
Bułgarski zespół założony w 2007 w Płowdiw. Pierwszy album ukazał się po siedmiu latach istnienia, a do jego zaśpiewania namówiono samego Blaze`a Bayley`a. Trudno było stwierdzić czy to jego głos nadał tym kompozycjom w stylu heavy/power charakter muzyki samego Blaze`a, czy też raczej grupa się na jego stylu wzorowała - gdyż powstał zestaw utworów brytyjskich, odegranych poprawnie, choć rzemieślniczo i nie do końca z wiarą w sukces. Instrumentaliści zaprezentowali przeciętne umiejętności: sekcja rytmiczna grała bojaźliwie, a solówki gitarowe brzmiały amatorsko. Sam Blaze w formie przeciętnej i skupianie się na nim było w zasadzie bezcelowe. Niemniej dwa pierwsze kawałki (zagrane w dosyć szybkich tempach) Freedom i Change były niezłe pomimo ogólnej sztampowej prostoty. Jednak już The Crow to nieudane toporne odwzorowanie rytmicznych utworów Blaze`a granych w umiarkowanych tempach i tu nic ciekawego się nie działo. Tymczasem Voice Of Sorrow to gustowna metalowa ballada z eleganckim refrenem, ale nie do końca w obszarach wykonawczych, w których sam Bayley wypadał zwykle przekonująco. Dobre gitarowe zagrywki otwierały spokojnie rozgrywany Nightmare, w którym było nawet coś z nostalgicznego heroizmu. Nawet obaj gitarzyści tym razem się wyjątkowo rozkręcili i w odpowiednich warunkach dali z siebie więcej niż to co ogólnie grali. Zastanawiający początek Evil Sky w stylu fińskim był ciekawy, potem jednak kawałek przeistaczał sie w klasyczny heavy metal, który w pomyśle był bojowy i epicki, ale realnie po prostu błądzący po całkiem wyeksploatowanych obszarach (amerykańskich tym razem). Tu rola Blaze`a się kończyła i bonusowy Angel zaśpiewał rezydujący w Anglii bułgarski wokalista Diljan Arnałdow, będący w różnych okresach frontmanem takich brytyjskich zespołów jak heavymetalowy Airforce, thrashowy Day 40 czy prog-metalowy Nephwrack. On znakomicie wykonał tą przecudownej urody balladę i paradoksalnie był największy hit tego albumu (firmowanego nazwiskiem Blaze Bayley). Gdyby ten utalentowany Bułgar zaśpiewałby wszystko, to płyta nie zyskałaby takiego zainteresowania. Płytę trudno było jednoznacznie ocenić - z jednej strony była pełna niedostatków, a z drugiej generalnie nie była zła.
Minęły trzy lata i do studia zespół wszedł ze szkockim włóczykijem Doogie White`m. Znów artystycznie było przeciętnie, gdyż White zatracił gdzieś czar rockowego głosu i zaśpiewa siłowo głosem najwyraźniej zmęczonym. Jedynie w dwóch kawałkach Doogie był sobą - w pełnym rockowego ciepła Lost Messiah w stylu Cornerstone oraz łagodnej pół-balladzie Spirit Lies. W pozostałych utworach Doogie dziwacznie siłował się z dwiema heavy/powermetalowymi gitarami i nie zawsze udawało mu się pozostać na powierzchni. Heavy/power zresztą był stylistycznie na [2] w zdecydowanej przewadze - numery nieraz świetnie zaczynały się gitarowymi natarciami (Creator, Behind Closed Doors), potem jednak następowało "wzbogacanie" i "rozbudowywanie" przez co powstała plątanina temp, nietrafionych solówek gitarowych, różnicowania klimatu. W efekcie płytę zdominowały bałagan i chaos. Kiedy John Steel grał bez takich zbędnych chwytów formalnych, to od razu pojawiał się dobry potoczysty One God i jeszcze lepszy Behold The Night. Za to Emperor`s New Clothes stanowił przykład na to, że grupa nie radziła sobie zupełnie w wolniejszych kroczących kawałkach - ten był po prostu ospały i za długi. Po raz drugi Bułgarzy nagrali płytę, na której przecenili się w tworzeniu niby-skomplikowanych aranżacji, które jednak były tylko średnio atrakcyjnym rzemiosłem. Album wydano środkami własnymi i produkcja była słaba - komuś nie chciało się doprowadzić masteringu do końca. Perkusja w każdej kompozycji brzmiała inaczej, czasem prawie jej nie słychać, gitary były rozmyte i rzężące, bas plastikowy, a White często wepchnięty wgłąb pierwszego planu. Realnie był to krążek przeciętny z kilkoma przebłyskami i w dorobku Doogiego znajduje się na bardzo odległej pozycji.

Blaze, Doogie i David
[3] to znów inny wokalista światowego formatu. Tym razem zaproszony został David Reece, weteran sceny hard rockowej, mocno aktywny w różnych projektach. Zespół przedstawił tradycyjny heavy, choć o powermetalowym zabarwieniu i tym razem album stylistycznie nawiązywał dp krążka z Blaze`m. Siła tych uniwersalnych numerów leżała w prostocie i w końcu muzycy niczego nie komplikowali w rytmicznych utworach, zagranych w średnio-szybkich tempach w rodzaju Black Demon czy Distorted Reality. Grupa zagrała w nich śmielej niż w przeszłości, choć oryginalności w tym nie było. Śpiewu Davida słuchało się go z zainteresowaniem i jego głos odsuwał na plan dalszy drobne aranżacyjne niedociągnięcia. Zagrany jednoznacznie w konwencji heavy/power twardy Woman Of Ice był przeciętnym odwzorowaniem grania amerykańskiego. Zwiewny Dante`s Retribution odegrano w lekko heroicznym stylu i kawałek wciągał w refrenie, który był najlepszy na albumie. Pomimo pewnych przebłysków,
David Reece śpiewał później w Highway Sentinels i Iron Allies, a Doogie White w Alcatrazz i Long Shadows Dawn.
| ALBUM | ŚPIEW | GITARA | GITARA | BAS | PERKUSJA |
| [1] | Blaze Bayley | Wiktor Georgiew | Iwan Staliew | Pietr Petrow | Żiwodar Dimitrow |
| [2] | Doogie White | Wiktor Georgiew | Iwan Staliew | Pietr Petrow | Żiwodar Dimitrow |
| [3] | David Reece | Wiktor Georgiew | Iwan Staliew | Pietr Petrow | Żiwodar Dimitrow |
Blaze Bayley (ex-Wolfsbane, ex-Iron Maiden),
Doogie White (ex-Midnight Blue, ex-Rainbow, ex-Yngwie Malmsteen, ex-Liesegang/White, ex-Empire, ex-Nikolo Kocew, ex-Cornerstone, ex-Praying Mantis, ex-Rata Blanca, ex-Tank, ex-Demon`s Eye, MSG, White Appice Mendoza Iggy),
David Reece (ex-Sacred Child, ex-Accept, ex-Bangalore Choir, ex-Sircle Of Silence, ex-Stream, ex-Gypsy Rose, Reece, ex-Reece/Kronlund, ex-Tango Down, ex-EZ Livin', Wicked Sensation, ex-Bonfire, ex-Sainted Sinners),
Wiktor Georgiew (Rampart), Iwan Staliew (Sheky), Pietr Petrow (Sheky, SJK), Żiwodar Dimitrow (Avenford)
| Rok wydania | Tytuł |
| 2014 | [1] Freedom |
| 2017 | [2] Everything Or Nothing |
| 2022 | [3] Distorted Reality |
