Amerykańska grupa założona w 1987 w San Francisco przez Chrisa Reiferta, muzyka znanego z partii perkusyjnych na słynnym Screaming Bloody Gore Death. Trzy demówki z lat 1987-1988 zainteresowały szefów angielskiej wytwórni Peaceville Records. Debiut okazał się on jednym z kultowych deathmetalowych debiutów drugiej połowy lat 80-tych, tworzących zręby i podstawy tego gatunku. Było to archetypowe granie, inspirowane przede wszystkim dokonaniami Possessed i Death - szybkie (choć pozbawione blastów) tempa tworzyły ścianę gitarowego hałasu, podczas gdy niezbyt technicznie zaawansowane slayerowe riffy dodawały odpowiedniej porcji kakofonii. Obok schuldinerowych wyziewów, Reifert wyrzucał z gardła dziwne dźwięki, które jednak nieźle korespondowały z utrzymanymi w estetyce gore tekstami. W sferze gitarowej przewijały się wpływy punka i Motörhead, objawiające się w galopujących pomysłach rytmicznych i względnej prostocie riffów. W opozycji do tego stały wyraziste zwolnienia, które wielu miejscach zapowiadały to co w kolejnych latach miało się stać typowe dla angielskiego doom/deathu. Na tym albumie zwalnianie ograniczało się bądź do długich i opartych na miażdżących riffach wstępach, bądź podobnych wstawkach w środkowych częściach kompozycji. Nie była to jeszcze taka różnorodność rytmiczna, jak miało to mieć miejsce na kolejnych płytach. Brzmienie było surowe, cechujące się sporą selektywnością dźwięku, lecz nie na tyle by niweczyć odwołujący się do jesienno-chłodnych barw klimaty. Znakiem szczególnym Autopsy było potraktowanie basu. Ekipa nie posiadała wówczas stałego basisty, ale w nagraniach wziął udział Steve Di Giorgio, który stworzył jedne z najbardziej wgniatających w fotel partii w historii death metalu. Bas wychodził bezproblemowo z każdej gitarowo-perkusyjnej nawałnicy, często wręcz na pierwszy plan. Miało to miejsce choćby w Service For A Vacant Coffin, rozpoczynającym się właśnie od wyrazistego motywu Steve'a oraz sabbathowego wtrętu, który jednak szybko przechodził w deathmetalową galopadę. Z kolei piłujący gitarowo Disembowel oraz porażający kanonadą bębnów Gasping For Air to przykłady prób komplikowania aranżacji, zapowiadając stylistykę kolejnych albumów Autopsy. Hitem był Ridden With Disease - numer inspirowany wczesnym Death, oparty nieco rozbudowanej strukturze zwrotkowo-refrenowej i sporej dawce brutalnej chwytliwości. Uwagę zwracał także Critical Madness, przeplatający monumentalne zwolnienia z prostymi podkręceniami tempa oraz obleśnym rykiem Reiferta. Album udanie zbierał w sobie pierwotną energię wczesnego death metalu, w niektórych utworach akcentujący ciągoty do bardziej nieszablonowych schematów, które w kolejnych latach miały być przez grupę rozwijane. Blisko 40 minut intensywnego łomotu mogło zaspokoić potrzeby fanów gatunku, a siła tego materiału polegała przede wszystkim na równym poziomie. Oryginalną okładkę przedstawiającą komiksową wersję rozdzieranego człowieka ocenzurowano i zastąpiono ją trupim zespołem chirurgów.
Ten nie do końca jeszcze zdefiniowany styl zyskał już w tamtym czasie jednak liczne grono zwolenników, dla których [3] musiał być dużym zaskoczeniem. Spodziewano się raczej, że ekipa pójdzie za ciosem i nagra kolejną petardę z drapieżnymi partiami instrumentalnymi. Tymczasem Autopsy zastosowali rozbudowane struktury oparte na średnio-wolnych tempach. Ponownie na gwiazdę pierwszego formatu wyrastał Reifert, nadający swoją grą mocy tym z pozoru prostym i banalnym riffom. W Twisted Mass Of Burnt Decay przez rytmiczną asynchronizację przebijała się przesterowana gitara Corallesa nabierającą rozpędu na tle pulsujących zagrywek basowych Steve'a Cutlera. Duże postępy poczynili zresztą obaj gitarzyści i ten progres przejawiał się głównie w niezwykle melodyjnych solówkach (Destined To Fester, Slaughterday). Na osobną uwagę zasługiwał ponad 6-minutowy Hole In The Head z wyrazisty perkusyjnym wstępem, łatwo przyswajalnym motywem i atmosferą rodem z horroru. Zwracały uwagę także dwa numery instrumetalne: 45-sekundowy Bonesaw z szaleńczym popisem Reiferta oraz zaskakująco liryczny 37-sekundowy tytułowy Mental Funeral. Pod względem technicznym był to album z górnej półki, ale nie poparto tego odpowiednio klarownym brzmieniem. Prawdopodobnie na prawidłowy mix i mastering poskąpiła pieniędzy wytwórnia Peaceville Records.


Od lewej: Chris Reifert, Eric Cutler, Danny Coralles

Większość zarzutów jakie padały w kontekście [3], pojawiło się również pod adresem [5]. W dużej mierze była to poprawna kontynuacja patentów z płyty wcześniejszej, choć tym razem zbyt zwyczajna i pozbawiona przełomowego charakteru przeszłych dokonań. Pojawiło się za to więcej uproszczeń, niechlujstwo wykonania i nadmierna ilość patologii w tekstach. Oto próbka z An Act Of The Unspeakable: "I masturbate with guilt while looking at your distant eyes, I've had your torso seven times, yet still my dick does rise" lub "Finger your rectum, you're just as good in death as life, I don't know why I waited". Nowy basista Josh Barohn nie wniósł niczego nowego, a całość zbyt mocno bazowała na wcześniejszych pomysłach: kilka grindcore'owych patentów, zdecydowane skrócenie motywów oraz dążenie do coraz to bardziej obskurnych i odpychających brzmień. Owszem, miało to swój urok, ale niestety nie porywało. Z ciekawszych fragmentów wyróżniały się: Meat, Necrocannibalistic Vomitorium, Battery Acid Enema oraz Funereality. Autopsy celował w prosty obleśny death metal, oparty na dwóch motywach na krzyż i to było w zasadzie wszystko czym nowy krążek mógł się poszczycić. Stąd też pewien plus ich (przeważnie) krótkiego czasu trwania - nie męczą swoimi schematami i nie wleką się w nieskończoność. Na plus: 18 numerów trwało nieco ponad 35 minut i na szczęście kwartet nie pokusił się o zbyteczną rozciągłość tego wszystkiego. Prawdziwy kryzys przyszedł wraz z [6] z sugestywnym tytułem i okładką. Reifert i spółka po prostu odfajkowali ten album - poza zwiększeniem ilości zgnilizny w tekstach, płyta nie wprowadziła niczego sensownego do dyskografii grupy. To był w prostej linii kontynuator [5], ale o obliczu jeszcze bardziej prostackim. Ten materiał powinien ukazać się po prostu pod innym szyldem - otóż w 1995 Reifert i Coralles powołali do życia punkowo-deathmetalowy projekt Abscess. [6] był w oryginalnym zamyśle debiutem nowej formacji (ostatecznie był nim wydany w 1996 Seminal Vampires And Maggot Men). Banalnośc tej muzyki wpasowałaby się lepiej w groteskową otoczkę Abscess, a Autopsy uniknąłby dziwoląga w swojej historii. Słuchacz wręcz odnosił wrażenie, że krążęk został nagrany jakby sami muzycy nie byli do końca z niego zadowoleni. Z całości biła jakaś nieprzyjazność i brak zabawy z tworzenia. Poszczególne utwory zlewały się między sobą, męczyły nudnymi schematami i nie porywały od strony instrumentalnej. Jedynym przebłyskiem formy był z lekka doomujący No More Hate. 55 minut pełnych gniotów stanowiło torturę i niewielu dawało radę przesłuchać płyty od początku do końca. Zespół zawiesił działalność i zreaktywował się dopiero w 2008.
Powrót Autopsy mógł się podobać - [10] stroni od przesadnie sterylnego brzmienia i był generalnie równy. Stylistycznie brzmiał niczym pomost między [3] a [5], opierając się na graniu pierwotnym i pełnym zgnilizny, z naciskiem na death metal i zarzucając punkowe motywy niemal całkowicie. Chęć pokazania wszystkim środkowego palca udało się osiągnąć bez jakkolwiek napinki czy bazowania na sentymentach. Lata grania w Abscess i powrót Cutlera przyniosły jeszcze więcej ciekawszych pomysłów oraz "bycia nie na czasie". Utwory w rodzaju Dirty Gore Whore lub Sadistic Gratification były niezwykle brzydkie i odrzucające, a zarazem pomysłowe i pełne patologicznej atmosfery. Ten drugi kawałek w szczególności stanowił spory wyczyn, gdyż trwał ponad 11 minut i świetnie budował napięcie (m.in. monolog w części środkowej). Trafiło się co prawda kilka mielizn (jak Always About To Die, Seeds Of The Doomed) i przycięcie tych kawałków o minutę czy dwie, tylko wspomogłoby ogólną jakość płyty. Na początku 2012 ukazała się składanka All Tomorrow's Funerals, w której w skład weszły wszystkie dotychczas nagrane EP-ki. Okładka [11] była paskudna, ale przecież idealnie pasowała do chorego stylu grupy. Numery były prawdziwie zwyrodniałe, ale więcej zawarto w nich ciekawych pomysłów. Dobre wrażenie potęgowało samo ułożenie utworów, gdzie te najlepsze znalazły się na początku (od Slaughter At Beast House po Coffin Crawlers). Korzystano w nich z porządnych zwolnień (w szczególności to z tappingiem w She Is A Funeral), punkowe galopady, trupi klimat i schizofreniczne ryki Chrisa Reiferta. Te cztery kawałki robiły tak duże wrażenie, że pozostałe automatycznie schodziły na dalszy plan. Album jednak ostatecznie bronił się i poniekąd pokazywał jak powinno się wracać po latach niebytu i robić to ze smakiem.
[12] nie był zwyczajną kontynuacją swoich dwóch poprzedników. Pewne punkty wspólne i nawiązania do wcześniejszych krążków jak najbardziej posiadał, ale nie w takim stopniu, by nazywać je powtarzalnymi czy zrobionymi na kolanie. Cel był prosty: dorzucić więcej wpływów Venom i Abscess, ale na tyle ciekawie, by nie zatrzeć różnorodności ani też nie popaść w przesadną prostotę. Brutalniejsza strona krążka ocierała się o death/doom i prezentowała się bez zarzutów - riffy, solówki, wokale, perkusja i klimat trzymały się charakterystycznie zgniłej dla Autopsy stylistyki. Punkowa część z kolei wprowadzała trochę szaleństwa i koncertowej chwytliwości (After The Cutting, King Of Flesh Ripped, Savagery). Zapewne dobrym posunięciem byłoby zawęzić album do dziewięciu utworów, wywalając przerywnik All Shall Bleed oraz przeciętne Parasitic Eye i Forever Hungry, aniżeli pozostawać przy aż dwunastu kawałkach. Całości generalnie słuchało się dobrze i bez większych oporów, jedynie od czasu do czasu przytrafiały się momenty, przy których korciło aby posłuchać już następnego. Krążek utrzymał generalnie poziom poprzednich. W lutym 2018 fanów uraczono składankowym [15], na który wrzucono zremasterowane nagrania z dwóch wczesnych kaset: "1987 Demo" oraz "Critical Madness" w 1988.

Dalsze losy muzyków Autopsy:

ALBUM PERKUSJA, ŚPIEW GITARA, ŚPIEW GITARA BAS
[1] Chris Reifert Eric Cutler Danny Coralles Steve DiGiorgio
[2-3,8] Chris Reifert Eric Cutler Danny Coralles Steve Cutler
[4] Chris Reifert Eric Cutler Danny Coralles Steve DiGiorgio
[5,7] Chris Reifert Eric Cutler Danny Coralles Josh Barohn
[6] Chris Reifert Eric Cutler Danny Coralles różni
[9-14,16] Chris Reifert Eric Cutler Danny Coralles Joe 'Allen' Trevisano
[17-18] Chris Reifert Eric Cutler Danny Coralles Greg Wilkinson

Chris Reifert (ex-Death), Josh Barohn (ex-Suffocation), Greg Wilkinson (Brainoil, ex-Laudanum, ex-Leather Glove, Static Abyss)

Rok wydania Tytuł
1989 [1] Severed Survival
1990 [2] Retribution For The Dead EP
1991 [3] Mental Funeral
1992 [4] Fiend For Blood EP
1992 [5] Acts Of The Unspeakable
1995 [6] Shit Fun
1998 [7] Tortured Moans Of Agony (live)
2004 [8] Dead As Fuck (live)
2010 [9] The Tomb Within EP
2011 [10] Macabre Eternal
2013 [11] The Headless Ritual
2014 [12] Tourniquets, Hacksaws & Graves
2015 [13] Skull Grinder
2017 [14] Puncturing The Grotesque EP
2018 [15] Critical Madness: The Demo Years (kompilacja)
2020 [16] Live In Chicago (live)
2022 [17] Morbidity Triumphant
2023 [18] Ashes, Organs, Blood And Crypts

          

          

          

Powrót do spisu treści