
Duński zespół heavymetalowy powstały w 1981 w Kopenhadze. Założyli go charyzmatyczny wokalista King Diamond (właśc. Kim Bendix Petersen, ur. 14 czerwca 1956) oraz gitarzysta Hank Shermann (właśc. Rene Krolmark, ur. 11 lipca 1958). Zanim ustabilizował się skład, ekipa wydała w pierwszej połowie 1981 aż cztery demówki. "Demo #1" nagrali w marcu 1981: Diamond, Shermann, basista Carsten Van Der Volsing i perkusista Jan Musen. Na "Demo #2" z kwietnia 1981 Volsing został drugim gitarzystą, perkusistą - Nick Smith, a bas objął Timi Hansen (ur. 28 października 1958). Na "Demo #3" z maja 1981 Volsinga zastąpił Benny Petersen. W końcu na "Burning The Cross" z czerwca 1981 za bębnami zasiadł Kim Ruzz (właśc. Kim Jensen. Pod koniec roku odszedł Petersen (później założył Jackal) - zastąpił go Michael Denner (ur. 5 listopada 1958) i w ten sposób skrystalizował się pierwszy słynny skład. Denner, Hansen i Nick Smith udzielali się razem wcześniej w Danger Zone - na dwóch demówkach w latach 1981-1982 wspomogli ich właśnie King Diamond i Hank Shermann.
King Diamond rozpoczął eksperymenty z tematyką horroru i widowiskami scenicznymi w kapelce Black Rose. Przez pewien okres pracował jako technik laboratoryjny i "pożyczał" krew w celu robienia szalonego show. W tamtym okresie dominującą inspiracją był niewątpliwie Judas Priest, pod kątem galopujących temp i drapieżnych refrenów. Kingowi imponował zakres głosu Roba Halforda, który wynosił falsety w metalu na nowe wyżyny. W wywiadzie po latach mówił: "Deep Purple zainspirowało mnie do spróbowania śpiewania jak Ian Gillan. Pamiętam, że na jednym z naszych koncertów jeden z fanów zachęcił mnie do dopracowaniem falsetów, których użyłem kilkakrotnie. Nie miałem pojęcia co to słowo oznacza, musiał mi wytłumaczyć o co właściwie chodzi. W końcu nabrałam lepszej kontroli nad swoim głosem i mogłam utrzymać te skale przez dłuższy czas. Jednocześnie muzycy mocniej skupili się na okultystycznych zainteresowaniach. Diamond zaczął używać statywu mikrofonowego zbudowanego z ludzkich kości udowych i malować twarze upiornymi czarno-białymi farbami. Wokalista nie był pierwszym muzykiem, który używał makijażu scenicznego. Podążył śladami artystów z lat 70-tych, takich jak Alice Cooper, Kiss i The Misfits - ci z kolei naśladowali Arthura Browna, ekscentrycznego angielskiego rockera, który w czasie swojego debiutanckiego albumu z 1968 The Crazy World Of Arthur Brown stosował makijaż mający upodobnić go do trupa. King wspominał: "Widziałem Alice'a Coopera na trasie Welcome To My Nightmare. Wyglądał jakby nie był prawdziwą osobą, raczej jak ktoś zupełnie nie z tego świata i miałem wrażenie, że gdybym mógł sięgnąć na scenie i dotknąć jego buta, prawdopodobnie rozpłynąłby się w powietrzu". W ten sposób Mercyful Fate stał się pierwszym zespołem, który zapoczątkował tę estetykę w kontekście stricte metalowym. To przecieranie nowych szlaków było wieloaspektowe – King Diamond ogłosił się satanistą, a konkretnie wyznawcą formy satanizmu propagowanej w "Biblii Szatana" i miał bezpośredni kontakt z Antonem LaVey'em. King z rozrzewnieniem wspominał tamte dni: "Miałem ogromne szczęście, że zostałem zaproszony do Kościoła Szatana w San Francisco i spędziłem tam całą noc z LaVey'em. Pozwolił mi na dwie godziny wejść do swojego pokoju rytuałów, w którym mógł przebywać tylko on. To była regenerująca energia i obaj darzyliśmy się sporym szacunkiem. Nigdy nie zapomnę tych doświadczeń, widząc jak poważnie traktował to co pisał, a jednocześnie jaką roztaczał aurę i jakim jednocześnie poczuciem humoru dysponował".
Podobnie jak w przypadku Venom, zespół stosował wyraźny podział między ezoterycznymi tekstami, a autentyczną wiarą w satanizm. O ile filozofia LaVey'a nie opierała się wyraźnie na wierze uosobioną przez chrześcijańską wizję Diabła, teksty Diamonda zazwyczaj przedstawiały Szatana w tradycyjnej roli. Utwory w rodzaju Satan's Fall przedstawiały Lucyfera jako uosobienie zła, z błyszczącymi oczami i rogami, przyjmującego z radością ofiarę z nowonarodzonego dziecka, co było dalekie od filozofii samego Diamonda. "Wpierw każdy musi sobie sam odpowiadzieć: kim jest satanista" - mówił Diamond - "Jeśli uważasz, że satanistą jest to co często opisują chrześcijanie, czyli składanie ofiar ze zwierząt i posmakowanie krwi małego, to jest to naturalnie kompletny absurd. Prawdziwy satanizm polega na traktowaniu innych z szacunkiem z jakim sam chcesz być traktowany. Jeśli masz na myśli przekonania, które LaVey przedstawił w swojej książce, tak, to czyni mnie satanistą". Oczywiste jest, że Diamond odróżniał własne przekonania od tradycyjnej koncepcji satanizmu, nawiązującej do horroru i ogólnej demonologii, takie subtelności umknęły uwadze wielu fanów w tamtym czasie. Istnienie zespołu, który mógł powoływać się na bluźnierstwa dodało zespołowi autentyczności i niewątpliwie podsyciło nastawienie wielu kolejnych zespołów. W ten sposób wytyczono granicę; istniały teraz grupy, które wierzyły i praktykowały satanizm oraz takie, które jedynie o nim śpiewały. Mając to wszystko na uwadze, trzeba jednak podkreślić, że Mercyful Fate przebił się głównie dzięki BBC Radio One. Zespół został zaproszony do występu w Friday Night Rock Show dzięki przyjacielowi, który pomagał w dystrybucji ich demówek i ostatecznie dostał osiem godzin w studiu na nagranie trzech utworów: Evil, Curse Of The Pharaohs i Satan's Fall. Transmisja przykuła uwagę małej holenderskiej wytwórni Rave-On, która zaprosiła zespół do podróży i nagrania czteroutworowej EP-ki we wrześniu 1982. Zawierała cztery utwory zwiastujące rewolucyjne brzmienie: A Corpse Without Soul, Nuns Have No Fun, Doomed By The Living Dead i Devil Eyes. W porównaniu z późniejszą twórczością, riffy jeszcze inspiracje hard rockiem, połączoną z wyraźnym klimatem niektórych zespołów NWOBHM. "„Zrobiliśmy wszystko w dwa dni. - wspominał Diamond - Mieliśmy przygotowanych mnóstwo rzeczy, takich jak chórki, solówki i harmonie, ale kiedy dotarliśmy na miejsce, dowiedzieliśmy się, że nie otrzymamy wystarczająco czasu.

Oryginalny skład 1982-1984
Od lewej: Hank Shermann, Kim Ruzz, Michael Denner, King Diamond - klęczy Timi Hansen
Pomimo swoich ograniczeń, płytka spotkała się z dobrym przyjęciem i doprowadziła do podpisania kontraktu na dwa albumy z wytwórnią Roadrunner. 30 października 1983 wydano kultowy już dzisiaj debiut. W tamtym czasie na ustach wszystkich były kapele NWOBHM, a serca fanów metalu szturmem zdobywały Iron Maiden, Saxon i Def Leppard. Nagle pojawił się duński Mercyful Fate, proponujący coś absolutnie nowego poprzez połączenie ponurych riffów charakterystycznych dla Black Sabbath z czysto heavymetalową energią i okultystycznymi tekstami. Ta hybryda zaproponowała muzyką monumentalną i pełną nieokiełznanego wigoru z wieloma świetnymi solówkami. Oprócz wspomnianych elementów, zespół dorzucił jeszcze jeden - tajemniczy klimat grozy unoszący się nad każdym dźwiękiem, niczym duszna atmosfera czegoś mrocznego i niepokojącego. Dla krytyków były to kawałki "namacalnie pochłaniające światło", zwłaszcza gdy słuchacz zatopił się głębiej w rytualne teksty. Szlachetne w swej prostocie riffy nie oznaczały materiału opartego na nieskomplikowanym schemacie: zwrotka-refren. Wszystkie kompozycje rozbudowano, a działo się w nich naprawdę wiele. Nie sposób zapomnieć naturalnie o rozpoznawalnym jak żaden inny śpiewie Kinga Diamonda w wysokich rejestrach. Frontman używał jednak częściej swego środkowego pasma, bawiąc się wachlarzem głosowych możliwości i tworząc zróżnicowane linie melodyczne. Solówki Dennera i Shermanna były emocjonalne i pełne energii. Wszystko to złożyło się na heavymetalową Biblię, jaką niewątpliwie był ten album. Spośród siedmiu kawałków po latach nie sposób wybrać najlepszy, w zasadzie każdy z nich był arcydziełem. Płyta trzymała w napięciu od początku do końca - od pierwszych dźwięków Evil do opus magnum jakim była tytułowa Melissa z niesamowitymi partiami gitar. Nie znaczy to, że Curse Of The Pharaohs, Into The Coven czy Black Funeral ustępowały im w jakimś aspekcie. Takie płyty zwykle nagrywało się raz w karierze, ale Mercyful Fate ta sztuka zdarzyła się wielokrotnie. W porównaniu z EP-ką, była to płyta nieskończenie bardziej elegancka, mocniej otwarta na makabrę. "Z czasem nauczyłem się lepiej pisać utwory i wyrażać siebie" – wyjaśniał Diamond. "Zadawano mi pytania w stylu: Czy ty się utożsamiasz z Evil? Czy chciałbyś być tak samo zły jak postać z tej kompozycji. Odpowiadałem: Nie, powodem napisania Evil była chęć odbywania rozmów na wzór tej, którą prowadzimy teraz". Okładka albumu (autorstwa szwedzkiego grafika Thomasa Holma) to również swego rodzaju stonowana klasyka, z niemal abstrakcyjnym czarno-czerwonym przedstawieniem czegoś co wydawało się być demonicznym stworzeniem. Co ciekawe, tytuł Melissa pochodzi od imienia, które King nadał ludzkiej czaszce, którą mu wręczono. Początkowo bohaterka klęczy przed ołtarzem satanistycznym, opłakując śmierć kochanka, który najwyraźniej został zamordowany za czarostwo. Melissa przysięga zemstę księdzu, który prawdopodobnie był odpowiedzialny za jego śmierć. Wokalista wyjaśniał: "To była czaszka, którą dostałem w tym samym czasie, co skrzyżowane piszczele, których używałem jako mikrofonu. Czaszka pochodziła ze starego cmentarzyska znajdującego się przy klifach, które ulegały erozji. Później na tych klifach nakręciliśmy teledysk do Uninvited Guest (utwór Kinga Diamonda). Ktoś znalazł czaszkę w miejscu gdzie kończyła się plaża, a zaczynał klif, widocznie spadła z góry. Widać było, że ta osoba otrzymała bardzo cios w czoło, ponieważ widniała na niej dziura wielkości ćwierćdolarówki. Rana jednak zarosła, więc ta osoba nie umarła od rany]i zastanawiałem się, co się jej stało. Zacząłem sobie wyobrażać, że to czarownica i nagle naszło mnie imię Melissa".
Wydany 7 września 1984 [3] osiągnął 202 miejsce na liście Billboardu bez jakiejkolwiek promocji. Muzyka wydawała się dojrzalsza i bardziej dopracowana niż na poprzednio. Album szokował diabelską atmosferą - poczynając od wspaniałej okładki autorstwa Thomasa Holma, poprzez makijaż Kinga Diamonda, a kończąc na tekstach - które doprowadziły do tego, że grupa została umieszczona na czarnej liście różnej maści "wszechwiedzących strażników moralności". Biorąc pod uwagę to, że [2] był wydawnictwem naprawdę doskonałym, trudno sobie wyobrazić na jaki poziom wznieśli się muzycy nagrywając nowy materiał. Od początków lat 70-tych, gdy największe sukcesy osiągał Black Sabbath, nikt poza Venom nie potrafił skondensować w swojej muzyce takiej dawki mroku i okultyzmu. Warstwa tekstowa świetnie współgrała z muzyczną, a na pierwszy plan wysuwał się zdecydowanie demoniczny głos Kinga. Wokalista śpiewał dwojako: typowy krzyczący wokal połączył z nadzwyczaj wysokim falsetem w sposób imitujący dwóch wokalistów. Absolutnie zachwycała gra duetu gitarzystów - perfekcyjne, melodyjne i urozmaicone popisy Shermanna i Dennera stanowiły prawdziwą wartość tego albumu. Otwierał wszystko A Dangerous Meeting - oparty niby na szablonowych riffach, ale urzekający opisem sekretnego kręgu. Ustępujący mu jakością Nightmare ukazywał się jako hybryda wpływów NWOBHM. W Desecration Of Souls zaakcentowano ducha improwizacji, ale zadbano o odpowiednie proporcje, aby ciemna magia numeru zbytnio nie ucierpiała. Cichym faworytem krążka był nadzwyczaj melodyjny The Oath, a siłą klasycznego heavy metalu emanował Welcome Princess Of Hell. Po półtoraminutowej zadumanej instrumentalnej miniaturce To One Far Away, Duńczycy uderzali kapitalnym Come To The Sabbath, z idealną rytmiką i wokalem Kinga, nawołującym na zgromadzenie wiedźm i innych wyznawców Czarnego Kultu. Zastosowanie syntezatora i szybsza niż zazwyczaj praca gitarowego duetu zapowiadała jakoby przyszłe solowe dokonania Kinga Diamonda (w tym przypadku Mansion In Darkness).
18 dni spędzone w studio nagraniowym przyniosło fantastyczne owoce. King potwierdzał to w wywiadach: "Don't Break The Oath jest bardziej techniczny. Nagraliśmy więcej utworów i mieliśmy więcej czasu, więc mogliśmy zrealizować więcej pomysłów. Zastosowaliśmy bardziej skomplikowane partie chóralne i gitarowe, mieliśmy klawesyn. Co prawda mix tego wszystkiego stał się trudniejsze, ale wydawało się to naturalnym rozwojem grupy". Z dobrą sprzedażą płyty szedł w parze olbrzymi sukces pierwszego amerykańskiego tournee, które wyprzedano do ostatniego miejsca na 50 koncertów. Po latach wyszedł na jaw szokujący fakt, że muzykom promotorzy płacili zaledwie marne trzy dolary dziennie. Z kolei w Norfolk i Pittsburghu koncerty odwołano na skutek protestów kręgów kościelnych i konserwatywnych, a gazeta "Globe" krzyczała: "Sataniści zagrażają naszym dzieciom!".
Po powrocie do Danii nasiliły się konflikty na łonie samego zespołu. Po zagraniu ostatniego show 12 kwietnia 1985 w Kopenhadze, King Diamond ogłosił swoją decyzję - on sam, Denner i Hansen pragnęli kontynuować swoje obsesyjne zainteresowania okultystycznym heavy metalem, podczas gdy Shermann chciał pójść w kierunku komercyjnego hard rocka w amerykańskim stylu. King wyjaśniał: "To były różnice muzyczne na zasadzie Hank kontra cała reszta. Nagle mieliśmy zupełnie inne gusta muzyczne. Hank zaczął zmieniać swoje upodobania, kręcił się w towarzystwie słuchającym disco i funku w stylu Mother's Finest. Kiedy spotkaliśmy się i prezentowaliśmy sobie wzajemnie demówki, wpierw nie wzięliśmy go na serio. Hank był generalnie dowcipnisiem i pomyśleliśmy, że to żart, ale on był śmiertelnie poważny. Jego intencją było, żebyśmy ja i Michael mogli napisać muzykę na jedną stronę zatytułowaną "Mercy", a on napisze utwory na drugą stronę, którą nazwiemy "Fate". Taki specyficzny projekt, niby dwa różne zespoły. Doszło do dyskucji i ja powiedziałem, że nigdy nie zrobię tego naszym fanom, nie potraktuję ich w ten sposób. Ostatecznie rozstaliśmy się w dobrych stosunkach, choć niezwykle rozczarowani. Hank Shermann w rezultacie założył Fate. King Diamond kontynuował karierę solowo, ku rozpaczy fanów Mercyful Fate zawieszając działalność zespołu na blisko dekadę.

Od lewej: Timi Hansen, Snowy Shaw, King Diamond, Michael Denner, Hank Shermann
Podczas niebytu Mercyful Fate, wytwórnia Roadrunner postanowiła odciąć parę kuponów od sławy zespołu. Wpierw w styczniu 1987 wydała składankowy [4], w którego skład weszły: [1], trzy kawałki koncertowe z marca 1983 oraz znany dotychczas wyłącznie z singla Black Masses. W marcu 1992 ukazała się kompilacja [5] zawierająca pięcioutworowe demo "Burning The Cross", Death Kiss z sesji nagraniowej z 1982, dwa kawałki z demówki "Danger Zone" z kwietnia 1981 oraz You Asked For It z pierwszej demówki grupy z marca 1981. W międzyczasie Denner z Shermanem utworzyli w 1988 Zoser Mez. Wszyscy muzycy jednak uważnie obserwowali poczynania wytwórni i zauważyli, że popyt na dwie płyty formacji wciąż był duży. W lutym 1993 Mercyful Fate zdecydowali się zreaktywować w niemal klasycznym składzie (na perkusji zamiast Ruzza zagrał Morten Nielsen). Apetyty zaostrzył świetny występ na "Dynamo Open Air" przed 45 000 fanów. Snowy Shaw dołączył do grupy w miejsce Nielsena tuż po wydaniu krążka, a mimo to jego nazwisko widniało w składzie, który zarejestrował [6]. Wydany 22 czerwca 1993 krążek niestety rozczarował - muzyka była rozwlekła i mało porywająca. Album był niespójny jako całość, na negatywnej ocenie odbiło się także nie najlepsze brzmienie i leniwa gra sekcji rytmicznej. Utwory skomponowano najczęściej oddzielnie, dlatego poza rewelacyjnymi Egypt i Is That You Melissa? reszta materiału wypadła blado. Oczekiwania fanów wobec reaktywacji były duże, a poprzeczkę postawiono wysoko - może dlatego do tej płyty przylgnęła z perspektywy czasu etykieta najgorszego studyjnego dokonania Mercyful Fate. W tym przypadku nie pomógł nawet gościnny występ Larsa Ulricha (perkusisty Metalliki) w Return Of The Vampire. Teksty przestały opiewać Szatana, a skupiły się wokół Jedźca Bez Głowy, koszmarów i bogów starożytnego Egiptu. Promocyjna trasa po USA z Cathedral i Flotsam And Jetsam okazała się sukcesem. Znacznie gorzej było w Europie, gdzie koncerty odwołano z powodu braku solidności niemieckiego promotora, a występy na Starym Kontynencie z wyłączeniem Niemiec były bezcelowe. [7] zawierał utwór The Bell Witch oraz cztery utwory koncertowe zarejestrowane w Los Angeles 8 października 1993, będące doskonałą wizytówką występu Mercyful Fate na żywo.
Dopiero wydany 25 października 1994 [8] w pełni usatysfakcjonował starych fanów, w czym dobitnie pomogła gra nowego basisty Sharlee D`Angelo (właśc. Charles Peter Andreason). Co prawda pierwszy rzut oka na nędzną okładkę i wyblakłe logo mógł nasuwać pewne obawy co do formy grupy, jednak już pierwsze dźwięki rozwiewały te obawy. Przede wszystkim udało się muzykom ponownie przywołać charakterystyczny mroczny klimat. W dodatku wszystko brzmiało bez zarzutu, a większość kompozycji była wyśmienita. Otwierający Nightmare Be Thy Name stanowił niemal przebój dotyczący koszmaru sennego, który staje się rzeczywistością. Znalazło się też miejsce na gloryfikację Lucyfera w Angel Of Light, kapitalne partie gitar grających unisono w My Demon, stanowiący niemal modlitwę do czasu Time czy nawiązanie do historii słynnego "Necronomiconu" w Castillo Del Mortes. Pomimo lepszej sprzedaży, akcja reklamowa płyty kulała. Znów odwołano koncerty w Niemczech i pozostałych krajach Europy. Kontynuując karierę solową, King zdecydował się wydać jeszcze parę płyt z Mercyful Fate. 20 sierpnia 1996 światło dzienne ujrzał [9], a na okładkę trafiło zdjęcie wykonane przez D`Angelo. Krążek promowano nowoczesnym teledyskiem The Uninvited Guest, nakręconym w średniowiecznym duńskim kościele. Cały krążek jawił się jako bardzo solidny, pełen siarczystych metalowych kawałków. Sam King wokalnie nie spuszczał z tonu, a jego partie jak zwykle jednocześnie powalały i przerażały. Poza typowymi utworami typu Lucifer czy Kutulu, album zawierał odmienne podejśćie do tematu grozy, jak Fifteen Men (And A Bottle Of Rum) o tragedii na Morzu Karaibskim oraz Deadtime będący żartobliwym powtórzeniem do historii o Czerwonym Kapturku. Na japońskiej wersji dodano bonus w postaci przeróbki Judas Priest The Ripper. [9] ugruntował pozycję Mercyful Fate jako jednej z najlepszych kapeli heavymetalowych na świecie.
Wkrótce z zespołu odszedł Denner pragnący więcej czasu poświęcić rodzinie (narodziny drugiego syna), a zastąpił go Mike Wead. Na europejską trasę wspólnie ruszyły ekipy Mercyful Fate i King Diamond. 24 marca 1997 był datą pamiętnego show obu formacji w Poznaniu. Pamiętnego, gdyż mimo dobrej frekwencji i znakomitej formy muzyków, koncert nieomal się nie odbył z powodu nierzetelności polskiego organizatora. Człowiek ten zniknął ze wszystkimi należnymi dla zespołu pieniędzmi. Skończyło się na tym, że King Diamond nie miał w hotelu ciepłej wody, a grupę na koncert fani przywieźli własnymi samochodami. Kapele nie dość, że nie odwołały występu, to dały z siebie wszystko. Na drugi dzień w Krakowie nie było podobnych problemów. Był to jedyny przypadek, kiedy w Polsce wystąpiły oba zespoły naraz, a King Diamond poświęcił godzinę na zmianę makijażu. [10] ukazał się 9 czerwca 1998, a jego okładka nawiązywała do [2]. Płyta stanowiła próbę powrotu do lat 80-tych, a dziesięć wyśmienitych kompozycji tworzyło wymowną całość, z której wyróżniały się: skomponowany przez Sharlee D`Angelo Crossroads oraz ponad 13-minutowa upiorna suita tytułowa z niemal mistycznym akustycznym wstępem. King udowadniał, że wciąż potrafił przeszywająco zaskrzeczeć, a najlepszymi dowodami na to były Banshee i Sucking Your Blood. Fanom spodobały się także The Lady Who Cries z kapitalnym refrenem i zadziorny Mandrake. Koniecznie trzeba podkreślić, że solówki na tym krążku były świetne, melodyjne i szybkie. Jeden z krytyków napisał: "Ta płyta jest Zła - czuć to od pierwszego do ostatniego numeru. Niewiele jest krążków, które mają podobny mroczny klimat". [10] był jedną z tych pozycji, która budowała swoją jakość przy odsłuchu całości, kiedy kolejne numery jak cegiełki tworzyły solidny monolit. Po nakręceniu teledysku do The Night ruszyła machina koncertowa i w końcu zespołowi udało się dotrzeć do Europy.

Od lewej: Bjarne Thomas Holm, King Diamond, Sharlee D'Angelo, Mike Waed, Hank Shermann
Muzycy poszli za ciosem i 15 czerwca 1999 ukazał się [11] - ostatnie studyjne wydawnictwo Mercyful Fate. Kiedy się słucha tego album dziś pozostaje żal, że pomimo tak wysokiej formy Duńczycy nie nagrali już niczego nowego. Krążek był znakomitym nawiązaniem do klimatu dwóch pierwszych płyt. ale w sposób na nowo zaaranżowany i odświeżony. Było ostro, brutalnie i demonicznie pod każdym względem. W stosunku do poprzednika [9] był krótszy i bardziej zwięzły - zrezygnowano z klasycznych sabbathowych riffów i złożoności kompozycji. Wszystko otwierał kapitalny Last Rites, swoista spowiedź z łoża śmierci kogoś, kto nie wierzy w Niebo i Piekło. Shermann i Wead znakomicie się uzupełniali, z łatwością przechodząc z heavy/doomowych rytmów do mocniejszego heavymetalowego podkładu. Church Of Saint Anne czarował niemal epickim tempem i chórami, niczym nie ustępowały mu Sold My Soul i House On The Hill. Szybki Burn In Hell udowadniał niedowiarkom, że mimo upływu lat muzycy byli w wyśmienitej formie. Demoniczny The Grave był popisem Diamonda, a w ciężkim Insane ponownie zachwycała gra gitar. Interesująca partia akustyka poprzedzała Kiss The Demon, a tytułowy 9 świadomie nawiązywał do początków kariery. Było to bez dwóch zdań arcydzieło, choć na jego ocenie ważyło negatywnie głuche kiepskie brzmienie. Europejską trasę Mercyful Fate rozpoczął 1 czerwca 1999, grając na stadionie "Gwardii" w Warszawie przed Metalliką. Koncert trwał niestety tylko 40 minut, bo Duńczycy musieli ustąpić miejsca nawet Apocalyptice i Monster Magnet. Mimo to, muzycy zeszli ze sceny owacyjnie żegnani przez fanów. Na szczęście na własnych koncertach mogli szybko zapomnieć o tym nietakcie ze strony osób odpowiedzialnych za ustalanie kolejności występów. Po zakończeniu tournee, muzycy zawiesili działalność, a King Diamond skupił się na karierze solowej.
Mercyful Fate wywarł wielki wpływ na grupy grające w podobnym stylu, cieszące się sporą estymą wśród fanów metalu w rodzaju Attic, Portrait, Them, A Tortured Soul, In Solitude, Candle, Trial, Carriage czy Magister Templi.
Dalsze losy muzyków Mercyful Fate:
| ALBUM | ŚPIEW | GITARA | GITARA | BAS | PERKUSJA |
| [1-3] | King Diamond | Hank Shermann | Michael Denner | Timi `Hansen` Holm | Kim `Ruzz` Jensen |
| [6] | King Diamond | Hank Shermann | Michael Denner | Timi `Hansen` Holm | Morten Nielsen |
| [7] | King Diamond | Hank Shermann | Michael Denner | Timi `Hansen` Holm | Tommy `Snowy Shaw` Helgesson |
| [8] | King Diamond | Hank Shermann | Michael Denner | Sharlee D'Angelo | Tommy `Snowy Shaw` Helgesson |
| [9] | King Diamond | Hank Shermann | Michael Denner | Sharlee D'Angelo | Bjarne Thomas Holm |
| [10-11] | King Diamond | Hank Shermann | Mikael `Mike Wead` Wikström | Sharlee D'Angelo | Bjarne Thomas Holm |
King Diamond (ex-Brainstorm, ex-Black Rose), Hank Shermann (ex-brats), Snowy Shaw (ex-King Diamond, ex-Memento Mori)
Mike Wead (Warchild, ex-Hexenhaus, ex-Memento Mori, ex-Abstrakt Algebra), Bjarne Thomas Holm (ex-Fate, ex-Zoser Mez)
| Rok wydania | Tytuł | TOP |
| 1982 | [1] Nuns Have No Fun EP | |
| 1983 | [2] Melissa | #2 |
| 1984 | [3] Don`t Break The Oath | #3 |
| 1987 | [4] The Beginning (kompilacja) | |
| 1992 | [5] Return Of The Vampire (kompilacja) | |
| 1993 | [6] In The Shadows | |
| 1994 | [7] The Bell Witch EP | |
| 1994 | [8] Time | #2 |
| 1996 | [9] Into The Unknown | #13 |
| 1998 | [10] Dead Again | #12 |
| 1999 | [11] 9 | #9 |

