Angielska grupa założona w 1983 przez Paula Di'Anno po jego wyrzuceniu z Iron Maiden. Pierwszy album ukazał się w barwach małej wytwórni FM Records z Wolverhampton. Wielu fanów wyczekiwało płyty z niecierpliowścią i sięgnęła po nią album z nadzieją, że usłyszy mieszankę NWOBHM z punkowym zacięciem w wokalu Paula. Jakież wielkie było ich rozczarowanie, kiedy okazało się, że krążek wypełnił mix AOR i hard rocka. Wśród poszczególnych zagrywek można było na siłę doszukać się kilku metalowych akordów, jednak ogólnie panowało łagodne brzmienie z klawiszami i ciepłymi riffami. Najzabawniejszy był fakt, że wokal Di'Anno nie kolidował z obraną warstwą instrumentalną. Flaming Heart nasuwał skojarzenia z miękkimi nagraniami Demon z tego samego okresu, a Heart User stanowił mieszankę Rainbow i Foreigner. Oczywiście każdy kto lubił takie lekkie granie mógł być zadowolony z końcowego efektu, ale miłośnicy Żelaznej Dziewicy byli po prostu zniesmaczeni. Gitarzyści nie udzielali się za wiele i często ustępowali miejsca klawiszowcowi Venablesowi. Jeśli już Slater i Ward wysuwali się na plan pierwszy, stawiali racej na rytmiczne pobrządkiwanie (The Runner, The Razor Edge). Odrobina Def Leppard wdzierała się do Lady Heartbreak, a płytę kończył nieco szybszy The Road Rat na wzór Dokken. Te iluzoryczne urozmaicenia nie miały niestety wpływu na jakość albumu jako całości. Płyta nie znalazła ostatecznie zrozumienia wśród fanów i Paul musiał na nowo szukać swojego miejsca na rynku muzycznym.
Przez lata śpiewał w Gogmagog, Battlezone, Praying Mantis i Killers. Do szyldu Di'Anno Paul powrócił w 2000, kiedy to wydał [2] z czterema brazylijskimi muzykami. Największym problemem wydawnictwa była jego stylistyczna i jakościowa różnorodność, która tutaj nie wpływała pozytywnie na odbiór wydawnictwa. Wiele riffom brakowało inspiracji przez co numery przelatywały dość beznamiętnie. Sam lider jakby nie mógł zdecydować się jakim głosem to wszystko zaśpiewać, w wyniku czego na płytę trafiły okrzyki z czasów Ironów, falsety, a nawet fragmenty w których w ogóle nie brzmiał jak on sam (modern growling). Był to brak konsekwencji i wokalista nie mógł po prostu zasłaniać się latami walki z alkoholizmem. Z ciekawych kawałków warto wspomnieć Mad Man In The Attic, War Machine, S.A.T.A.N. oraz najlepszy z nich wszystkich - rozpoczynający się balladowo The Living Dead. Projekt rozpadł się, kiedy Andreoli i Priester dołaczyli do Angry.
Numery z [2] wydano ponownie w 2006 jako The Living Dead właśnie pod szyldem Paul Di'Anno i dorzucono dość miałki cover Megadeth Symphony Of Destruction.

Byli i obecni członkowie zespołu występowali też w innych grupach: