniu. Nevermore cofnęli się w rozwoju gdzieś do czasów [5], tworząc zestaw numerów o relatywnie nieskomplikowanej budowie, utrzymanych głównie w średnich, a często nawet w balladowych tempach. Te aranżacje naturalnie dalekie były banału, ale porównując struktury z tym co ekipa zaserwowała pięć lat wcześniej, to nastapiło znaczne uproszczenie muzyki. Dla niektórych stanowiło to zaletę, ponieważ powstał materiał bardziej przystępny. Dla większości jednak coś przestało działać w idealnie naoliwionej klaustrofobiczno-romantycznej machinie. Słuchając Moonrise, She Comes In Colours czy The Blue Marble And The New Soul powstawało wrażenie, że muzykom zabrakło pomysłów na ciekawe melodie. Większość z nich wypadła wymuszenie, przewidywalnie i na siłę patetycznie. Nie pomogło nawet rewelacyjne brzmienie, które wyszło spod rąk Andy`ego Sneapa. Większe emocje wzbudzały jedynie And The Maiden Spoke oraz The Day You Built The Wall. W 2011 nastąpiło załamanie kariery Nevermore - odeszli Loomis i Van Williams, a skłóceni z nimi Dane z Sheppardem zreaktywowali Sanctuary.
Byli i obecni członkowie zespołu występowali też w innych grupach:
ALBUM | ŚPIEW | GITARA | GITARA | BAS | PERKUSJA |
[1] | Warrel Dane | Jeff Loomis | Jim Sheppard | Van Williams | |
[2-3] | Warrel Dane | Jeff Loomis | Pat O`Brien | Jim Sheppard | Van Williams |
[4] | Warrel Dane | Jeff Loomis | Tim Calvert | Jim Sheppard | Van Williams |
[5-6] | Warrel Dane | Jeff Loomis | Jim Sheppard | Van Williams | |
[7] | Warrel Dane | Jeff Loomis | Steve Smyth | Jim Sheppard | Van Williams |
[8-9] | Warrel Dane | Jeff Loomis | Jim Sheppard | Van Williams |
Warrel Dane (ex-Serpent's Knight, ex-Sanctuary), Jim Sheppard (ex-Sanctuary), Jeff Loomis (ex-Fear-Tech, ex-System, ex-Experiment Fear),
Tim Calvert (ex-Forbidden), Steve Smyth (ex-Vicious Rumors, Dragonlord)
Rok wydania | Tytuł |
1995 | [1] Nevermore |
1996 | [2] In Memory EP |
1996 | [3] The Politics Of Ecstasy |
1999 | [4] Dreaming Neon Black |
2000 | [5] Dead Heart In A Dead World |
2003 | [6] Enemies Of Reality |
2005 | [7] This Godless Endeavor |
2008 | [8] The Year Of The Voyager (live`2006) |
2010 | [9] The Obsidian Conspiracy |