Progresywno-metalowy projekt powołany do życia w 1998 przez Trenta Gardnera, lidera grupy Magellan. Zaprosił on do współpracy uznanych wokalistów i instumentalistów, którzy stworzyli na debiucie królestwo niepowtarzalnego klimatu. [1] w dużym stopniu nawiązywał do Hour Of Restoration Magellan, zwłaszcza pod względem kompozycyjnej maniery, żywiołowości i pewnego nieustającego pędu do przodu. Wyjątkiem od tej ostatniej reguły był spokojny Impact 2, pięknie zaśpiewany przez Matta Bradley`a z grupy Dali`s Dilemma. Od 5 minuty w końcowym Impact 5, wraz z głosem Trenta pojawiała się miarowo sunąca magellanowa maszyna oddająca następnie pole wszędobylskiej gitarze Johna Petrucciego, który wraz z szalejącym na bębnach Bozzio fundował oszałamiający finał. Pozostałe numery też orbitowały wokół ciężkiego, szybkiego i odpowiednio skomplikowanego stylu Magellan, bardziej wszakże ciążącego w stronę gitar niż klawiszy. Szkoda tylko, że matowe brzmienie nastawiono na niższe tony kosztem wyższych, przez co nie wszystkie partie solowe mogły budzić zachwyt. Dotyczyło to zwłaszcza gry Jamesa Murphy`ego w Impact 1 i Steve`a Howe`a z Yes w Impact 4. Zdaniem wielu krytyków, debiut Explorers Club był dziełem wybitnym, wyznaczającym poziom do jakiego powinien dążyć prog-metal. Ponadto na krążku wystąpili: wokaliści - James LaBrie z Dream Theater, DC Cooper z Royal Hunt, Bret Douglas z Cairo, klawiszowcy Derek Sherinian (ex-Alice Cooper, Dream Theater) i Matt Guillory (Mullmuzzler) oraz flecista Michael Bemesderfer.
W porównaniu do poprzednika, [2] wykazywał spore i zupełnie zamierzone różnice. Przede wszystkim ekipa Gardnera wyglądała ubożej niż skład sprzed 4 lat. Jednak oceniając krążek, tym razem nie można było kierować się jedynie porównaniami do [1] i twórczości Magellan. Niezwykle ważną rolę odgrywała również solowa płyta Steve`a Walsha Glossolalia, podczas nagrywania którego wokalista Kansas i Trent wybitnie przypadli sobie do gustu jako muzyczni współpracownicy. Zwracał uwagę brak Petrucciego ze swoją wszędobylską gitarą, dlatego też nowy album w warstwie instrumentalnej bardziej ciążył ku klawiszom, a w partiach wokalnych - bardziej ku Walshowi niż Jamesowi LaBrie. Wydawnictwo składało się z dwóch długich odsłon (w tym pierwszej podzielonej na trzy części), ale w sferze technicznej wszystko ułożono aż z 44 krótkich kawałków. Passage To Paralysis cechowało pseudo-symfoniczne intro o dość dzikim wydźwięku z kręgu klasyków kameralnego rocka. Następująca po nim równie niespokojna partia chóralna wprowadzała właściwe brzmienie, mogące nasuwać skojarzenia z dłuższymi formami znanymi z Glossolalii, na których Trent odcisnął swoje znaczące piętno. Dość ciężkie i gęste granie wzbogacono kilkoma świetnymi wejściami Marty`ego Friedmana i całą masą pomysłowych klawiszowych solówek. Kwadrans wciąż zmieniającej się muzyki mijał szybko, choć nie były to dźwięki łatwo przyswajalne. Dużo tu skomplikowania formy, cyberiady, a nawet odpychającej dla wielu duszności. Passage To Paralysis posiadał w sobie wiele przestrzeni, ale trzeba było cierpliwości, by usłyszeć ją poprzez unoszące się opary nadzwyczajnej techniki. Walsh i Trent śpiewali o problemie człowieka osaczonego przez pytania o prawdziwe życiowe wartości, które stracił z pola widzenia. Utwór był nieco podobny do Fate Speaks z [1] w trochę Yes-owym sposobie artykulacji wyrazów na tle muzyki. Broad Decay przynosił wyraźne uspokojenie - mroczna ballada w stylu Pink Floyd i walshowska w wokalnej interpretacji mogła nieco przynudzać, stawiając na jednostajność klimatu. James La Brie brał sprawy w swoje ręce w Vertebrates - numerze reprezentującym bogactwo klawiszowych brzmień na tle umiarkowanego tempa. Blisko 29-minutowy Gigantipithicus, dzielący się na dwa główne fragmenty. Motywy i brzmienia zmieniały się niezwykle często, a jednak ten zlepek 17 odmiennych kawałków stanowił jedno z najlepszych instrumentalnych dokonań w karierze Gardnera. W tym kalejdoskopie róznych zapożyczeń, wychwytywalne były wirtuozerskie zagrywki Friedmana i sympatyczny jazz-rock, w końcu oniryczno-pinkfloydowy finał. Krążek był kawałem dobrej, momentami natchnionej roboty. Prawdziwy zachwyt brał sposób, w jaki Gardner dotarł do genetycznego kodu tego progresywnego mamuta i powołał bestię do życia.
Gary Wehrkamp założył później swój projekt Amaran`s Plight. Wayne Gardner popełnił samobójstwo 10 lutego 2014 w wieku 48 lat. Trent Gardner zmarł 11 czerwca 2016 w wieku 55 lat.
| ALBUM | ŚPIEW | GITARA | KLAWISZE | BAS | PERKUSJA |
| [1] | różni | Wayne Gardner | Trent Gardner | Billy Sheehan | Terry Bozzio |
| [2] | James LaBrie / Steve Walsh | Gary Wehrkamp / Marty Friedman / Kerry Livgren | Trent Gardner / Mark Robertson | John Myung | Terry Bozzio |
Wayne Gardner / Trent Gardner (obaj Magellan), Billy Sheehan (ex-Talas, ex-David Lee Roth, Mr.Big),
Terry Bozzio (ex-Frank Zappa, ex-UK, ex-Missing Persons), James LaBrie / John Myung (obaj Dream Theater); Steve Walsh (Kansas);
Gary Wehrkamp (Shadow Gallery)
| Rok wydania | Tytuł |
| 1998 | [1] Age Of Impact |
| 2002 | [2] Raising The Mammoth |
